Laurka zamiast prawdy? Między geniuszem a skandalem

angora24.pl 14 godzin temu

Poza kadrem

Treść jest powierzchowna i wiele wydarzeń z życia piosenkarza pomija. Nie ma nic o jego sądowych bojach po tym, jak został kilkakrotnie oskarżony o molestowanie nieletnich. Prawdopodobnie dlatego, iż to rodzina Michaela sprawowała kontrolę nad realizacją filmu, a w 2005 roku sąd uniewinnił go ze wszystkich zarzutów.

Nie ma też nic o jego współpracy z innymi popularnymi wokalistami, takimi jak Paul McCartney, z którym nagrał piosenki „Say, Say, Say”, „The Girl Is Mine” i „The Man”, czy z frontmanem grupy Queen, Freddiem Mercurym, z którym zaśpiewał kompozycję „There Must Be More to Life Than This”.

Pominięto rejestrację jednego z największych charytatywnych hitów, utworu „We Are the World” (1985), nagranego z udziałem gwiazd amerykańskiej estrady, tym bardziej iż to właśnie Michael Jackson – razem z Lionelem Richiem – ten szlagier skomponował.

Za to jako laurka wystawiona piosenkarzowi, przedstawiająca niektóre ważniejsze jego dokonania, w tym wspaniałego „Thrillera” (1982), promowanego nowatorskim teledyskiem, film „Michael” zadanie swoje spełnia. Spodoba się zwłaszcza fanom artysty, którzy od razu poznają, iż w ich ulubieńca na ekranie wcielił się jego siostrzeniec, 29-letni Jaafar Jeremiah Jackson. Widzowie mniej obeznani z karierą autora „Thrillera” mogą pomylić film „Michael” z jednym z jego nagranych za życia teledysków lub z fragmentem jego koncertu, bo Jaafar wygląda i porusza się na scenie zupełnie jak jego wujek. choćby sam śpiewa niektóre piosenki, choć jego głos zmiksowano z wokalem Michaela, żeby bardziej przypominał oryginał.

Piosenkarz dożył zaledwie 50 lat. Głównym powodem śmierci było ostre zatrucie propofolem, dożylnym lekiem znieczulającym. Osobisty lekarz Jacksona, Conrad Murray, 25 czerwca 2009 roku zastał muzyka bez oddechu i ze słabym tętnem w sypialni jego domu przy North Carolwood Drive w Los Angeles. Resuscytacja krążeniowo-oddechowa nie dała efektu i Michael zmarł tego samego dnia o 14.26 w tamtejszym Centrum Medycznym im. Ronalda Reagana.

Od Jackson 5 do króla popu

Mimo przedwczesnej śmierci jego estradowa kariera była długa. Zadebiutował jako dziecko, więc na początku pracy z mikrofonem bardziej od śpiewania interesowały go zabawki, zwierzęta i ilustrowane bajki, w których rozczytywał się po nocach. Mobilizowała go jednak ostra postawa ojca, Joe Jacksona, pragnącego dzięki talentowi synów, a zwłaszcza obdarzonego wybitnymi zdolnościami wokalnymi Michaela – którego nierzadko karał pasem za niesubordynację – uwolnić się od pracy operatora dźwigu i uciec z biednego miasta Gary (w stanie Indiana) do Kalifornii. Swój cel osiągnął w 1969 roku. Razem z żoną Katherine i potomstwem (dorobił się licznego potomstwa, w tym córki z pozamałżeńskiego związku) przeniósł się do Los Angeles, a zespół Jackson 5 (w składzie Michael, Jackie, Tito, Jermaine i Marlon), którego był menedżerem, podpisał kontrakt z firmą Motown Records.

W latach 1969 – 1975 pod szyldem Jackson 5 ukazało się 10 albumów. W 1976 roku opuścił zespół Jermaine, a jego miejsce zajął Randy. Wtedy grupa przyjęła nazwę The Jacksons i w latach 1976 – 1989 wydała 6 płyt. Na trzech ostatnich Michaela słychać jedynie w kilku nagraniach, gdyż był on pochłonięty karierą solową.

Branża muzyczna nie zapomniała jednak sukcesów formacji Jackson 5 i w 1997 roku przyjęła jej członków do Rockandrollowej Izby Sławy. Laudację na cześć muzyków wygłosiła Diana Ross:

„Chłopcy przyjechali do Detroit, żeby wystąpić na domowym koncercie, który zorganizował Berry Gordy (szef wytwórni Motown – przyp. red). Zjawili się w zielonych strojach i kapeluszach, żeby zagrać i zaśpiewać dla gospodarza. Od razu ich polubiłam. Zapowiedziałam ich w programie Eda Sullivana (tym samym, w którym debiutowali w USA The Beatles – przyp. red.) i zrobiłam z nimi inną telewizyjną audycję. Później mieszkali ze mną w Kalifornii i kilka miesięcy im matkowałam, dopóki ich rodzice nie przeprowadzili się z Indiany”.

Quincy Jones po raz pierwszy pracował z Jacksonem na planie filmowej adaptacji broadwayowskiego musicalu „Czarnoksiężnik z krainy Oz” (1978). Był oszołomiony Michaelem. „Podziwiałem, jak intuicyjnie do wszystkiego na planie podchodził” – mówił po obejrzeniu pierwszych scen z 19-letnim Jacksonem w roli stracha na wróble. – „Znał na pamięć dialogi wszystkich aktorów. Potrafił siedzieć bez ruchu przez 5 godzin w fotelu, kiedy charakteryzatorzy nakładali mu makijaż. W mig łapał wszystkie piosenki i mógł z miejsca powtórzyć proponowane mu taneczne ruchy. Miał wyjątkowy talent. Nic nie uchodziło jego uwadze”.

Trudne dziedzictwo

Krótko po sukcesie filmu obydwaj pracowali nad longplayem „Off the Wall” (1979), piątym solowym w karierze Michaela (pierwszy, „Got to Be There”, powstał w 1972 roku). Po nim był wspomniany „Thriller” – też z Jonesem w roli producenta – i jeszcze 4 albumy. Ostatni nosi tytuł „Invincible” (2001). Wtedy też Jacksona przyjęto drugi raz – już jako solistę – do Rockandrollowej Izby Sławy. Zapowiedzieli go członkowie grupy NSYNC tymi słowami:

„Mamy zaszczyt wprowadzić do Rockandrollowej Izby Sławy króla muzyki pop, pana Michaela Jacksona. Zaczynał skromnie jako pocieszny, jednak niezwykle utalentowany chłopiec śpiewający w rodzinnej grupie Jackson 5, aby po paru latach zmienić się w dorosłego artystę solowego. Dostarczał nam nieprzerwanie muzyczne hity, dzięki którym uzbierał więcej nagród niż jakikolwiek inny wykonawca. Swoją twórczością wdarł się w nasze serca. Myśleliśmy, iż go znamy, jednak to on wiedział więcej o nas. Umiał nas wzruszyć i zachęcić do tańca. jeżeli nie potrafiliśmy powtórzyć jego magicznych kroków, to przynajmniej bujaliśmy się w rytm jego przebojów”.

Idź do oryginalnego materiału