Leonard uparcie nie wierzy, iż Irmina jest jego córką. Żona, Weronika, pracuje w sklepie spożywczym. Krążą plotki, iż często zamyka się na zapleczu z obcymi mężczyznami. Dlatego Leonard nie potrafi uznać, iż drobna Irmina jest jego dzieckiem. Od początku nie darzy dziewczynki sympatią. Tylko dziadek wspiera wnuczkę i to po nim dziedziczy dom.
Irminę kochał jedynie dziadek
W dzieciństwie Irmina często choruje. Jest drobna, niska, szczupła. „Ani w mojej rodzinie, ani w twojej, takich wątłych dzieci nie było”, mówi Leonard. „A ta to ledwo od ziemi odstaje”. Z czasem niechęć ojca przenosi się także na matkę.
Jedyną osobą, która naprawdę pokochała Irminę, jest dziadek Stanisław. Jego dom stoi na krańcu wsi, tuż przy lesie. Stanisław przez całe życie pracował jako leśniczy. choćby po przejściu na emeryturę niemal codziennie odwiedza las zbiera jagody i lecznicze zioła. Zimą dokarmia zwierzęta. Ludzie uważają go za trochę dziwaka, choćby się go boją. Zdarza się, iż coś przepowie i to się sprawdza. Ale przychodzą do niego po zioła i napary.
Żonę pochował już dawno. Pocieszeniem jest dla niego las i wnuczka. Kiedy dziewczynka zaczyna chodzić do szkoły, przebywa u dziadka częściej niż w domu. Stanisław opowiada jej o adekwatnościach roślin i korzeni. Nauka Irminie przychodzi łatwo. A kiedy ktoś pyta, kim zostanie w przyszłości, odpowiada: „Będę leczyć ludzi”. Matka mówi jednak, iż nie ma pieniędzy na jej naukę. Dziadek pociesza, iż nie jest biedny i pomoże, a jak trzeba, można sprzedać krowę.
Zapisał wnuczce dom i szczęście
Córka Weronika rzadko odwiedza ojca, aż tu nagle stanęła w jego progu. Przyszła prosić o pieniądze, bo syn stracił wszystko w karty w Warszawie. Andrzeja mocno pobili i kazali znaleźć pieniądze za wszelką cenę.
„Gdy przypiekło, to dopiero przyszłaś?”, pyta srogo Stanisław. „Całe lata nosa tu nie wściubiałaś!”. Odmawia pomocy: „Nie zamierzam spłacać długów Andrzeja. Muszę Irminę kształcić”.
Weronika wychodzi z domu wściekła. „Nie chcę was znać, nie mam już ojca ani córki!”, krzyczy i wychodzi z hukiem. Gdy Irmina dostaje się do szkoły medycznej, rodzice nie dają jej choćby grosza. Pomaga tylko dziadek Stanisław. Ratuje ją też stypendium, bo Irmina świetnie się uczy.
Przed zakończeniem nauki Stanisław choruje. Przeczuwając, iż niedługo odejdzie, mówi wnuczce, iż zapisał jej dom. Nakazuje Irminie szukać pracy w mieście, ale domu nie zaniedbywać. Bo dom żyje, dopóki czuć w nim ludzkiego ducha; zimą trzeba palić w piecu. „Nie bój się tu nocować sama. Tu odnajdziesz swoje szczęście”, przepowiada Stanisław. „Będziesz szczęśliwa, dziecko”. Czuł coś więcej.
Przepowiednia Stanisława się ziściła
Stanisław odchodzi jesienią. Irmina pracuje jako pielęgniarka w szpitalu powiatowym. W wolne dni wraca do domu dziadka. Rozpala piec w chłodne dni. Stanisław nazbierał tyle drewna, iż wystarczy na długo. Prognozy nie są dobre Irmina ma dwa wolne dni. Nie chce siedzieć w wynajmowanym pokoju u starszych krewnych koleżanki ze szkoły medycznej.
Wieczorem przyjeżdża do wsi. W nocy zaczyna sypać śnieg, a rankiem zamieć zamyka drogi. Tibicie w drzwi niepokoi Irminę. Otwiera i widzi nieznanego młodego mężczyznę. „Dzień dobry. Trzeba by odkopać auto, utknąłem naprzeciwko waszego domu. Macie łopatę?”, pyta. „Jest przy ganku, weźcie. Może pomóc?”, odpowiada dziewczyna. Ale wysoki przybysz patrzy z ironią na drobną Irminę: „Jeszcze brakuje, żeby i pani zasypało”.
Mężczyzna sprawnie odśnieża auto, próbuje ruszyć, ale znów wpada w śnieg. Znowu sięga po łopatę. Irmina zaprasza go do środka na gorącą herbatę z ziół. Zamieć pewnie niedługo przeminie, tutaj droga jest uczęszczana.
Nieznajomy, po krótkim wahaniu, macha ręką i idzie do domu. „Czy nie boisz się mieszkać sama pod lasem?”, pyta. Wyjaśnia, iż przyjeżdża tu na weekendy, pracuje w mieście. Zastanawia się, jak wróci, jeżeli autobus nie przyjedzie. Nieznajomy przedstawia się jako Stanisław i proponuje podwózkę sam musi jechać do powiatu. Irmina zgadza się.
Po pracy Irmina wraca pieszo, a tu niespodzianka spotyka Stanisława. „Chyba twój ziołowy napar ma jakieś czary”, żartuje. „Bardzo chciałem zobaczyć cię jeszcze raz. Może zaprosisz znowu na herbatę?”
Wesele nie odbyło się Irmina nie chciała. Stanisław nalegał, ale w końcu ustąpił. Za to była prawdziwa miłość. Irmina przekonuje się, iż nie tylko w książkach piszą, iż mężczyźni noszą swoje żony na rękach. Gdy rodzi się ich pierwszy syn, wszyscy w szpitalu dziwią się, jak taka filigranowa kobieta urodziła takiego siłacza! Gdy pytają o imię dla syna, Irmina mówi: „Będzie Stanisławem, na cześć bardzo dobrego człowieka”.
