Zdjęcie: Karolina Jóźwiak, Teatr Narodowy / mat. pr.
„Termopile polskie” Tadeusza Micińskiego w reż. Jana Klaty, wystawione 22 listopada w Teatrze Narodowym w Warszawie, to nie była kolejna premiera. To była TA premiera, najważniejsza w sezonie.
To, iż w jednym rzędzie ciurkiem usadzono recenzentów, nie jest niczym niezwykłym, teatry lubią mieć nas na oku i często sadzają pismaków jeden obok drugiego i trzeciej. Ale już rząd dyrektorski to rzadkość – bywają miejsca dyrektorskie, jednak to zwyczajowa nazwa dla kilku foteli, którymi, chyba zresztą coraz rzadziej, dysponuje dyrekcja dla swoich gości. Tu zaś w jednym rzędzie usiedli dyrektorzy i dyrektorki teatrów w liczbie co najmniej kilkunastu, w tym niedawny dyrektor Narodowego Jan Englert. A przecież tuż obok był rząd ministerialny – wraz z podgrupką byłych ministrów kultury stawili się i usiedli: Małgorzata Omilanowska-Kiljańczyk, Bartłomiej Sienkiewicz, Hanna Wróblewska. Zaś pomiędzy, w fotelach na parterze, widowisko uświetniały gwiazdy, z wokalistą blackmetalowego Behemotha Nergalem włącznie. Tylko loża prezydencka pozostała pusta, choć plotki głoszą, iż teatr czynił podchody pod Karola Nawrockiego, ten jednak pozostał nieugięty.
Czytaj też: Jan Englert dla „Polityki”: Już nie ma Polski. Przynajmniej takiej, o jakiej myśli PiS
Poważna rozmowa
Jerzy Grzegorzewski, pierwszy dyrektor Narodowego po odbudowie gmachu, działalność narodowej sceny w odnowionej siedzibie rozpoczął swoją premierą „Nocy listopadowej” Wyspiańskiego 19 listopada 1997 r., dokładnie 232 lata od pierwszej premiery założonego przez króla Stanisława Augusta Teatru Narodowego. Jan Klata swoją dyrekcję zainaugurował premierą „Termopil polskich” Micińskiego w 260. rocznicę. Miało być podniośle i było: ważne tematy, dziejowy moment, Polska odmieniana przez przypadki, a do tego – co też łączy obie premiery – z użyciem całej maszynerii Narodowego: zapadni, podnośników.