Księga duchów – recenzja książki. Intymnie o miłości i stracie

popkulturowcy.pl 4 godzin temu

Dawno nie czytałam książki tak intensywnie intymnej. Księga duchów Siri Hustvedt jest zapisem cierpienia po stracie miłości swojego życia. Okrutnie bolesna i uwierająca, ale też autentyczna i pełna metafizyki.

Na początku muszę się przyznać, iż nie znałam wcześniej Siri Hustvedt i Paula Austera. Dopiero po lekturze Księgi duchów zaczęłam grzebać w internecie i przyjrzałam się tej nowojorskiej artystycznej parze. Może właśnie ta nieznajomość autorów sprawiła, iż podczas czytania książki Księga duchów czułam się bardzo niezręcznie. Zapiski kobiety po stracie ukochanego męża wydawały mi się niesamowicie intymne i chyba nie do końca przeznaczone dla mnie. Miałam wrażenie, iż znalazłam gdzieś na strychu pudełko z listami i zapiskami obcej mi osoby, która poprzez pisanie próbowała pogodzić się ze śmiercią ukochanego.

Księga duchów to książka, przez którą dość trudno przebrnąć. Nie chodzi tu oczywiście o kwestie językowe, ale samą tematykę. Z każdej przeczytanej strony bije ogromna miłość, którą Siri Hustvedt czuła do Paula Austera. Przeżyli razem ponad czterdzieści lat, a ich uczucie dojrzewało wraz z nimi. I jest to bardzo odczuwalne w Księdze duchów. Autorka w krótkich akapitach wspomina nie tylko ostatnie miesiące życia ukochanego, ale wraca do wydarzeń sprzed lat. Zamieszcza pierwsze listy, które do niego wysłała, zgrabnie miesza teraźniejszość z przeszłością. I cały czas próbuje przyzwyczaić się do samotnego życia.

Sama książka to nie tylko wspomnienia Siri Hustvedt oraz jej zmagania się z żałobą. Autorka już na samym początku wspomniała, iż Paul Auster planował napisać listy do nowonarodzonego wnuka i przekazać je córce, aby mogła oddać je dziecku jak już dostatecznie podrośnie. Życie napisało jednak inny scenariusz. Paul Auster zmarł i nie zdążył zakończyć swojego projektu, nie przekazał również Siri Hustvedt co konkretnie planował z tymi listami zrobić. Tym sposobem autorka dodała je do Księgi duchów, sprawiając tym samym, iż jej mąż pojawia się co jakiś czas na stronach książki, niczym tytułowy duch.

Jak wspominałam wcześniej bardzo niezręcznie się czułam podczas czytania Księgi duchów. Zapiski Siri Hustvedt wydawały mi się zbyt intymne, a z każdą stroną narastał we mnie dyskomfort. Z drugiej strony mam wrażenie, iż jest to książka niezwykle potrzebna. Zwłaszcza dla osób zmagając się z żałobą i utratą ukochanej osoby. Może być dla nich prawdziwym światełkiem w tunelu i sposobem na poradzenie sobie ze stratą. Autorka poświęciła również dużo miejsca na rozważania, iż opłakuje nie tylko śmierć męża, ale też samą siebie i swoje życie bez Paula Austera. Jest to na pewno lektura, która wymusza na czytelniku zwolnienie i oddannie się refleksji nad kruchością życia.

W Księdze duchów jeden element niezbyt mi pasuje. A mianowicie wspomniane wcześniej listy Paula Austera do wnuka. Ewidetnie miały to być teksty przeznaczone właśnie dla małego Milesa, w momencie, w którym wystarczająco dojrzeje. I tak, owe listy pasują do ogólnego kształtu książki, ale mam wrażenie, iż tym zabiegiem Siri Hustvedt pozbawiła swojego wnuka intymnej więzi, którą mógł nawiązać ze zmarłym dziadkiem. Właśnie dzięki przeznaczonych wyłącznie dla niego wiadomości. Nie wiem czy po latach chciałabym się dowiedzieć, iż listy, które napisał dla mnie mój dziadek zostały opublikowane, a co za tym idzie każdy mógł je przeczytać.

Jest jeszcze coś, co wyniosłam z Księgi duchów. Zaintrygowała mnie ta przepełniona wzajemną miłością para pisarzy, a co za tym idzie planuję w najbliższej przyszłości przeczytać coś zarówno z repertuaru Siri Hustvedt, jak i Paula Austera.


Okładka książki Księga duchów

Autor: Siri Hustvedt
Tłumaczenie: Jan Kozłowski
Wydawca: Wydawnictwo Znak
Premiera: 12 sierpnia 2026 r.
Oprawa: twarda
Stron: 416
Cena katalogowa: 69,99 zł


Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Znak. Dziękujemy!
Fot. główna: materiały promocyjne – kolaż (Wydawnictwo Znak)

Idź do oryginalnego materiału