W czasach, kiedy „duchowość” kojarzy się coraz częściej z aplikacjami do medytacji niż z zapachem świerkowych igieł, taka propozycja brzmi jak lekka prowokacja.
Ścieżka w lesie
Wystawę można zwiedzać na dwa sposoby, niczym dobrze zaprojektowaną ścieżkę w lesie. Pierwsza droga prowadzi przez park – zimowy, lekko przyprószony śniegiem albo mokry od deszczu, zależnie od kaprysu pogody.
Wśród drzew dostrzegamy dwie kapliczki zawieszone na pniach. Pierwsza, istniejąca od kilku lat, poświęcona jest św. Janowi Gwalbertowi, patronowi leśników. Druga – zupełnie nowa, zaprojektowana i wykonana przez rzeźbiarza Arkadiusza Mańczyka – przypomina postać św. Franciszka z Asyżu, patrona ekologów, zwierząt.
Te dwie płaskorzeźby, niepozorne, a jednak wyraziste, ustawiają ton całej opowieści: świętość nie musi mieszkać wysoko na ołtarzu, może się zadomowić na korze drzewa, w zasięgu wzroku spacerowicza.
Ścieżka do parowozowni

fot. Emilian Prałat
Druga ścieżka prowadzi prosto do dawnej powozowni, w której przygotowano główną ekspozycję. Centralne miejsce sali zajmuje jeleń, otoczony zielenią świeżych świerków. Pomiędzy jego majestatycznym porożem – w postmodernistycznej, a może po prostu bardzo współczesnej konwencji – umieszczono neonowy krzyż.
To obraz, który pojawił się w legendach i podaniach. Instalacja nawiązuje do opowieści o św. Eustachym i św. Hubercie, którzy – każdy w swoim czasie – mieli ujrzeć jelenia z jaśniejącym krzyżem unoszącym się nad łbem zwierzęcia.
Dziś tę samą scenę oglądamy w przestrzeni półmroku, żywych gałęzi i sztucznego światła.
Sacrum lasu
Pierwszą część ekspozycji, zatytułowaną „Sacrum lasu”, poświęcono różnym sposobom rozumienia świętości w kontekście przyrody. Zamiast długich, akademickich wywodów, dostajemy krótkie wypisy z tekstów świętych, mistyków i ojców pustyni. Ich słowa, wyrwane z pergaminu i przeniesione na ściany dawnej powozowni, zyskują niespodziewanie aktualne brzmienie.
Opowieść tekstowa uzupełnia dźwięk: fragment marsza św. Huberta, wykonywanego na trzech rogach, przypomina, iż łowiectwo jest całą kulturą. Lektorsko interpretowane fragmenty „Pieśni słonecznej” św. Franciszka z Asyżu wprowadzają w świat, w którym słońce, wiatr i woda są braćmi i siostrami, nie tylko „zasobami”. Do tego dochodzi dyskretne nawiązanie do filmu Franco Zeffirellego o św. Franciszku – znak, iż duchowość potrafi przechodzić z hagiografii do kina i z powrotem.
Leśni święci
Druga część wystawy jest najobszerniejsza i zaspokoi ciekawość wszystkich, którzy lubią, gdy za opowieścią idą konkretne twarze. To galeria wizerunków „leśnych świętych” – tych bardziej znanych i tych, o których przeciętny przechodzień usłyszy być może po raz pierwszy.
Obok siebie stoją więc św. Eustachy, św. Onufry, św. Andrzej Świerad, św. Jan Gwalbert i św. Franciszek. Każdemu towarzyszy krótka biografia. Wśród muzealiów wyróżnia się późnobarokowa głowa Biedaczyny z Asyżu ze zbiorów Muzeum Okręgowego w Lesznie – twarz tak przejęta, iż widz sam zaczyna mówić ciszej. Z kolei z Muzeum Zamku Górków w Szamotułach przyjechała kolekcja klocków drzeworytniczych z motywem św. Huberta.
Samo słowo „klocki” brzmi niewinnie, ale ich ornamentyka przypomina, jak silnie święci wrastali kiedyś w kulturę codzienną: w modlitewniki, dewocjonalia, a choćby w ludową grafikę, która dzisiaj wraca do łask jako „design”.
Na wystawie zobaczymy również ikony leśnych patronów i obrazy malowane na szkle – techniką, którą zwykło się dziś nazywać naiwną, choć jej efekt bywa zadziwiająco przenikliwy. Największym z prezentowanych dzieł jest ikona Matki Boskiej Augustowskiej, rozpoznawalna dla tych, którzy znają polskie sanktuaria równie dobrze jak szlaki turystyczne.
W gablotach obok spoczywają okolicznościowe wyroby metaloplastyki, róg myśliwski, pamiątkowe odznaczenia. Można je czytać jak dokumentację świata, w którym wiara, praca w lesie i lokalna tożsamość były splecione tak gęsto, jak korzenie starego drzewa.
W kolejnej części wystawy odniesiono się do kultu leśnych świętych: pokazano ich obecność w kulturze, refleksji teologicznej, na sztandarach związków łowieckich, a choćby w opowieściach o relikwiach.
Zapachy
To jednak dopiero część historii, bo „Leśni święci” mocno stawiają na zmysły. Poza klasycznymi muzealiami pojawiają się multimedia, projekcje, nagrania – i coś, co w muzeach ciągle jest novum: zapach.
W pięknej XVIII-wiecznej szafie, która sama jest eksponatem, ukryto coś w rodzaju małego laboratorium synestezji. W szklanych słojach, które każdy może otworzyć, zamknięto aromaty mchu, świerku, róży damasceńskiej i kilku innych składników, których nazwy brzmią jak fragment dawnej zielarskiej księgi.
To przypomnienie, iż sacrum można czasem dosłownie poczuć w powietrzu. Całość dopełniają cztery witraże nawiązujące do idei światła świętości – kolorowe plamy układające się w wizerunki, w sąsiedztwie wysłanych czarnym atłasem ścian, nieznacznie podkreślonych blaskiem subtelnego oświetlenia.
Dla kogo?
„Leśni święci” to jednak nie tylko statyczna opowieść pod szkłem. Wystawa ma rozpisany na kilka miesięcy program wydarzeń. Po uroczystym wernisażu z recitalem harfowym i oprowadzaniami kuratorskimi przychodzi czas na kolejne propozycje: adwentowy koncert organizowany we współpracy z miejscową parafią, styczniowe kolędowanie „od domu do domu” połączone z przypomnieniem historii Powstania Wielkopolskiego, cykl „Ferie ze świętymi” z warsztatami terenowymi, zajęciami o ziołach i witrażownictwie, koncert pasyjny, a choćby wykład o roli zapachu w tradycji religijnej.

fot. Emilian Prałat
Kogo zainteresuje ta opowieść? Oczywiście leśników i myśliwych, którzy znajdą tu swoje symbole, patronów i kawałek zawodowej pamięci. Ale równie mocno – rodziny z dziećmi, dla których długa zimowa sobota bywa wyzwaniem; nauczycieli szukających pretekstu do rozmowy z uczniami o ekologii i tradycji; grupy parafialne, które chcą zobaczyć, jak wiara zakorzenia się w krajobrazie; studentów historii sztuki polujących na nieoczywiste przykłady sztuki religijnej. I rzecz jasna wszystkich miłośników długich spacerów po gołuchowskim parku.
Ekspozycja prowokuje do rozmowy o wierze, ekologii i odpowiedzialności za krajobraz, ale też o pamięci i lokalnych tradycjach. Można z niej wyjść z przekonaniem, iż świętość nie zawsze ma aureolę – czasem ma poroże jelenia, czasem pachnie świerkiem, czasem przychodzi jako cicha myśl, iż las nie jest tylko tłem do naszego życia, ale jego współbohaterem.
A o bohaterów, jak uczy każda dobra opowieść, warto dbać.






