W 6. odcinku „Latarnie” doczekały się kolejnego przedstawiciela „kosmicznych gliniarzy” zwanych inaczej Korpusem Zielonych Latarni. Powód stojący za gościnnym występem Guya Gardnera zdradzili nam twórcy serialu.
6. odcinek serialu „Latarnie” to ten, w którym adekwatna akcja serialu wreszcie dociera do obecnych czasów. Wraz z Johnem Stewartem (Aaron Pierre) – który zrezygnował z funkcji Zielonej Latarni – znów trafiamy do Rushville, gdzie jego „mentor”, Hal Jordan (Kyle Chandler), padł ofiarą morderstwa. Wówczas do gry włącza się jeszcze jeden Latarnik, Guy Gardner (Nathan Fillion).
Latarnie – czemu Guy Gardner pojawił się w serialu?
Ten niezwykle arogancki i nieposłuszny członek Korpusu Zielonych Latarni zadebiutował w „Supermanie” Jamesa Gunna, ale od czasu premiery tamtego filmu do emisji „Latarni” DCU nie odpowiedziało widzom na pytanie, jakim cudem gość doczekał się tak prestiżowej pozycji. Rozmawiając z Serialową, Tom King – jeden ze współtwóców hitu HBO – określił Guya Gardnera swego rodzaju łącznikiem między tymi dwoma opowieściami.
— Przede wszystkim w „Supermanie” James wprowadził pewną zagadkę – tak subtelną, iż ludzie prawie jej nie dostrzegli. A „Latarnie” rozwiązują tę zagadkę. Chodzi o pytanie: czemu Guy Gardner jest Zieloną Latarnią w świecie, w którym istnieją Hal i John? Film pozostawił po sobie to pytanie, a my możemy na nie odpowiedzieć. Częścią zadania była odpowiedź na to pytanie i powiązanie tego z uniwersum DC.
Nasz niesamowity serial istnieje samodzielnie i chcemy, by każdy mógł go oglądać niezależnie od wszystkiego innego. Ale ma to też inne znaczenie – serial jest częścią rozbudowanego uniwersum DC, które istniało przed nami i będzie trwać po nas. Po pierwsze więc, [Guy] stanowi swego rodzaju połączenie pomiędzy tym wszystkim.
Guy Gardner to jednak nie tylko „rezerwowa opcja” Strażników, którzy postawili go w roli ziemskiego opiekuna po tym jak John Stewart postanowił oddać swój pierścień. Kontynuując swój wywód, King argumentował, iż postać posłużyła filmowcom również do tego, by pokazać, jak można dopasowywać konkretnych bohaterów do różnych sposobów opowiadania historii – zarówno tych lżejszych bliskich „Supermanowi”, jak i tych bardziej mrocznych pokroju „Latarni”.
— Po drugie, Nathan [Fillion] i jego występ przypominają, iż styl Jamesa Gunna jest bardzo specyficzny i nieco lżejszy. Nasz serial jest trochę cięższy i myślę, iż widzowie mogą się zastanawiać: czy te dwie rzeczy mogą współistnieć? Czy można zbudować między nimi most?
Myślę, iż Nathan znakomicie wpasowuje się w tę rolę, wnosząc do tej postaci przesadę, a jednocześnie nadając jej charakteru, dzięki czemu idealnie wpisuje się w ton, jaki nadają tej historii Aaron [Pierre] i Kyle [Chandler]. W ten sposób staje się pomostem, za pomocą którego film i serial nawiązują ze sobą dialog, a widzowie mogą stwierdzić: „OK, rozumiem – opowiadamy dwie różne historie, ale są one częścią jednej wielkiej sagi, która właśnie się rozwija”.
„Latarnie” (Fot. HBO)Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o ostatnio wyemitowanym odcinku i sprawdzić, co takiego miał nam do powiedzenia sam Fillion, koniecznie obejrzyjcie fragmenty naszej rozmowy, w którym aktor opowiada o tym, jak zmienił się Guy Gardner w serialu „Latarnie”. Dodatkowo może zainteresować was to, iż gwiazdor z chęcią zobaczyłby spin-off „Latarni” o swoim bohaterze. Fillion ma już choćby w głowie konkretne sceny.
Do końca debiutanckiej serii nowego serialu HBO i DCU pozostały nam już tylko dwie odsłony. W oczekiwaniu na rozwój wydarzeń, koniecznie zobaczcie zwiastun 7. odcinka serialu „Latarnie”, w którym… powrócimy do duetu głównych bohaterów. Serialowa miała okazję obejrzeć już większość nowego serialu HBO. Naszą bezspoilerową opinię znajdziecie tutaj: Latarnie – recenzja serialu.
Jeśli z kolei chcecie być na bieżąco z tytułem, sprawdźcie pełny harmonogram emisji: Latarnie – kiedy kolejne odcinki?












