Nie zamordowała, nie otruła, nie uknuła spisku przeciw królowi. Jej jedyną winą było to, iż publicznie mówiła o Bogu inaczej, niż pozwalał Kościół. W XVI-wiecznym Krakowie to wystarczyło, by trafić na stos. Historia Katarzyny Weiglowej należy do najbardziej dramatycznych kart dziejów miasta i przypomina, iż zawsze zdarzały się wyroki, które dziś trudno pojąć.