Lawina zeszła w jednej chwili.

newsempire24.com 2 godzin temu

Lawina zeszła w jednej chwili. Potem przyszło niemal pięćdziesiąt godzin niepewności. Dwaj alpiniści byli już w szpitalu, a ich suczka Lulu wciąż pozostawała sama w ośnieżonych górach Alaski.

Czteroletnia Lulu, mieszanka pudla i husky’ego, towarzyszyła dwóm doświadczonym alpinistom w Parku Stanowym Chugach. Dziesiątego października wyprawę przerwała lawina.

Obaj mężczyźni przeżyli, ale odnieśli poważne obrażenia i zostali przewiezieni do szpitala. Lulu zaginęła.

Nie było wiadomo, gdzie się znajduje, czy jest ranna ani czy zdołała znaleźć schronienie przed zimnem.

Zofia, partnerka jednego z poszkodowanych, przebywała wtedy za granicą. Nie mogła osobiście wyruszyć na poszukiwania, ale zaczęła organizować pomoc na odległość.

— Jestem tak daleko… Ale mogę przecież znaleźć ludzi, którzy jej pomogą. Musimy spróbować! — tak mogła brzmieć jej determinacja.

Kontaktowała się z grupami turystycznymi, ratownikami zwierząt i ochotnikami. Do akcji dołączyło ponad dwadzieścia osób. W poszukiwaniach uczestniczył również pies wyszkolony do tropienia po zapachu.

Odnalezienie jednej suczki wśród rozległych, pokrytych śniegiem zboczy było jednak ogromnym wyzwaniem.

Nadzieję dawał niewielki elektroniczny nadajnik, który Lulu miała przy sobie. Sygnały wykryte podczas poszukiwań z powietrza pomogły zawęzić obszar i zbliżyć się do miejsca, w którym mogła przebywać.

Piloci Agnieszka i Piotr pomagali przeczesywać teren z góry. Zofia tymczasem porównywała mapy oraz zdjęcia satelitarne, próbując połączyć kolejne wskazówki.

— Jeszcze jeden ślad… Może właśnie ten zaprowadzi nas do niej — taka nadzieja mogła dodawać sił szukającym.

Mijały kolejne godziny. Lulu przez cały czas pozostawała gdzieś w górach, a nikt nie potrafił powiedzieć, jak sobie radzi.

Wreszcie, po około pięćdziesięciu godzinach, odnaleziono ją na zboczu.

Żyła.

— Jest! Znaleźliśmy ją! Ona żyje! — trudno wyobrazić sobie większą ulgę po tak długim oczekiwaniu.

Lulu trafiła w bezpieczne miejsce i ostatecznie wróciła do swoich opiekunów.

Jej ratunek był wynikiem współpracy wielu osób. Ktoś ruszył w teren, ktoś poleciał nad góry, ktoś prowadził psa tropiącego, a ktoś z daleka analizował mapy.

Mały nadajnik pomógł wskazać drogę. Ludzie sprawili, iż na jej końcu na Lulu czekała pomoc.

Idź do oryginalnego materiału