Kroniki Wielkiej Puszczy #2: Dzikie plemię grzybów (scenariusz: Wioleta Detyniecka, rysunki: Aneta Szczypczyk, Kultura Gniewu, 2026)

deathtothezins.blogspot.com 2 dni temu

W ostatnich dniach cała Polska zbiera grzyby w lesie, więc to bardzo dobry moment by skonsumować drugi tom Kronik, w którym aż się roi od dorodnych kapeluszy!

Jak wiemy z pierwszego tomu, tato Rózi ma fioła na punkcie grzybów. Rankiem na spacerze znajduje takiego fajnego, fosforyzującego na niebiesko. Ryszard zanosi go do piwnicy, udaje się na śniadanie ale w tym samym czasie niesforny kot Maniek wynosi go przez okienko po czym znika z nim na dłużej. Rózia z Tashi, zaniepokojone jego nieobecnością, ruszają go szukać w lesie. A tam spotykają... dzikie plemię grzybów.

Wiola Detyniecka konsekwentnie rozwija lore swego świata. Mimo, iż dalej kilka wiemy o Zaginionym Plemieniu, to jednak wiemy ciut więcej i to "ciut" jest bardzo intrygujące. Póki co, nasze bohaterki natykają się na inne plemię i owo spotkanie nie należy do najprzyjemniejszych. Za to czytelnik nie może narzekać na brak akcji. Historia na początku przebiega dwutorowo, by w pewnym momencie połączyć bohaterów i doprowadzić do całkiem epickiego finału. Jak przystało na porządną młodzieżową serię - jest humor, są zwariowane przygody, są mini-zwroty akcji a także występy cameo postaci z Tajemnicy starszej pani. Wioleta z godną podziwu zręcznością rozpisuje środki ciężkości: kiedy trzeba nadaje opowieści adekwatnej dynamiki, w odpowiednich miejscach pozwala na złapanie chwili oddechu, bądź zmienia miejsce akcji napoczynając wątki, które będą kontynuowane w przyszłości. Słowem - robi wszystko, by czytało się komiks z wypiekami na twarzy.

Można jeszcze wiele dobrego powiedzieć o fabule. W Dzikim plemieniu grzybów mimo, iż mama Anula schodzi na plan dalszy, to właśnie w jej wątku pojawia się prawdziwy villian, który dopiero się rozkręca. Cliffhanger na ostatniej stronie zaskakuje brakiem wcześniejszych tropów względem tego, co tam się wydarzyło. Twórczynie puszczają także trochę oczek do czytelnika... co powiecie na scenę rodem z Mortal Kombat? Z opowieści można wyłuszczyć wiele puzzli, które rozpatrywane osobno mówią samymi zagadkami, ale obiecują rajcujące rozwiązania w przyszłości. A to tajemnicze pudełko z jeszcze nie rozszyfrowanym alfabetem, a to nie mniej tajemniczy więzień...

Ależ pięknie Aneta Szczypczyk rysuje większe kadry. Mimo, iż pokazała pełnie swoich umiejętności w tomie pierwszym, to i tu "serce roście" przy oglądaniu sceny z wykopalisk archeologicznych, pomnika z kadru japońskiego bądź strony, w której centrum jest grzybowy odpowiednik Napoleona Bonaparte. Pzoostałe kadry celebruje się nie z mniejszą atencją, gdyż dużo ciekawych elementów rysowniczka poumieszczała na dalszych planach. A postać Kura - daje sobie paznokcie uciąć - iż to kuzyn tego z Chew Johna Laymana.

***

A teraz, proszę, zapomnijcie to, co przed chwilą przeczytaliście. W Dzikim plemieniu grzybów najważniejszy jest Maniek. Ten kot dosłownie kradnie każdą scenę! I mimo, iż jest niemym bohaterem, jego ekscentryczne usposobienie przykrywa każdy inny aspekt tego tomiku. Mam nadzieję, iż w kontynuacji dziewczyny zachowają jak najwięcej z jego oryginalnego, kociego charakteru!


Idź do oryginalnego materiału