Królowa może być tylko jedna. Nagroda dla Jaworowicz i start telewizji Stanowskiego

angora24.pl 1 godzina temu

Laureatka od 43 lat co tydzień siada przed kamerą na antenie TVP – w charakterystyczny dla siebie sposób – i rozpoczyna „Sprawę dla reportera”, program cieszący się niezmienną popularnością i wysoką oceną widzów. To ewenement na skalę niewyobrażalną. Nie znam drugiego dziennikarza, który by tak długo, z taką pasją walczył w telewizji interwencyjnej o prawa ludzi pokrzywdzonych przez prawo, instytucje, urzędników czy samo życie. Kiedy kilka dni temu Elżbieta Jaworowicz odbierała „Złotego Prusa”, statuetkę według projektu prof. Mariana Molendy odlaną w brązie, spodziewałem się spotkać osobę wyniosłą, jak to bywa z dziennikarzami z sukcesami. Elżbieta Jaworowicz ponad wszelką wątpliwość jest instytucją, pomaga ludziom, spotyka się z nimi w najodleglejszych zakątkach kraju, ale nie ma w niej nic z gwiazdorstwa. Gratulacje.

W eterze duży ruch. Dziennikarze zmieniają firmy i stanowiska, odchodzą nie tylko z TVN, ale także z Republiki, i to nie tylko dlatego, iż policja „naszła” mieszkanie prezesa, w którym zastała asystentkę redaktora Sakiewicza. Asystentka chciała być anonimowa, a policjanci byli ciekawi, czy nie jest tą niebezpieczną osobą, do której ich wezwano. Zrobili więc co należało, skuli kajdankami i zaczął się rwetes nakręcany przez Republikę. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki Republika zorganizowała kilkusettysięczną manifestację w obronie „ciemiężonej, prześladowanej” asystentki. Cóż, lepszej promocji stacja prawicowej telewizji nie mogła sobie zorganizować. Do dziś jednak nie wiadomo, kto był pomysłodawcą „najścia”. Republika uważa, iż to prowokacja rządu i służb. Dochodzenie w toku.

Tymczasem 20 maja bez fanfar ruszyła konkurencja – telewizja Krzysztofa Stanowskiego. Pod nazwą Kanał Zero TV stacja rozpoczęła nadawanie w sieciach kablowych i na platformach satelitarnych. Stanowski zwlekał, denerwował Krajową Radę Radiofonii i Telewizji, ta z kolei groziła mu wskazującym palcem. Nie wiem, jakiego palca używał Stanowski, ale zdenerwowanie w KRRiT chwilami sięgało zenitu. Tak czy inaczej, przed nadejściem konsekwencji ostatecznej kary, sygnał Kanału Zero TV zadźwięczał. Z dziennikarskiego obowiązku w dniu inauguracji zajrzałem na wieczorne pasmo Kanału Zero TV. Za dziwacznym kontuarem, jakby bufetem, na tle chaotycznej scenerii, Robert Mazurek wywyższony, a Krzysztof Stanowski w rogu, w kąciku, jakby ukryty, rozmawiają o wszystkim, czyli o bieżących sprawach.

Mazurek ciągle przerywa Stanowskiemu, a ten robi wrażenie zakłopotanego. Audycja live i nic poprawić się nie da. U dołu ekranu numer łączności z widzami. „Wałęsa to żaden bohater” – stwierdza stanowczym głosem słuchacz z Wałcza. Mazurek zaprzecza, „to wielki człowiek”, „skarb narodowy”, „gdyby nie Wałęsa, nie byłoby Trumpa”. Czy to miał być taki żarcik, czy może raczej dyskredytacja prezydenta Wałęsy? Mazurek wie, o co chodzi, ale widz mógł się nie zorientować, bo anegdota opowiedziana kiedyś przez Wałęsę nie jest powszechnie znana. Stanowski ponagla, program powinien się skończyć o 20.05, a tu jeszcze trzeba powiedzieć o Magyarze, jak twierdzi Mazurek, „premierze nieistotnego kraju, który witany w Polsce jest jak król”. „Chyba przesada” – puentuje Stanowski.

Tyle ze startu satyrycznej stacji tv. Pożyjemy, zobaczymy, ocenimy. Znamy Stanowskiego z finezyjnego, czasem ostrego żartu. W premierowym wejściu trudno było się doszukać tej formy. Czyżby zero? Chyba jeszcze nie.

Idź do oryginalnego materiału