[…] Po dwóch dniach marszu przez rozległe płaskowyże powoli zanurzamy się w bajkowe gęstwiny tysiącletnich lasów z drzewami omszonymi, majestatycznie wznoszącymi się na wysokość ponad 50 m., to znów butwiejącymi. Z firankami czegoś, co przypomina nitki babiego lata, ale nim nie jest.
Takiego lasu nie widziałem już nigdy potem. Od zimozielonego – jak u nas – przez tropikalny i holantarktyczny, porastający doliny i stoki gór, po otwarte formacje traw guzikowych, torfowiska z pijawkami na równinach i roślinność piętra alpejskiego, których ponad połowa ma charakter endemiczny. choćby jeżeli tego nie wiesz, przy kompletnym braku świadomości, gdzie jesteś, masz wrażenie, iż obcujesz z czymś wyjątkowym i zupełnie dotąd nieznanym. Inny wymiar tego samego świata.
Doliny rzeczne porasta wysoki las eukaliptusowy. Na różnych wysokościach spotykamy jego odrębne gatunki. Najwyżej, bo ponad 1000 m n.p.m. sięga eukaliptus śnieżny. W tutejszych lasach królują buki południowe, zwane popularnie mirtem tasmańskim. Towarzyszy im sasafras – małe drzewko z rodziny wawrzynowatych.
Uwagę przyciągają drzewa i krzewy o twardych, skórzanych liściach, które na szczytach gór pod wpływem silnych wiatrów płożą się, tworząc niczym nasza kosówka, gęste poplątane systemy. Przy mocno zachmurzonym niebie – niezła sceneria do horroru. […]
Marek Tomalik, Po złote runo Tassie /w/: Marek Tomalik (red.), Pojechane podróże. Szalone wyprawy trzech żywiołów, Wydawnictwo Pascal, Bielsko-Biała 2012 s. 314

