Kuba Wojewódzki powtarzał klasę aż dwa razy i przyznał to w swoim podcaście, w rozmowie z psychologiem Piotrem Mosakiem. Prowadzący próbował obrócić wszystko w żart. Nie do końca mu się to udało. Terapeuta miał własną teorię, skąd wziął się styl, z którego gwiazdor słynie do dziś.
Piotr Mosak był gościem podcastu WojewódzkiWojewódzki, a odcinek trafił do sieci 2 listopada. Psycholog i terapeuta par, autor książki Bez ściemy, rozmawiał z prowadzącym między innymi o związkach, polityce i hejcie. Na koniec pod lupą znalazł się sam gospodarz.
Kuba Wojewódzki powtarzał klasę i powiedział to wprost
Jak relacjonuje portal Jastrząb Post, rozmowa zeszła w pewnym momencie na dorastanie i edukację. Wojewódzki wyznał wtedy, iż dwukrotnie nie zdał z klasy do klasy. Chodziło o czasy licealne. Psycholog od razu się tym zainteresował.
Mosak dopytywał, czy ta sytuacja czegoś go nauczyła. Padło też pytanie “Co jest złego w niezdaniu?”. Wojewódzki zwrócił uwagę na zmianę otoczenia, bo nagle trafił między ludzi młodszych od siebie. Nie było mu z tym łatwo.
Gość podsunął, iż mogła to być lekcja pokory. Prowadzący odpowiedział w swoim stylu i z przekąsem stwierdził, iż wyniósł z tego raczej sympatię do młodszych koleżanek.
Drugoroczny w czasach PRL-u czuł się naznaczony
Pod żartem kryło się jednak coś poważniejszego. Dziennikarz przypomniał, jak w czasach jego młodości patrzono na tak zwanych drugorocznych. Według niego byli to zwykle ludzie z patologicznych rodzin, więc sam został w ten sposób stygmatyzowany. Użył właśnie tego słowa.
Mosak nie zostawił tego bez komentarza i zaczął analizować postawę rozmówcy. Zasugerował, iż rodzice mogli w tamtym momencie nie wyposażyć nastoletniego Kuby w odporność na zaczepki, docinki i odrzucenie ze strony rówieśników. Zabrakło wewnętrznej tarczy.
Jastrząb Post opisuje dalszą część tej interpretacji. Etykietka “drugorocznego” miała sprawić, iż Wojewódzki wykształcił własny mechanizm obronny. Poczucie stygmatyzacji i próba uprzedzania ataków mogły ukształtować jego późniejszą złośliwość, sarkazm i potrzebę dominacji słownej. Przez kolejne dekady stały się jego znakiem rozpoznawczym.
W tej samej rozmowie, jak podała Plejada, Wojewódzki przyznał też, iż z równolatką się nie dogada. Młodsze partnerki pojawiły się więc w rozmowie nie raz.
Szkolne lata Kuby Wojewódzkiego opisywano już wcześniej
Szkolny wątek nie wypłynął po raz pierwszy. W kwietniu 2012 roku tygodnik “Wprost” pisał, iż Wojewódzki nie lubił się uczyć i w trzeciej klasie został na drugi rok. Dla jego rodziców, dobrze sytuowanych inteligentów, była to ujma na honorze. Za krnąbrność syna częściej obwiniali jednak nauczycieli niż jego.
Ojciec, prokurator, miał według tygodnika zwyczaj wpadania na wywiadówki z krzykiem. Koleżanka z liceum opisała przyszłego showmana jako skrzyżowanie klasowego błazna i człowieka, który lubił wsadzać szpile. Już wtedy słynął z ciętego języka. Potrafił nim ranić.
Odpuszczał tym, którzy zaimponowali mu inteligencją. Wspomniana koleżanka przekonała się o tym przy krzyżówce, gdy znała hasło, którego on nie znał. Od tamtej pory przestał się jej czepiać.
Portal Eska podaje, iż Wojewódzki ukończył XXVII Liceum Ogólnokształcące imienia Tadeusza Czackiego w Warszawie, ale z opóźnieniem. Jak pisał “Super Express”, nauczyciele nie wróżyli mu w liceum świetlanej przyszłości, a w wakacje pracował na budowie. Stało się inaczej.
Dostał się na dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim, a mając 20 lat zaczął pracę w radiowej Trójce. Studiował dziewięć lat, ale dyplomu nie zrobił. Sam tłumaczył to tym, iż po dziennikarstwie nie da się być dobrym dziennikarzem.
Szkoła nie była jedynym tematem odcinka z Mosakiem. Prowadzący i jego gość rozmawiali także o Michale Wiśniewskim oraz o dawnych gwiazdach TVP z czasów Jacka Kurskiego, które pracują dziś w innych stacjach.
źródło zdjęć: Akpa









