Kulturalnie polecamy i ostrzegamy. Open’er wśród gwiazd. O chudych latach można zapomnieć

polityka.pl 5 godzin temu
Zdjęcie: Open’er Festival / Facebook


Gdyby nie pandemia, Open’er świętowałby 25. edycję. I ma się wrażenie, iż świętuje – przynajmniej na poziomie programu: od Cave’a po Chopina. O czasach chudych dla letnich festiwali można zapomnieć. Dużo się ostatnio mówi o zmianie charakteru letnich imprez i koncertach reżyserowanych pod rolki w social mediach. Skupionych na wizualnej atrakcyjności, zaskakujących w każdej minucie, żeby przyciągnąć uwagę publiczności. Tegoroczna edycja gdyńskiego Open’era przekonuje, iż da się ten rodzaj atrakcyjności pogodzić z muzyką.

Choćby drugiego dnia na koncercie Halsey, na którym plastyczne sceny z przykutą łańcuchem, spętaną w zamku (wizualizacje) bohaterką i ściany ognia towarzyszyły dynamicznemu ruchowi scenicznemu i nienagannym wokalom z grającym na żywo zespołem w tle. Ale to niejedyna formuła: chwilę później na tej samej scenie wybrzmiał przyjęty z zaskoczeniem, ale i entuzjazmem Koncert fortepianowy e-moll op. 11 Fryderyka Chopina w wykonaniu paszportowego laureata Yehudy Prokopowicza z towarzyszeniem orkiestry Sinfonia Varsovia pod dyrekcją Marty Kluczyńskiej. Kompletna zmiana biegu i skupienia uwagi.

Nie było to pierwsze spotkanie festiwalowej widowni z muzyką Chopina (wiele lat temu grał go Marek Drewnowski, na tej samej scenie rozbrzmiewała też m.in. muzyka Pendereckiego), ale w tych okolicznościach robiło wrażenie. A fortepian na scenie przydał się do występu Nicka Cave’a z The Bad Seeds. Niesamowitego, dwugodzinnego show z szerokim przeglądem czterech dekad twórczości Australijczyka i jego grupy (w której na basie można było zobaczyć tym razem Colina Greenwooda z Radiohead, łącznie 11 osób na scenie).

Idź do oryginalnego materiału