"Kumpele na zabój" to gwiazdorska komedia akcji. Sprawdzamy, czy warto oglądać – recenzja serialu

serialowa.pl 1 godzina temu

„Kumpele na zabój” mają dwa ogromne atuty: Hannah Waddingham i Octavię Spencer. Czy sensacyjna komedia o zabójczyni i jej pozornie grzecznej przyjaciółce ma jednak o zaoferowania coś poza wybitną obsadą?

Nie można powiedzieć, iż współczesne filmy i seriale zupełnie pomijają „akcyjniaki” z żeńskimi duetami. Oczywiście, kiedy pomyśli się o parze pozornie źle dobranych ludzi biorących udział w pościgach, bijatykach i strzelaninach, jako pierwsze przykłady nasuną się pewnie starsze, „męskie” serie, „Zabójcza broń” czy „Bad Boys”. Jest też jednak przełomowa, na początku udana, potem przeciągnięta, „Obsesja Eve” z 2018 roku czy zbyt wcześnie skasowane „Ponies„. I mowa tylko o duetach kobiecych, nie o pojedynczych policjantkach/agentkach/przestępczyniach walczących ze światem.

Kumpele na zabój – o czym jest serial z duetem gwiazd?

W efekcie stworzone przez Tessę Coates, prowadzone przez Matta Millera („Zabójcza bron”, ale ta serialowa), a pisane i reżyserowane przez kilka całkiem doświadczonych telewizyjnie osób, „Kumpele na zabój” („Ride or Die”) nie są czymś tak rewolucyjnym, jak mogłyby być parę lat wstecz, ale też nie wchodzą na bardzo zaludniony obszar.

Zwłaszcza iż ich bohaterki mają koło pięćdziesiątki, a trudno nie odnieść wrażenia, iż choćby jeżeli wzrosła liczba kobiet po czterdziestce w głównych rolach, a triumfy święcą choćby Jean Smart i Kathy Bates, to przez cały czas często mamy do czynienia z podobnymi do siebie thrillerami o kobietach odkrywających tajemnice sąsiadów, komediami o sfrustrowanych żonach i matkach, ewentualnie z kryminałami z szeregiem śledczych udręczonych trudną pracą, wpływającą na życie prywatne.

„Kumpele na zabój” (Fot. Prime Video)

Kiedy więc dostajemy osiem odcinków i dwie przyjaciółki, którym świat daje do zrozumienia, iż są „w pewnym wieku”, a one zamiast płakać w kąciku przeżywają przygody na miarę Jamesa Bonda lub, też często przywoływanych w recenzjach, Thelmy i Louise, to miła wiadomość. Na dodatek „Kumpele na zabój”, dostępne na platformie Prime Video, mają coś, czego nie ma nic innego: te dwie przyjaciółki grają Hannah Waddingham („Ted Lasso”) i Octavia Spencer („Truth Be Told”), co już sprawia, iż warto sprawdzić, jak wyszło.

Zwiastun zapowiadał albo wspaniałą zabawę, albo totalną głupotkę. Ostatecznie jednak tak skrajny wybór okazał się złudzeniem. „Kumpele na zabój” są bowiem w dużej mierze takie, jak większość produkcji serialowych, z którymi mamy do czynienia: trochę udane, trochę nie, bez wielkiego nachylenia w żadną ze stron. To nieco rozczarowujące, przynajmniej dla mnie, wielkiej fanki Waddingham, co nie znaczy, iż odradzam oglądanie. Po prostu był potencjał na więcej i wyszło jak zwykle. Chciałam serial pokochać, ale zaledwie go w miarę polubiłam.

Kumpele na zabój – Waddingham i Spencer błyszczą

Trzeba podkreślić, iż z głównym aktorskim duetem wszystko jest w jak najlepszym porządku. Kiedy Debbie (Spencer) i Judith (Waddingham) po prostu spędzają razem czas, dyskutując o „Małych kobietkach” czy śpiewając i tańcząc do ulubionych kawałków, łatwo uwierzyć w tę dwudziestoletnią przyjaźń.

Gdy po ujawnieniu faktu, iż Judith to tak naprawdę Whiptail (nie mogę się przemóc, by myśleć o niej polską ksywką, Biczogon, co wprawdzie ma urok w postaci wieloznacznej cząstki „bicz”, ale brzmi okropnie), czyli pracująca dla tajemniczej agencji płatna zabójczyni, przyjaźń staje się napięta. Nie przeszkadza to jednak kobietom rozumieć się bez słów podczas zamawiania jedzenia w pewnej sieci, a potem sprawnie rozprawiać się wspólnie z przeciwnikami w połowie Europy. Wtedy Waddingam i Spencer są przez cały czas bardzo przekonujące, niezależnie od absurdalnych zwrotów akcji, w których ich bohaterki biorą udział.

„Kumpele na zabój” (Fot. Prime Video)

Problem z pokochaniem tego serialu polega dla mnie nie na tym świetnym duecie, ale na innych kwestiach. Choćby na tym, iż o ile przyjaciółki rozumieją się w mig, tak bystre i dowcipne, plus jedna z nich wytrenowana w używaniu broni, wielojęzyczna i uwodzicielska, a druga osłuchana w podcastach kryminalnych i potrafiąca z niczego stworzyć miotacz ognia, o tyle „Kumpele na zabój” nie dają widowni szansy, by nadążała samodzielnie za tym, co się dzieje. Mnóstwo tu wyjaśnień wprost, powtarzania planu (casus „Stranger Things”, chociaż na szczęście nie aż tak koszmarny), ilustrowania przemyśleń scenami, które naprawdę pamiętamy… Jasne, rozrywka na lato nie musi wymagać dużo myślenia, ale to przez cały czas stopniowalne.

Z tym łączy się poziom „zaskakiwania” zwrotami akcji. Wystarczy obejrzeć w życiu parę filmów czy seriali, by wiele w założeniu szokujących wydarzeń i rozwiązań tajemnic przewidzieć na ileś odcinków do przodu. Nie chcę ujawniać zbyt wiele z niepotrzebnie skomplikowanej – chociaż, jak wspomniałam, co chwilę objaśnianej – fabuły, więc się nie pochwalę, ile razy wynotowałam jakieś rozwiązanie dużo wcześniej. Zwłaszcza iż w sumie nie ma czym: to dowód nie tyle mojej bystrości, ile słabości scenariusza. Jak na ironię, Debbie wielokrotnie to samo robi z różnymi książkami w serialu – z góry wie, co się wydarzy, bo wszystko trzyma się schematu.

Kumpele na zabój mają jeszcze nad czym pracować

Szkoda, iż zamiast trzymać się rzadkiego skarbu, czyli naturalnej chemii między głównymi bohaterkami, a w efekcie świetnych scen, z dialogami na tyle dobrymi, a relacją na tyle złożoną, iż aktorki mają co grać (nawet jeżeli ten najlepszy dialog, o profesji Judith, był już w zwiastunie), serial co chwilę albo je rozdziela, albo pokazuje nam resztę uczestników i uczestniczek szalonych wydarzeń.

I naprawdę nie ma sensu wchodzić w szczegóły. Wystarczy rzec, iż przestępstwo Davida (Jamie Parker, „The Crown”), polityka i męża Debbie, łączy się z misją Judith, a potem mamy, często naraz, prowadzoną przez Dyrektora (Bill Nighy, „Lazarus”) agencję oraz pracującego tam Sama (Calam Lynch, „Bridgertonowie”), albańską mafię, Interpol w postaci Jacques’a (Jacky Ido, „The Catch”) i jego byłej żony (Camille Chamoux, „Lucky Luke”) oraz żądną zemsty na Whiptail bardzo niebezpieczną przeciwniczkę (Sylvia Hoeks, „See”).

„Kumpele na zabój” (Fot. Prime Video)

O ile na początku te kryminalne zabójcze szarady mogą bawić, z czasem robi się wszystkiego za dużo, a serial traci impet. Spokojnie mógłby to być dwugodzinny film w duchu „Kaskadera”, w którym też grała Waddingham, chociaż nie główną rolę. Albo chociaż można by dać sześć odcinków zamiast ośmiu, jak w podobnym pod względem klimatu „Black Doves” Netfliksa. I zdecydowanie mniej retrospekcji, bo ten trend jest straszny, a uzupełniany budzącym dyskomfort odmładzaniem – jeszcze straszniejszy.

I przydałoby się mniej postaci drugiego planu. Wprawdzie pierwotny cel Judith, Billy (Ed Skrein, „Gra o tron”), okaże się ciekawszy, niż wskazywałyby pozory, a specyficzny sklep matki (Cathy Tyson, „Kartoteka policyjna”) i córki (Savannah Steyn, „Ród smoka”) to cudowne miejsce, ale gdy przez ileś godzin wszyscy wszystkich ścigają w różnych konfiguracjach, robi się zwyczajnie nudno. Zwłaszcza gdy Judith zaczyna grać bardziej bierną rolę, a my coraz częściej śledzimy perypetie postaci innych niż ona i Debbie. Chociaż przyznaję, iż przez jakiś czas sytuację ratuje cudowny Brian (Youssef Kerkour, „Rycerz siedmiu królestw”), brodacz kochający Tolkiena i szycie kołder.

Kumpele na zabój – czy warto oglądać sensacyjny serial?

„Kumpele na zabój” chyba nie do końca też wiedzą, czym chcą być. Jako komediowy, wakacyjny akcyjniak, mimo iż prosiłoby się o trochę cięć, sprawdzają się naprawdę nieźle, jeżeli zawiesić niewiarę zgodnie z konwencją „zabili go i uciekł”. A jako opowieść o przyjaźni konkretnie tych dwóch kobiet serial wypada bardzo dobrze. Kiedy jednak robi się poważnie, zaczynają się rozważania o moralności i zabijaniu, a równocześnie przemoc jest tu aż zbyt lekko traktowana (ludzie giną jak muchy na różne paskudne sposoby, niczym w „Grze o tron”!), od razu wszystko staje się banalniejsze, mniej przekonujące, rozmyte w celach.

„Kumpele na zabój” (Fot. Prime Video)

Czy jeżeli powstanie ciąg dalszy, to obejrzę? Tak, bo mimo wad to niezła rozrywka na wakacje, a poza tym te dwie aktorki, zwłaszcza razem, obejrzałabym we wszystkim. I wierzę, iż z czasem twórcy serialu mogą postawić bardziej na to, co działa, a odpuścić to, co nie do końca wyszło w tej odsłonie. o ile jednak kolejnego sezonu nie będzie, to po prostu gwałtownie zapomnę o tej nierównej przygodzie. Licząc, iż Waddingham dostanie więcej pierwszoplanowych ról, w których pokaże, iż potrafi z jednej strony wspaniale grać komedie, a z drugiej – załatwić każdego samym spojrzeniem. Chociaż nóż, karabin, szpikulec (czy co tam jest akurat pod ręką) też się sprawdzą.

Kumpele na zabój – serial dostępny na Prime Video

Idź do oryginalnego materiału