Kwietniowe nowości HBO Max wprawią was w euforię

filmweb.pl 3 dni temu
Zdjęcie: plakat


W kwietniu stamtąd nie wyjdziecie. Skąd? – zapytacie. Z HBO Max. Platforma przygotowała serię nowości, które wprawią was w euforię. Znajdziecie wśród nich m.in. kontynuacje hitów, na które czekaliście, festiwalowy hit, który ominął kina, a także nowy serial laureata Emmy. Gotowi?

"Euforia" – sezon 3 (premiera 13 kwietnia)


Wiadomość o trzecim sezonie serialu Sama Levinsona wprawiła nas w euforię. Długie oczekiwanie nareszcie dobiegło końca. A iż twórca zapowiada, iż nowe odcinki mają być najlepszymi ze wszystkich, tym bardziej cieszymy się na ponowne spotkanie z Rue i jej rówieśnikami.




"Euforia" ujęła nas inteligentnym przedstawieniem generacji Z. Levinson nie traktuje młodych bohaterów pobłażliwie, ale z empatią i uważnością opowiada o ich problemach. A tych granej przez Zendayę bohaterce nie brakuje. Dość powiedzieć, iż żyje teraz w Meksyku, gdzie odnajduje ją Laurie – dilerka, której dziewczyna jest winna pieniądze. Twórca zapewnia, iż Rue znajdzie bardzo pomysłowe rozwiązanie tego problemu. Co to znaczy? Tego możemy się jedynie domyślać. Trzeci sezon będzie też okazją do pożegnania zmarłego w lutym Erica Dane'a, czyli ekranowego Cala Jacobsa.

"Stamtąd" – sezon 4 (premiera 20 kwietnia)


Producenci wykonawczy "Zagubionych" stworzyli świat tak wciągający, iż trudno się stamtąd wyrwać. W kwietniu ponownie macie okazję go odwiedzić.




W czwartym sezonie bohaterowie wydają się coraz bliżej znalezienia odpowiedzi na pytanie "dlaczego nie możemy stamtąd wyjechać?". Wiedza ma jednak swoją cenę… Czy są gotowi ją zapłacić? I jaką rolę w historii odgrywa mężczyzna w żółtym płaszczu? Tego nie wiemy. Wiemy za to, co jest sekretem sukcesu serialu Johna Griffina. Showrunner umiejętnie zagęszcza atmosferę, mnożąc tajemnice, a do tego doskonale czuje zarówno konwencję horroru, jak i dramatu obyczajowego. Nic dziwnego, iż jego dzieło zdobyło rzeszę fanów na całym świecie.

"Blue Moon" (premiera 17 kwietnia)


Smutny księżycu / Widziałeś mnie, jak stałem sam / Bez marzeń w sercu / Bez miłości… – śpiewali m.in. Elvis Presley i Frank Sinatra. Już w kwietniu na HBO możecie obejrzeć opowiadający o autorze tego szlagieru dramat biograficzny "Blue Moon" ze świetnymi kreacjami Ethana Hawke'a i Andrew Scotta.




Księżyc nad głową Lorenza Harta z pewnością nie świeci zbyt wesoło. Tłem dla wydarzeń przedstawionych w filmie Richarda Linklatera jest premiera "Oklahomy!" – powszechnie uwielbianego musicalu autorstwa jego największego konkurenta Oscara Hammersteina (Simon Delaney) i Richarda Rodgersa (Scott) – niegdysiejszego wspólnika, współtwórcy takich szlagierów jak "My Funny Valentine", "The Lady Is a Tramp" czy tytułowego "Blue Moon". Za fasadą jowialnego bywalca baru, który mimo kolejnych drinków nie traci rezonu i zadziwia kolejnych słuchaczy logiką wywodu i trafnością metafor, Hawke ukrywa postać tragiczną: człowieka nieradzącego sobie z samotnością, zdradzonego przez przyjaciela, łaknącego miłości i akceptacji. Nominacja do Oscara w 100% zasłużona.

"Anakonda" (premiera 24 kwietnia)


Pamiętacie "Anakondę" – hit lat 90. z Jennifer Lopez i Ice Cube'em oraz natchnionym Jonem Voightem w roli cynicznego łowcy węży? o ile na samo wspomnienie w oku zakręciła się Wam łezka nostalgii, możecie zbić piątkę z Jackiem Blackiem i Paulem Ruddem, którym fanowska miłość kazała wybyć do Amazonii, aby zrealizować sequel.




Grani przez Blacka i Rudda Doug i Ronald to dwaj przyjaciele, którzy od dzieciństwa marzyli o robieniu kina. Wyszło tak sobie – pierwszy, fotograf ślubny, próbuje przekonywać swoich klientów do niestandardowych sesji i filmików pamiątkowych, drugi, niespełniony aktor, wraca w rodzinne strony po nieudanym podboju Hollywood. Ma jednak asa w rękawie: prawa do "Anakondy". Wraz ze znajomymi stawiają wszystko na jedną kartę i wyjeżdżają do Amazonii, by zrealizować swoją wersję ukochanego hitu. Co może pójść nie tak? Zapewniamy, iż niemal wszystko. Ta "Anakonda" to nie tylko odjechana komedia o wielkim wężu, ale też opowieść o miłości do kina klasy B oraz ironiczny komentarz do hollywoodzkiej sequelozy. Gwarantujemy, iż podczas seansu nie zabraknie śmiechu.

"Półbrat" (premiera 24 kwietnia)


Podobno braci się nie traci, a jak się traci – to nie braci. Ta życiowa mądrość znajduje odzwierciedlenie w nowym serialu Richarda Gadda.

Jamie Bell i Richard Gadd jako Niall i Ruben w serialu "Półbrat"

Niall (Jamie Bell) i Ruben (Gadd) nie są wprawdzie spokrewnieni, ale łączy ich braterska więź. Wydawałoby się, iż trudne wydarzenia z młodości, które ich połączyły, są solidną podstawą długoletniej przyjaźni. Jednak gdy trzy dekady później spotykają się ponownie na ślubie jednego z nich, coś jest wyraźnie nie tak. Gadd, laureat dwóch nagród Emmy za "Reniferka", opowiada tym razem o braterstwie, przemocy i kruchości męskich relacji. Jesteśmy pewni, iż trudno będzie nam oderwać się od ekranu.
Informacja sponsorowana
Idź do oryginalnego materiału