Ktoś całkiem obcy – przedpremierowa recenzja filmu. Wojna oczami cywilów

popkulturowcy.pl 1 godzina temu

Ktoś całkiem obcy to film napisany i wyreżyserowany przez Brandta Andersena, który do tej pory był znany w branży głównie jako producent kilku produkcji. Tutaj mamy jednak do czynienia z jego pełnometrażowym debiutem reżyserskim. Warto też wspomnieć, iż dzieło powstało przy wsparciu Angel Guild, czyli inicjatywy Angel Studios, dzięki której członkowie programu mogą zdecydować, jaki projekt otrzyma szansę na realizację. Sprawdźmy zatem, co przekonało ludzi do wyboru właśnie tej propozycji.

Fabuła Ktoś całkiem obcy rozgrywa się na tle wojny domowej w Syrii, a dokładniej podczas walk w Aleppo toczących się około 2015 roku. Akcja nie skupia się jednak na samym konflikcie zbrojnym. Przedstawia losy grupy cywilów, którzy próbują wydostać się ze strefy walk i przedostać przez granicę. Te same wydarzenia obserwujemy z kilku różnych perspektyw. Bohaterowie zostają w taki czy inny sposób wplątani w trudną sytuację, a wraz z postępem historii ich drogi zaczynają się przecinać.

Ja osobiście najmocniej wczułem się w dwie historie. Pierwsza dotyczy granego przez Omara Sy Marwana, przemytnika organizującego przeprawy syryjskich uchodźców przez granicę. Z jednej strony jest on twardym, wręcz bezdusznym przestępcą, dla którego liczy się przede wszystkim zarobek. Z drugiej zaś kochającym ojcem, który samotnie opiekuje się chorym synem i zbiera pieniądze, aby wyjechać z nim do Stanów w poszukiwaniu lepszego życia.

Oczywiście nie wymazuje to czynów dokonanych przez szmuglera, ale pokazuje jego ludzką stronę. Niejeden człowiek jest przecież gotów zrobić niemal wszystko, aby ochronić swoich bliskich, szczególnie w tak trudnych czasach.

Drugą historią jest opowieść Mustafy, żołnierza walczącego początkowo w szeregach syryjskiej armii. Widząc okrucieństwo wojska wobec rebeliantów, mężczyzna zaczyna nabierać coraz większych wątpliwości, szczególnie po spotkaniu ze wspierającym powstanie ojcem. Ostatecznie ratuje dwie uciekinierki na granicy i postanawia zdezerterować oraz uciec z kraju.

Przedstawiłem dwa przykłady, ale w żadnym razie nie oznacza to, iż przeżycia pozostałych bohaterów są mniej interesujące. Po prostu gdybym opisał cały film, nie byłaby to już recenzja, tylko streszczenie. Nie mielibyście wtedy po co iść do kina, a uważam, iż na ten film naprawdę warto się wybrać.

Technicznie wykonano kawał dobrej roboty. Ujęcia są ostre i wyraźne, a jednocześnie na tyle surowe, by pasować do klimatu całej produkcji. Nie ma tutaj przesadzonych, widowiskowych wybuchów rodem z amerykańskich filmów akcji i bardzo dobrze. Siłą tego obrazu jest realizm.

Fot. Kadr z gry

A skoro o nim mowa, muszę docenić, jak dużą wagę twórcy przykładają do języków. Słyszymy aż trzy: arabski, grecki i angielski. Ich wykorzystanie zależy od tego, gdzie aktualnie rozgrywa się akcja i których bohaterów obserwujemy. Świetnie podkreśla to międzynarodowy charakter dzieła i pozwala jeszcze mocniej wczuć się w przedstawione wydarzenia.

Jeszcze krótko o warstwie muzycznej. Utwory są ciche i subtelne, ale świetnie budują klimat oraz podkreślają to, co dzieje się na ekranie. Nie jest to ścieżka dźwiękowa, której będę później szukał, żeby posłuchać jej osobno, ale jako element wzbogacający film sprawdza się bardzo dobrze.

Fot. Kadr z filmu

Podsumowując, Ktoś całkiem obcy jest moim zdaniem czymś więcej niż tylko filmem. To dzieło kultury, które w realistyczny, stonowany i pełen szacunku sposób pokazuje trudy oraz okropieństwa wojny oczami zwykłego człowieka. Produkcja pozostawia widza z wieloma tematami do przemyśleń, nie popadając jednocześnie w przesadny patos. jeżeli więc, idąc do kina, szukasz czegoś ambitniejszego, ta pozycja powinna spełnić Twoje oczekiwania.


Za udostępnienie filmu Ktoś całkiem obcy do recenzji dziękujemy dystrybutorowi Galapagos Films.
Fot. główna Kadr z filmu

Idź do oryginalnego materiału