Kufel, czekolady i egzotyczne owoce.

drzoanna2.wordpress.com 17 godzin temu

Dziś chciałabym opowiedzieć Wam o pewnym kuflu, w sumie to o czymś znacznie większym, ale od kufla zacznę, a Wy domyślicie się prawdopodobnie całej reszty.

Ten cudny kufel to prezent, o ile dobrze pamiętam to podchoinkowy 🙂 Dostałam go od babeczki, która kiedyś tam wpadła w necie na jakąś moją notkę blogową i po nitce do kłębka przeczytała sporą część moich wpisów, te o raku szczególnie. I tak jak pokochała blog to pokochała mnie. Gładko zaakceptowała wszystkie moje wariactwa, te metalowo-gotyckie i porcelanowe i każde inne. Jest przy mnie od paru lat, mailujemy zawzięcie a w okolicach świąt przysyła mi zawsze ogromną pakę, a to słodkości czekoladowych, a to owoców, które muszę sobie wygooglać, bo nie wiem, jak się je je 🙂 Nigdy się nie widziałyśmy, ale opowiadamy sobie o wszystkich ważnych sprawach i o tych nieważnych też. Na przykład o tym, jak i dlaczego zdecydowała się na przeprowadzkę, o wyborze zupełnie innego miejsca na ziemi, o nadziejach z tym związanych i o lęku, czy się spełnią. O tym, jak to miejsce zmienia się powoli, jak ona go zmienia i urządza, buduje dla siebie i po swojemu. Ostatnio opowiada o sarenkach, które widzi z okna domu, do którego niedawno się przeprowadziła, które dokarmia i ukradkiem foci.
I o tym, jak zmobilizowała całą okolicę do podobnych działań, znaczy dokarmiania, o foceniu nic nie wiem 😉
I o Bambim, bo tak nazwała jedną z sarenek płci męskiej, koziołka ze zranioną nogą, któremu mocno kibicuje, coby przetrwał zimę a noga się wygoiła.
Czytam wszystkie te historie, śmieję się dziko albo wzruszam i mam mocne, namacalne poczucie, iż dzięki chorobie poznałam kogoś superowego, ciekawego, iż to wartościowa, ciepła znajomość i ze mogę na tą dziewczynę liczyć.
Po raz kolejny nachodzi mnie myśl, iż ta cała pieprzona choroba skutkowała między innymi takimi właśnie znajomościami, przyciągnęła do mnie cudownych ludzi, bo ta opowieść tyczy B. ale takich osób jest więcej.

A kufel stał się moim ulubionym 🙂
W zasadzie – jedynym, jedynym który używam, wszystkie inne poszły w odstawkę, poza również „czaszkowym”, który sprezentował mi Kruk i który często zabieram na gotyckie potańcówki, szczególnie w miejsca, gdzie piwo chcą mi nalać do – o zgrozo – zwykłego pokala, tfu.

Moje domowe, wieczorne piwko – tylko z kufla od B. Tu nie mogę wkleić foty, ale jest na fb i insta 🙂

Idealnie do mnie pasuje, co nie? 😀

więcej w tej kategorii: https://drzoanna.wordpress.com/category/blog-spis-tresci/

Idź do oryginalnego materiału