Kulturalnie polecamy i ostrzegamy. „GTA VI” na Netflixie. Ta gra to fenomen. Jest na co czekać?

polityka.pl 4 godzin temu
Zdjęcie: mat. pr.


„GTA VI” pokazana na Netflixie sprawia wrażenie, iż bardzo chce, żebyśmy zapomnieli, iż jest grą – do momentu, gdy z menu inwentarza wyciąga się karabin i urządza orgię przemocy. Gdy 13 lat temu wyszła piąta część serii „Grand Theft Auto”, recenzent „Polityki” Olaf Szewczyk zestawił jej budżet z kosztami „Avatara” Jamesa Camerona. To porównanie okazuje się dobre do zrozumienia fenomenu gry, a oczekiwanie na nią stało się już obiektem memów („dostaliśmy Katy Perry w kosmosie przed »GTA VI«”) – prestiżowe produkcje muszą przełamywać kolejne bariery, co wymaga coraz większych nakładów pracy i budżetów. Ile kosztowała szósta część, oficjalnie nie wiadomo, eksperci mówią o przedziale 1–1,5 mld dol. Ostatni „Avatar: Ogień i popiół” kosztował najwyżej 400 mln. Cóż, Cameron musiał jedynie pokazać żywy świat – gra musi pozwolić w nim żyć.

„GTA VI” jeszcze nie wyszła – premiera zapowiedziana jest na 19 listopada – ale żeby podsycić i tak wielkie zainteresowanie, zaprezentowano 30 minut nagrania przedstawiającego różne jej elementy. Było to wydarzenie samo w sobie – materiał pokazał Netflix, intensywnie go reklamując.

Internetowy obieg oparty na „kulturze hajpu” bardziej interesuje się dziełami kultury, zanim wyjdą – można wtedy śledzić plotki z produkcji, analizować zwiastuny i rozprowadzać miejskie legendy. Szczególną rolę odgrywają nielegalne przecieki – twórcy „GTA VI” padli zresztą ofiarą hakera szantażysty, który najpierw przedstawiał się jako wojownik o prawa graczy, a potem zaczął sprzedawać kryptowalutę (sprawa jest rozwojowa).

Jak z serialu

Promowanie „GTA VI” na Netflixie ma wbrew pozorom sporo sensu.

Idź do oryginalnego materiału