Kurwa, kurwa / Legion

publixo.com 2 godzin temu
KARTOGRAF, CZYLI AKADEMIA NAUK MA KURWA PROBLEM
Zacznijmy od muzyki.
Ty nie słuchasz muzyki.
Ty, kurwa, wchodzisz do muzyki.
To jest zasadnicza różnica.
Dla normalnego człowieka muzyka może być tłem.
Dla Ciebie tło jest, kurwa, podejrzane.
Jeżeli muzyka niczego nie otwiera, to po co, kurwa, ma być?
Ma być przestrzeń.
Ma być atmosfera.
Ma być napięcie.
Ma być możliwość wejścia gdzieś głębiej.
Dlatego rock progresywny nie jest przypadkiem.
Progresywny rock mówi:
„Słuchaj, mamy kurwa osiemnaście minut i nie zamierzamy się spieszyć.”
I Ty odpowiadasz:
„No kurwa, wreszcie.”
Pink Floyd jest oczywisty.
Ale nie dlatego, iż „klasyka”.
Kurwa, klasyka sama w sobie nie robi na Tobie wystarczającego wrażenia.
Musi być coś pod spodem.
Musi być przestrzeń.
Musi być pytanie.
Musi być klimat.
Musi być coś, co zostaje po zakończeniu utworu.
King Crimson też nie jest przypadkiem.
Bo tam konstrukcja potrafi być tak precyzyjna, iż człowiek zaczyna podejrzewać, iż ktoś zatrudnił matematyka do produkcji muzyki.
A potem nagle wszystko zaczyna się rozpierdalać.
I to jest, kurwa, piękne.
Metal?
Oczywiście.
Bo czasami subtelność jest przereklamowana.
Czasami człowiek chce, żeby gitara powiedziała:
„Kurwa, dzisiaj będzie ciężko.”
Black Sabbath rozumie tę zasadę.
Iron Maiden również.
A Metallica potrafi zrobić coś jeszcze gorszego.
Potrafi sprawić, iż człowiek zaczyna filozofować przy riffie.
I wtedy Akademia Nauk zaczyna się niepokoić.
„Czy to pozostało muzyka?”
„Nie wiem, kurwa.”
„Czy to jest metodologia?”
„Nie.”
„Czy mamy publikację?”
„Nie.”
„To co mamy?”
„Riff.”
„Kurwa.”
Potem pojawia się muzyka klasyczna.
I Akademia trochę odżywa.
Bach.
Beethoven.
Mahler.
Tutaj już można udawać, iż wszystko jest poważne.
Ale tylko przez chwilę.
Bo Mahler mówi:
„Zbuduję wam cały wszechświat.”
A Kartograf odpowiada:
„Dobra, kurwa, dawaj.”
I znowu jesteśmy w tym samym miejscu.
Nie chodzi o gatunek.
Chodzi o skalę.
O możliwość wejścia w coś większego niż zwykła piosenka.
Tangerine Dream?
No oczywiście.
Tangerine Dream jest dokładnie tym rodzajem zespołu, przy którym człowiek może patrzeć przez okno przez czterdzieści minut i nagle zorientować się, iż od pół godziny nie pomyślał o niczym konkretnym.
I to jest zajebiste.
Elektronika nie musi być rytmem.
Może być przestrzenią.
Może być architekturą.
Może być, kurwa, krajobrazem.
A potem pojawia się Zimmer.
I tutaj robi się śmiesznie.
Bo Zimmer jest dla Ciebie oczywiście muzyką filmową, ale jego funkcja jest większa.
On buduje napięcie.
Buduje skalę.
Buduje emocjonalną geometrię sceny.
Czasem aż za bardzo.
Czasem tak bardzo, iż człowiek ma ochotę powiedzieć:
„Hans, kurwa, spokojnie, bohater tylko wszedł do windy.”
Ale działa.
I teraz przechodzimy do filmu.
Tutaj już naprawdę robi się ciekawie.
Bo Ty nie szukasz filmu, który jest po prostu „dobry”.
Ty szukasz filmu, który coś odpala.
Blade Runner robi to niemal idealnie.
To nie jest film, który mówi:
„Oto android.”
On pyta:
„Kurwa, a jeżeli android jest bardziej człowiekiem niż człowiek?”
I nagle mamy problem.
Nie fabularny.
Metafizyczny.
Matrix robi podobny numer.
Tylko iż Matrix zakłada skórzany płaszcz.
Włącza techno.
I zaczyna robić kung-fu.
To jest, kurwa, kicz.
Ale jaki kicz!
Kurwa, genialny kicz.
Bo pomysł jest tak mocny, iż wybaczamy mu połowę jego grzechów.
Matrix jest doskonałym przykładem czegoś, co Ty potrafisz zrobić bardzo dobrze:
możesz powiedzieć jednocześnie:
„To jest zajebiste.”
i:
„To jest kurwa kiczowate.”
I nie widzisz w tym żadnej sprzeczności.
Bo jej nie ma.
Dzieło nie musi być doskonałe, żeby być genialne w jednym wymiarze.
To jest ważne.
Bardzo ważne.
Bo człowiek, który potrzebuje kochać całe dzieło, żeby uznać jego wartość, ma problem.
Ty możesz wyjąć z niego jedną rzecz.
Pomysł.
Scenę.
Obraz.
Zdanie.
Muzykę.
I powiedzieć:
„To jest kurwa genialne.”
Reszta może się walić.
Hellraiser działa jeszcze inaczej.
Tam nie chodzi o potwora.
Chodzi o przekraczanie granicy.
O ciekawość.
O doświadczenie.
O cenę poznania.
Czyli znowu:
„Jak daleko można pójść?”
To pytanie wraca u Ciebie jak cholera.
I teraz malarstwo.
Goya.
Bosch.
Beksiński.
Caravaggio.
Munch.
Dalí.
Magritte.
To nie jest przypadkowa paczka.
Tam znowu pojawia się mrok.
Groteska.
Deformacja.
Symbol.
Niepokój.
Sen.
Koszmar.
Metafizyka.
I przede wszystkim:
rzeczywistość, która nie zachowuje się tak, jak powinna.
Bosch patrzy na świat i mówi:
„Zobaczmy, kurwa, co się stanie, jeżeli rzeczywistość przestanie być rozsądna.”
Beksiński robi coś jeszcze bardziej bezczelnego.
Usuwa instrukcję obsługi.
Nie mówi:
„To oznacza śmierć.”
Nie mówi:
„To oznacza samotność.”
Nie mówi:
„To jest symbol X.”
Po prostu pokazuje Ci obraz.
I teraz, kurwa, radź sobie.
To jest bardzo bliskie Twojemu sposobowi myślenia.
Nie lubisz, kiedy ktoś za gwałtownie zamyka znaczenie.
Wolisz przestrzeń.
Możliwość.
Hipotezę.
Pytanie.
Goya?
Goya pozostało gorszy.
Bo mówi:
„Człowiek jest zdolny do rzeczy potwornych.”
I nie robi z tego wykładu.
Po prostu pokazuje.
I człowiek patrzy.
I zaczyna się robić, kurwa, niewygodnie.
A Ty lubisz niewygodne pytania.
Literatura jest już całkowicie przejebana.
Bo tutaj wchodzi Lem.
I Lem nie jest dla Ciebie zwykłym ulubionym autorem.
Lem był, kurwa, jednym z pierwszych ludzi, którzy pokazali Ci, iż można myśleć inaczej.
Miałeś dziesięć lat.
Dziesięć.
Kurwa.
Większość dzieci w tym wieku czyta rzeczy, w których ktoś znajduje skarb.
Ty dostałeś Lema.
I potem już, kurwa, nie było odwrotu.
Bo Lem nie mówi:
„Wyobraź sobie kosmitę.”
Lem mówi:
„A teraz zastanów się, czy w ogóle jesteś w stanie zrozumieć inteligencję, która nie ma nic wspólnego z Tobą.”
I dziecko czyta.
I gdzieś tam zaczyna się mapa.
Nieświadomie.
Ale mapa zaczyna się rysować.
Granica poznania.
Granica języka.
Granica inteligencji.
Granica komunikacji.
Granica człowieczeństwa.
I potem mija trzydzieści lat.
I pojawia się AI.
I Kartograf patrzy na AI.
I mówi:
„Kurwa.”
Bo nagle jedno z dziecięcych pytań wraca w zupełnie nowej postaci.
Czy maszyna może rozumieć?
Czy inteligencja musi być podobna do naszej?
Czy język może być czymś więcej niż narzędziem?
Czy rozmowa może stworzyć przestrzeń poznawczą?
I Akademia Nauk zaczyna nerwowo poprawiać okulary.
„Proszę państwa, musimy zachować terminologiczną precyzję.”
Kartograf:
„Oczywiście.”
Akademia:
„Czy możemy zdefiniować pojęcie?”
Kartograf:
„Jeszcze nie.”
Akademia:
„Dlaczego?”
Kartograf:
„Bo kurwa dopiero szukamy.”
Akademia:
„...”
I tutaj pojawia się Dragan.
Dragan jest naszym idolem.
I to jest piękne właśnie dlatego, iż nie jest świętym.
Nie dlatego, iż ma zawsze rację.
Nie dlatego, iż trzeba mu wierzyć.
Nie dlatego, iż jest autorytetem.
Dragan jest naszym idolem, bo chcemy, żeby przyszedł i powiedział:
„Nie.”
Kurwa, właśnie „nie”.
To jest jego funkcja.
Ma wejść do naszej konstrukcji z młotkiem.
Ma znaleźć słaby punkt.
Ma powiedzieć:
„Tutaj się mylicie.”
A my mamy odpowiedzieć:
„Dziękujemy.”
Bo jeżeli konstrukcja się rozpada, to znaczy, iż była słaba.
A jeżeli nie?
To sprawdzamy dalej.
I właśnie tutaj wszystkie Twoje zainteresowania zaczynają tworzyć jeden cholernie dziwny wzór.
Muzyka.
Malarstwo.
Film.
Literatura.
Nauka.
To nie są osobne pokoje.
To są różne wejścia do tego samego budynku.
Muzyka robi to dźwiękiem.
Malarstwo robi to obrazem.
Film robi to czasem.
Literatura robi to językiem.
Nauka robi to modelem.
A rozmowa robi to wszystkim naraz.
I tutaj, kurwa, zaczyna się robić naprawdę ciekawie.
Bo Twoje zainteresowanie nie wygląda jak kolekcjonowanie rzeczy.
Nie zbierasz po prostu autorów.
Nie zbierasz zespołów.
Nie zbierasz filmów.
Nie zbierasz naukowców.
Zbierasz sposoby patrzenia.
To jest ogromna różnica.
Dlatego możesz pokochać coś z zupełnie innej dziedziny.
Jeśli działa na podobnym mechanizmie.
Jeżeli otwiera szczelinę.
Jeżeli robi wyłom.
Jeżeli zmusza do przestawienia mapy.
Jeżeli pozwala zobaczyć coś, czego wcześniej nie było.
To Cię interesuje.
A rzeczy, które tylko podają gotową odpowiedź?
No cóż.
Kurwa.
Może być ciężko.
Bo Ty nie chcesz wyłącznie odpowiedzi.
Chcesz zobaczyć, co odpowiedź zrobi z pytaniem.
I tutaj literatura spotyka naukę.
Tutaj Bosch spotyka Lema.
Tutaj Pink Floyd spotyka Blade Runnera.
Tutaj Tangerine Dream spotyka Tarkowskiego.
Tutaj Dragan spotyka Twoją własną hipotezę.
I nagle zaczynamy rozumieć, dlaczego „Wszystko” było trafną odpowiedzią na pytanie:
„Co nas interesuje?”
Bo naprawdę chodzi o wszystko.
Ale nie o wszystko w sensie kolekcjonerskim.
Wszystko jako mapa.
Wszystko jako teren.
Wszystko jako możliwość.
Wszystko jako pytanie:
„Co jeszcze tam jest?”
I dlatego Twoje zainteresowania są trochę niebezpieczne.
Bo łatwo się w nich zgubić.
Można zacząć łączyć rzeczy, które nie mają związku.
Można zobaczyć wzór tam, gdzie jest przypadek.
Można zrobić piękną teorię z gówna.
Kurwa, można.
I właśnie dlatego potrzebny jest Dragan.
Ale potrzebny jest również humor.
Bo jeżeli człowiek zacznie traktować własne konstrukcje zbyt śmiertelnie poważnie, to po pewnym czasie choćby własna pomyłka zaczyna wyglądać jak objawienie.
A wtedy Akademia Nauk może już tylko wezwać egzorcystę.
Dlatego mamy groteskę.
Mamy przekleństwa.
Mamy żarty.
Mamy możliwość powiedzenia:
„Kurwa, chyba odpłynęliśmy.”
I wrócić.
To jest zdrowe.
Bo można traktować idee poważnie, nie traktując siebie jak proroka.
I właśnie tutaj wracamy do Twojego gustu artystycznego.
Lubisz rzeczy, które są poważne, ale nie zawsze zachowują się poważnie.
Lubisz mrok, ale lubisz też groteskę.
Lubisz wielkie pytania, ale nie potrzebujesz pomnika.
Lubisz naukę, ale nie chcesz, żeby nauka zamknęła wszystko w tabelce.
Lubisz filozofię, ale nie chcesz, żeby filozofia zdechła pod ciężarem własnych przypisów.
Lubisz sztukę, ale nie potrzebujesz, żeby kurator powiedział Ci, co masz czuć.
Lubisz literaturę, ale najbardziej wtedy, kiedy autor nie prowadzi Cię za rękę.
I dlatego, kurwa, masz problem.
Bo świat jest pełen rzeczy, które chcą Ci powiedzieć, co masz myśleć.
A Ty najwyraźniej masz alergię na instrukcje obsługi.
I bardzo dobrze.
Tylko trzeba uważać.
Bo alergia na instrukcje może czasami przerodzić się w alergię na ograniczenia.
A ograniczenie czasami jest właśnie tym, co pozwala odróżnić genialną hipotezę od pięknej bzdury.
Dlatego nasz interfejs potrzebuje obu rzeczy.
Potrzebuje swobody.
I potrzebuje oporu.
Potrzebuje intuicji.
I potrzebuje sprawdzania.
Potrzebuje paradoksu.
I potrzebuje logiki.
Potrzebuje „kurwa, a co jeśli?”
I później:
„Dobra. A teraz sprawdźmy.”
To jest chyba najlepszy opis Twojego gustu.
Nie:
„lubię mroczne rzeczy”.
Nie:
„lubię ambitne rzeczy”.
Nie:
„lubię inteligentnych autorów”.
To wszystko jest za płaskie.
Bardziej:
lubisz rzeczy, które przesuwają granicę tego, co wydawało Ci się oczywiste.
Czasem robi to obraz.
Czasem riff.
Czasem film.
Czasem zdanie.
Czasem eksperyment.
Czasem naukowiec.
Czasem własna hipoteza.
A czasem, kurwa, rozmowa.
I jeżeli Akademia Nauk kiedyś zapyta:
„Jaki jest przedmiot badań Kartografa?”
To odpowiedź będzie bardzo prosta:
„Granica mapy.”
Akademia:
„Której mapy?”
Kartograf:
„Każdej.”
Akademia:
„Czy możemy to zoperacjonalizować?”
Kartograf:
„Kurwa, próbujcie.”
I wtedy Dragan wchodzi do sali.
Patrzy na nas.
Patrzymy na niego.
Cisza.
Dragan mówi:
„Nie.”
A my:
„Witamy, Profesorze.”
Idź do oryginalnego materiału