Powiedzenie, iż najlepsze scenariusze pisze życie, od zawsze było prawdopodobnie używane zbyt często. Ale jak tu go nie nadużywać, gdy taki serial, jak „Legendy” Netfliksa, okazuje się oparty na faktach?
„Legendy” to brytyjska nowość, która kilka dni temu trafiła do serwisu Netflix i z miejsca zdobyła uznanie nie tylko użytkowników tego serwisu, ale także telewizyjnych krytyków. Serial stworzył Neil Forsyth (”The Gold”), który napisał także wszystkie odcinki – tych jest sześć, a każdy z nich trwa niecałą godzinę. I trzeba mu oddać, iż stworzył historię, która potrafi zaangażować widza od pierwszych do ostatnich minut. Więc jeżeli wcześniej o „Legendach” nie słyszeliście – a pewnie nie słyszeliście – gwałtownie wpiszcie je wysoko na swoje listy rzeczy do obejrzenia w najbliższym czasie.
Legendy – o czym jest serial na Netfliksie?
Fabuła została zainspirowana książką Guya Stantona i Petera Walsha i skupia się na grupce pracowników brytyjskiego urzędu celnego, którzy na początku lat 90. dość niespodziewanie stają się cichymi bohaterami w walce z zalewającymi kraj narkotykami. Ze stworzonymi na nowo tożsamościami i całą historią życia (to właśnie tytułowe legendy) czworo wybrańców, którzy do tej pory nie mieli żadnego doświadczenia z pracą w terenie, ma za zadanie powstrzymać napływ heroiny na Wyspy Brytyjskie. Tylko czy taka walka nie jest przypadkiem z miejsca skazana na porażkę?
„Legendy” (Fot. Netflix)Ten krótki opis już z miejsca może sugerować, iż to historia z potencjałem na hit. Wszyscy uwielbiamy przecież seriale oparte lub zainspirowane prawdziwymi wydarzeniami, o których nigdy nie słyszeliśmy, a dzięki którym możemy mówić, iż najlepsze scenariusze jak zawsze pisze życie. W tym wypadku jednak samo życie by nie wystarczyło – „Legendy” działają tak dobrze przede wszystkim dlatego, iż Neil Forsyth wypracował tutaj własny styl, który jednocześnie od razu kojarzy nam się z brytyjskimi serialami. Nie mam żadnych wątpliwości – Amerykanie takiej produkcji nie byliby w stanie stworzyć.
Bo choć mówimy o temacie jak najbardziej poważnym, to same „Legendy” już w stu procentach poważne nie są. Od samego początku, od pierwszych scen, w których trwa rekrutacja zespołu do walki z narkotykami, widzimy, iż twórca serialu nie boi się czasem naprawdę ostrego poczucia humoru. I nie, „Legendy” nie stają się tym samym komedią, to wciąż mieszanka thrillera z komedią, która potrafi w gęstą atmosferę i mroczny klimat. Jednocześnie jednak Forsyth w prosty sposób upuścił powietrze z tego balonika, aby ten w żadnym momencie nie wybuchł. Dzięki tej decyzji dostaliśmy wyłącznie lepszy serial.
Legendy to serial, który niczego nie kopiuje
Być może taka mieszanka brzmi trochę jak kopia innych brytyjskich produkcji, z filmami i serialami Guya Ritchiego na czele, ale mogę was zapewnić, iż o żadnej kopii nie ma tutaj mowy. Inspiracje, jeżeli są, to raczej niewielkie i wynikają bardziej ze specyfiki tego miksu gatunków niż próby kopiowania kogokolwiek. Forsyth ma wyraźnie swoją wizję na to, jak „Legendy” mają wyglądać, dzięki czemu możemy śmiało powiedzieć, iż nie jest to kolejny taki sam serial ściągnięty prosto z taśmy produkcyjnej Netfliksa. To produkcja w pełni autorska, która równie dobrze mogłaby pojawić się na BBC – w tym wypadku jest to jak najbardziej komplement.
„Legendy” (Fot. Netflix)Z akcją osadzoną we wczesnych latach 90., często w dzielnicach i na osiedlach, które przeciętny obywatel wolałby omijać szerokim łukiem, „Legendy” nie stronią także od komentarza społecznego. Mamy tu w końcu zmierzch ery Margaret Thatcher, której reformy wyrzuciły wiele osób na margines. Serial Netfliksa nie stroni od pokazywania ludzi pokrzywdzonych przez los i wielką politykę, dla których narkotyki stały się sposobem na ucieczkę do innej rzeczywistości. Widzimy, jak niektórzy z nich zaczynają swoją przygodę z heroiną, sięgając tym samym po biletem w jedną stronę.
Warto jednak pamiętać, iż „Legendy” to przede wszystkim thriller, którego głównym zadaniem jest trzymanie widzów na krawędzi fotela, nie komentarz do społecznej sytuacji na Wyspach czy wielowarstwowe i skomplikowane portrety bohaterów. I bez tego pozostają oni interesującą zgrają. Tajną operację w Londynie będzie prowadził Guy (Tom Burke, „Cormoran Strike”) – człowiek, który naprawdę gwałtownie odnajdzie się w pracy pod przykrywką i zacznie prowadzić bardzo niebezpieczną grę z ludźmi, którzy zabiliby go natychmiast, gdyby tylko odkryli jego prawdziwą tożsamość. Na północy, w Liverpoolu, swoją grę prowadzą z kolei Bailey (Aml Ameen, „Sense8”) i Kate (Hayley Squires, „Nocny recepcjonista”). Ta dwójka będzie potrzebowała nieco więcej czasu, by widzowie się do nich przywiązali.
Legendy – czy warto oglądać serial Netfliksa?
Każdą scenę kradnie bowiem wspomniany już Burke, oraz Steve Coogan („Sandman”) jako Don – człowiek, który odpowiada za stworzenie ze zwykłych pracowników urzędu celnego tajnych agentów, których życie będzie wisieć na włosku i jeden drobny błąd może je zakończyć. Don sam w przeszłości pracował pod przykrywką i wie, jak trudna to praca, dlatego w selekcji do zespołu będzie wyjątkowo surowy, co przyniesie nam kilka naprawdę zabawnych scen. Finalnie uda mu się stworzyć zespół złożony z ludzi inteligentnych – tu należy się wzmianka o Erin (Jasmine Blackborow, „Dżentelmeni”), specjalistce od danych, która potrafi wyciągnąć z nich znacznie więcej niż mogłoby się wydawać – dla których ta misja to także sposób, by odmienić swoją życiową rutynę.
„Legendy” (Fot. Netflix)W serialu oczywiście nie zabraknie scen, w których będziemy drżeli o życie bohaterów, generalnie te sześć odcinków będzie utrzymanych w tempie niemal idealnym. Forsyth idealnie wyczuwa, kiedy tempo należy podkręcić, a kiedy przycisnąć hamulec, by widza nie przemęczyć. Finalnie dostajemy więc od niego produkcję, która dla wielu podobnych mogłaby być wzorem, bo w „Legendach” dzieje się naprawdę dużo, ale nigdy głupio. I może właśnie dlatego ten serial działa także wtedy, gdy nieco zwalnia, na przykład po to, by przyjrzeć się nieco lepiej swoim bohaterom. Napięcie i akcja pozostają tutaj najważniejsze, ale jednocześnie cała otoczka sprawia, iż dostajemy jeszcze lepszy serial.
I tym sposobem „Legendy” z miejsca stały się jednym z najlepszych (najlepszym?) seriali Netfliksa tego roku. I jak zawsze przy tego typu niespodziankach boli mnie to, jak streamingowy gigant podchodzi do własnych produkcji. Serial Neila Forsytha nie mógł bowiem liczyć na jakąkolwiek promocję, pozostaje jedynie wiara w netfliksowy algorytm, który pomoże w rozpropagowaniu „Legend”. Wielkiego hitu raczej z tego nie będzie, przynajmniej w Polsce, gdzie wszyscy jesteśmy zajęci w tej chwili oglądaniem rodzimej wersji „Love Is Blind”, ale trzymam kciuki, by ten brytyjski serial trafił chociaż do tych, którzy będą potrafili go docenić.















