„Nagi instynkt”: niezdrowe fantazje
„Nagi instynkt” sprawił, iż wielu dorosłych widzów, szczególnie płci męskiej, poczuło się bardzo nieswojo, odkrywając w nim swoje niezdrowe, głęboko skrywane obsesje. Po premierze w 1992 r. perwersyjny obraz Holendra stał się osobliwym testem granic socjopatii i pożądania.
Żeby zrozumieć, dlaczego idiotyczna fabuła o pięknej kobiecie dźgającej kuchennym szpikulcem w trakcie orgazmu swego kochanka, aby sprawdzić, czy ujdzie jej to na sucho, zyskała zawrotną popularność, bijąc rekordy kasowe na całym świecie, trzeba cofnąć się do momentu, w którym ten film powstał. George H.W. Bush w Białym Domu, konserwatywna rewolucja na fali, przemysł filmowy duszący się w gorsecie moralno-obyczajowej poprawności, z szalejącą epidemią AIDS na horyzoncie, nakręcającą spiralę histerycznej homofobii ciągnącej się od ery Reagana. W tym świecie homoseksualność wciąż była kojarzona z marginesem społecznym i przemocą, a ówczesne granice akceptowalnej erotyki w kulturze mainstreamu ustalił inny wielki przebój – „9 i pół tygodnia”.








