Odłóżmy na bok absurdalne spory o obsadę, nie zastanawiajmy się, czy wizja reżysera jest zgodna z aktualnym stanem wiedzy o antyku. jeżeli Christopher Nolan decyduje się na gesty, które wydają się niedopasowane do historycznego kostiumu – jak „nowocześnie” zagrana przez Jona Bernthala rola króla Menelaosa czy obsadzenie rapera Travisa Scotta w roli aojdy na dworze w Itace – robi to po to, by podkreślić, jak bardzo homerycki epos odcisnął swoje piętno na współczesnej kulturze.
Nolan znów nakręcił imponujący film
Nolan znacząco treść „Odysei” okroił. Z części wątków musiał zrezygnować, w innych zostawił tylko to, co najważniejsze, eliminując dziesiątki drugoplanowych postaci, zdarzeń, rozmów. Niemal całkowicie wykreślił ze scenariusza bogów (choć pozostawił wiele wątków nadnaturalnych, od spotkania z Polifemem po zejście do Hadesu), zwłaszcza tych, którzy bezpośrednio ingerują w losy bohaterów – wyjątkiem jest grana przez Zendayę Atena, która odgrywa tu raczej rolę doradczyni Odysa, a być może po prostu jego sumienia.













