Influencer, youtuber, twórca internetowy. Łatwogang jeszcze nieco ponad tydzień temu był po prostu jednym z czołowych młodych twórców w sieci. jeżeli ktoś kojarzył jego wcześniejsze akcje, pewnie dzisiaj nie jest specjalnie zdziwiony, iż 23-latek rozkręcił największą mobilizację w historii polskiego internetu.
Kim jest Łatwogang?
Dzisiaj Łatwogang jest królem internetu i chce się od niego uczyć sam Jerzy Owsiak. Emocje z rekordowej internetowej zbiórki przypominały mu te z czasów pierwszego finału WOŚP.
– To jest taki moment, w którym także ja, jako szef Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, mówię zupełnie wprost: to my się także od was musimy uczyć. To także my patrzymy, jak wy to robicie, to także dla nas jest niesamowita nauka – stwierdził Owsiak.
W Polsce rzeczywiście przyzwyczailiśmy się, iż akcje charytatywne przeprowadzamy w inny sposób. Na WOŚP kiedyś wrzucaliśmy tylko do puszek, potem internet zmienił zasady gry. Są różne charytatywne zbiórki w sieci, ale nic nie dorównało temu, co wydarzyło się w ostatnich dniach. Łatwogang zrobił coś pozornie banalnego – odpalił stream na YouTube.
Skala tej akcji przerosła oczekiwania i oglądało ją momentami ponad 1,5 mln osób. Ale 23-latek jest wyspecjalizowany w mobilizowaniu ludzi. jeżeli ktoś miał nagle zjednoczyć pół Polski w szczytnym celu podczas 9-dniowej transmisji, to właśnie Łatwogang. I tutaj zero zdziwienia.
Zasięgi influencera przez lata rosły dzięki różnym absurdalnym akcjom. Łatwogang zawsze miał swój styl i zaskakująco łatwo udawało mu się łapać uwagę ludzi. "Challenge" to powinno być jego drugie imię.
Dwa lata temu wrzucił do sieci zdjęcie... własnej stopy. Chciał ustanowić nowy rekord polubień w Polsce, który wtedy należał do Friza i Wersow. W zaledwie dobę fotografia zyskała 1,2 mln serduszek i było pozamiatane. Przegrał zakład i w 27 dni pokonał rowerem dystans 3147 km. Przejechał trasę z Polski do... Maroko.
23-latek namieszał choćby w plebiscycie na Młodzieżowe Słowo Roku 2022. Apelował wtedy, żeby głosować na słowo "Gilbert", które miało być synonimem słowa "geniusz". W jeden dzień nagranie z jego odzewem do narodu w tej sprawie zebrało ponad 2,4 miliona wyświetleń. Ostatecznie "Gilbert" nie wygrał, ale skala zasięgów była potężna. "Jeżeli Gilbert wejdzie do top 10 przelewam tysiąc złotych na cele charytatywne" – zapowiadał. Później jeszcze podbijał stawkę zrobieniem sobie okolicznościowego tatuażu.
Łatwogang zorganizował też inne akcje, które może odbiły się mniejszym echem, ale wzbudzały zainteresowanie. To on odpowiadał za postawienie tablicy "Witamy w Bydgoszczy" przy wjeździe do Warszawy. Robił 1500 pompek w stroju pokojówki. Było też zatańczenie "ohio dance" w Ohio, stworzenie domu z kartonu, tylko po to, by spędzić w nim noc. Albo współprace muzyczne, m.in. z Roxie Węgiel, Quebonafide czy samym Edem Sheeranem. Nagrali razem piosenkę i jeździli rowerem po Wrocławiu. Łatwogang zrobił też plażę w salonie rodziców. Wszystko po to, by uczcić przebicie granicy 100 mln wyświetleń piosenki "California" White'a 2115.
Muzyka jest tu kluczowa. To piosenka Bedoesa i 11-letniej Mai z Fundacji Cancer Fighters "Diss na raka" zainspirowała influencera do rozpoczęcia transmisji, która – dzisiaj możemy to już powiedzieć – zapisze się na zawsze w historii polskiego internetu. Ponad 200 godzin nagrania z całą plejada gwiazd i momentów. Od tych najbardziej absurdalnych (jak z Małgorzatą Kożuchowską, która specjalnie odegrała słynną scenę z kartonami), aż po ten najważniejszy, z wynikiem na liczniku. Zebrano ponad 251 mln zł dla dzieci chorych na raka.
"Nie przyjmujemy żadnych orderów za zasługi"
– Wiem, iż tutaj mnie nagrywacie, wiem, iż tu są mikrofony, ja naprawdę mówię, nie czuję się, iż jestem jakiś w ogóle istotny w tym wszystkim. Wiem, iż zacząłem, ale to nie ma znaczenia, bo to ludzie zrobili, więc uważam, iż nie szukajmy tutaj jakiejś jednostki, która coś zrobiła, bo na pewno nie jestem nią ja. Są to ludzie i po prostu o tym pamiętajmy – mówił Łatwogang dla radiowej Jedynki.
Najbardziej wymowne wydaje się oświadczenie, które Łatwogang i Bedoes wydali już po zbiórce. Od początku youtuber starał się, żeby rekordowy stream nie kojarzył się z polityką. Mało tego, główni sprawcy całego zamieszania sami raczej będą unikać rozgłosu.
"Jeżeli chodzi o wywiady, telewizję, media — nasz komentarz jest absolutnie zbędny. Przez te dziewięć dni powiedzieliśmy wystarczająco. Media, którym zależy, prosimy o nagłaśnianie zbiórki i świadomości o tym, iż RAK TO NIE WYROK. Bo tylko na tym nam zależy" – czytamy w poście, który pojawił się na Instagramie Łatwoganga i Bedoesa.
Dzisiaj najbardziej wymowny jest filmik z 2024 r. Łatwogang wrzucił wtedy do sieci nagranie pod hasłem "POLSKA GUROM". Wtedy zachęcał, żeby internauci zrobili lawinę komentarzy, żeby ustanowić nowy polski rekord. I udało się, bo ludzie opublikowali miliony wpisów.
Łatwogang sprawił, iż teraz naprawdę można krzyknąć "Polska górą", bo o charytatywnym streamie rozpisują się już zagraniczne media. I czegoś takiego Polska nigdy nie widziała. Nikt mu nie powie, iż zbierał pieniądze "dla zasięgów", bo zrobił to dzięki zasięgom. No i na kilka dni zjednoczył Polaków, żeby znowu razem zrobić coś dobrego.




