Zbigniew Henciel od lat konsekwentnie podąża własnym kowbojskim szlakiem. Na co dzień pracuje jako opiekun zwierząt w poznańskim zoo, a prywatnie od ponad dwóch dekad związany jest z Kowbojskim Miasteczkiem w Luboniu. Jako Sheriff Cordell stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci lokalnego środowiska westernowego. Miłość do zwierząt, fascynacja historią Dzikiego Zachodu i kultura country z czasem przerodziły się w jego sposób na życie.
Choć mieszka w Poznaniu, szczególne miejsce w jego sercu zajmuje Luboń. To właśnie tutaj rozpoczęła się jego westernowa droga i tutaj poznał ludzi dzielących podobne zainteresowania. Przez lata współtworzył wydarzenia integrujące społeczność kowbojską i promujące klimat Dzikiego Zachodu. O pasji, przyjaźni oraz życiu na kowbojskim szlaku opowiada w rozmowie z „Gazetą Lubońską”.
Gazeta Lubońska: Szeryfie, na początek proszę opowiedzieć nam kilka słów o sobie.
Zbigniew Henciel: Mam 46 lat. Urodziłem się i mieszkam w Poznaniu. Pracuję w Poznańskim Ogrodzie Zoologicznym jako opiekun zwierząt kopytnych. Interesuję się życiem zwierząt w ich naturalnym środowisku. Od ponad 20 lat jestem członkiem Kowbojskiego Miasteczka w Luboniu, gdzie pełnię funkcję Szeryfa. Zajmuję się tam kultywowaniem historii Dzikiego Zachodu. Jestem również członkiem Strzelnicy Sportowej Dwór Grunwaldzki. Uprawiam strzelectwo sportowe i westernowe, a także piszę artykuły o przygodach swoich oraz przyjaciół z kowbojskiego szlaku.
Luboń traktuję jak bardzo bliskie mi miejsce. To tutaj mam przyjaciół i tutaj rozpoczęła się moja kowbojska droga.
Gazeta Lubońska: Czy pamięta Pan moment, w którym zdecydował się dołączyć do Kowbojskiego Miasteczka w Luboniu?
Do kowbojskiego grona w Luboniu dołączyłem w wieku 25 lat. Wtedy to, po raz pierwszy przyjechałem na „rancho” przy ul. Kwiatowej 30, prowadzone przez Dorotę i Jacka Przebierałów. Spodobało mi się i zostałem do dziś. Po pół roku mojego członkostwa poprosiłem Jacka — kowboja Jac’ka, burmistrza Kowbojskiego Miasteczka, a dziś jego prezesa — o przyjęcie chrztu kowbojskiego. Zgodził się, ponieważ widział moje zaangażowanie i chęć dołączenia do kowbojskich szeregów.
Musiałem wybrać osobę wprowadzającą, która czuwała nad tym, abym przeszedł chrzest zgodnie z tradycją. Po ceremonii przyjąłem przydomek Cordell. Fani „Strażnika Teksasu” doskonale wiedzą, o kogo chodzi — Cordell Walker, grany przez Chucka Norrisa.
Cały czas działam w miasteczku oraz angażuję się społecznie i charytatywnie. To nie jest dla mnie praca, ale styl życia, który daje wiele przygód i wyzwań. Człowiek nie może żyć wyłącznie domem, pracą i codziennymi obowiązkami. Hobby rozwija, daje poczucie wolności, motywację i chęć działania.
Osoby, które były lub przez cały czas są częścią kowbojskiego szlaku, wspólnie pielęgnują historię Dzikiego Zachodu. Łączy nas przyjaźń, zainteresowania i poczucie wspólnoty.
Gazeta Lubońska: Skąd wzięła się u Pana fascynacja kulturą Dzikiego Zachodu i muzyką country?
Zbigniew Henciel: Fascynacja Dzikim Zachodem narodziła się we mnie już w młodzieńczych latach. Z czasem tą pasją zaraziłem również swoją rodzinę. Często opowiadałem rodzicom o pobytach w Luboniu i zachęcałem ich do odwiedzenia tego wyjątkowego miejsca. W końcu sami stali się częścią naszej westernowej społeczności i do dziś aktywnie uczestniczą w jej życiu.
W kowbojskie środowisko wciągnąłem także moją ciocię Anitę oraz wujka Ryszarda. Ich zaangażowanie było tak duże, iż zdecydowali się choćby kupić konia. Świętej pamięci ciocia Anita „Iskra” brała czynny udział w Europejskim Pony Expressie. Zapisała się w historii naszego kowbojskiego miasteczka jako osoba odważna, oddana i godna zaszczytu noszenia miana raidera.
Już jako nastolatek interesowałem się życiem Cordella Walkera granego przez Chucka Norrisa. Byłem i przez cały czas jestem fanem „Strażnika Teksasu”, który stał się również patronem naszego Kowbojskiego Miasteczka. To człowiek niezłomny, odważny i nieugięty, mistrz sztuk walki, godny naśladowania. Staram się brać z niego przykład. Kowboj kojarzy mi się z odwagą, ciężką pracą i życiem blisko natury. Opiekuje się zwierzętami, jeździ konno, ujeżdża dzikie konie, bierze udział w rodeo i potrafi radzić sobie w trudnych warunkach prerii. Lasso, koń czy bicz były dla niego podstawowymi narzędziami pracy. Czułem, iż właśnie taki świat jest mi bliski. Do dziś mówię, iż jestem na kowbojskim szlaku. Wszystko, co związane z kulturą westernową, stało się moją pasją i stylem życia.
Muzyka country jest dla mnie ważnym elementem tej kultury, ale przede wszystkim fascynuje mnie historia kolonizacji Ameryki Północnej. Staram się opowiadać zarówno starszym, jak i młodszym, jak wyglądało życie ludzi zdobywających Dziki Zachód. Wojna secesyjna, konflikty z Indianami, Pony Express, budowa kolei, rancha, saloony, pojedynki rewolwerowców, łowcy nagród czy kawaleria Północy i Południa, bo wszystko to tworzy niezwykłą historię tamtych czasów.
Gazeta Lubońska: Co przez te wszystkie lata dawało Panu największą satysfakcję ze współtworzenia tego miejsca?
Zbigniew Henciel: Wielu ludzi właśnie tutaj odnalazło swoją drogę i cel. Kocham to miejsce oraz wydarzenia, które wspólnie organizujemy i promujemy. Większość z nich opisywana jest w zaprzyjaźnionej „Gazecie Lubońskiej”, dzięki czemu nic nie odchodzi w zapomnienie. Wszystkie materiały trafiają później do Kroniki Westernu.
Jestem również korespondentem prasowym westernu, piszę artykuły i wykonuję zdjęcia, aby zachować pamięć o tym, co wspólnie tworzymy. Organizujemy westernowe imprezy integracyjne dla dzieci i dorosłych, które cieszą się dużym zainteresowaniem szkół, przedszkoli i mieszkańców. Kowbojski szlak jest pełen przygód. Jeździmy po całej Polsce, biorąc udział w pokazach i wydarzeniach. Dysponujemy między innymi mechanicznym bykiem rodeo, sztuczną krową do dojenia czy mechanicznymi kucykami dla najmłodszych. Budujemy także westernową scenografię, która pozwala uczestnikom choć na chwilę przenieść się na Dziki Zachód.
Odwiedzamy również inne kowbojskie miasteczka, szczególnie Kowbojskie Miasteczko Silverado pod Żninem, z którym łączy nas wieloletnia przyjaźń.
Gazeta Lubońska: Kowbojskie Miasteczko odwiedzają ludzie z różnych stron Polski i świata. Które wydarzenia szczególnie zapadły Panu w pamięć?
Zbigniew Henciel: Jednym z najważniejszych wydarzeń był Europejski Pony Express, w którym uczestniczą kraje pielęgnujące tradycję konnej poczty. Jeźdźcy składają uroczystą przysięgę i przewożą pocztę konno w specjalnych sakwach, niezależnie od pogody. Każdy uczestnik musi dostarczyć przesyłkę na czas kolejnemu jeźdźcowi. To niesamowita przygoda zarówno dla uczestników, jak i organizatorów. Bardzo ważnym wydarzeniem była także charytatywna wystawa psów „Nasz Wierny Przyjaciel”, zorganizowana na rzecz schroniska dla zwierząt. Każdy pies był tam zwycięzcą, a najważniejsza była dobra zabawa i wspólna pomoc. Podczas jednej z edycji swoją obecnością zaszczyciła nas burmistrz Lubonia Małgorzata Machalska wraz z córką, otwierając wydarzenie symbolicznym przecięciem wstęgi. Miałem również okazję przygotowywać relację z Międzynarodowej Wystawy Kotów Rasowych w Luboniu. To było dla mnie cenne doświadczenie dziennikarskie.
Przez lata uczestniczyłem także w wyjazdach do kowbojskich miasteczek w Czechach i na Słowacji, gdzie braliśmy udział w szkoleniach z posługiwania się lassem i biczem. Wspominam również występy grupy Dallas Country podczas Festiwalu Czyste Country w Wolsztynie czy udział w programie Ewy Drzyzgi oraz Mam Talent.
Gazeta Lubońska: Jaką rolę w działalności miasteczka odgrywa muzyka country i grupa „Dallas Country”?
Zbigniew Henciel: Muzyka country odgrywa bardzo istotną rolę, ponieważ opowiada o życiu kowbojów i codzienności Dzikiego Zachodu. Łączy elementy amerykańskiej muzyki ludowej, ballady kowbojskiej, bluesa i gospel. Charakterystyczne są dla niej brzmienia gitar, skrzypiec, banjo czy harmonijki oraz teksty opowiadające o życiu, miłości i codziennych trudnościach. Kiedy dołączyłem do miasteczka i przeszedłem chrzest, bliżej poznałem grupę taneczno-westernową Dallas Country z Lubonia, której instruktorem jest Jac’k. Grupa regularnie występuje podczas wydarzeń i pokazów, a także prowadzi naukę tańca dla publiczności. Cały czas trwa nabór, prowadzimy próby taneczne. Gorąco zapraszam nowe osoby zainteresowane taką formą aktywności.
Gazeta Lubońska: Czy współczesna młodzież interesuje się jeszcze kulturą westernu i tradycją country?
Zbigniew Henciel: Dziś świat bardzo się zmienia, rozwija się technologia i sztuczna inteligencja, a młodzież często wybiera inne zainteresowania. Staramy się jednak podczas naszych wydarzeń zachęcać młodych ludzi, by choć na chwilę odłożyli telefony i przenieśli się na Dziki Zachód. Organizujemy różne konkurencje i zabawy pokazujące, jak dawniej radzono sobie w codziennym życiu, np. łatamy dziury w portkach. Widać wtedy radość, emocje i zdrową rywalizację. Bardzo nas cieszy, iż możemy zaoferować młodym ludziom coś innego niż codzienność ekranów i internetu. Trzeba dawać młodzieży szansę, by mogła spróbować czegoś nowego. Być może właśnie tutaj ktoś odnajdzie swoją drogę i początek nowej pasji.
Gazeta Lubońska: Gdyby mógł Pan cofnąć się do początków swojej westernowej drogi, wybrałby Pan tę samą ścieżkę?
Zbigniew Henciel: Każdy człowiek szuka w życiu swojej drogi. Czasem odnalezienie jej zajmuje wiele lat, ale warto próbować i się nie poddawać. Już jako dziecko inspirowałem się bohaterem „Strażnika Teksasu”. Wiedziałem, iż nigdy nie będę taki jak on, ale czułem, iż ten świat bardzo mnie przyciąga. Dopiero jako dorosły 25-letni człowiek trafiłem do Kowbojskiego Miasteczka w Luboniu i wtedy zrozumiałem, iż moje marzenia naprawdę mogą się spełnić. Dziś przez cały czas czuję ogromną motywację do działania. Zostałem pełnoprawnym członkiem miasteczka, później zastępcą szeryfa, a po latach członkowie i sympatycy wybrali mnie na szeryfa — strażnika prawa, porządku i sprawiedliwości. To dla mnie wielki zaszczyt.
Gazeta Lubońska: Jakie są Pana marzenia związane z dalszą działalnością w Kowbojskim Miasteczku w Luboniu?
Zbigniew Henciel: Działalność społeczna daje mi ogromną satysfakcję. W przyszłości chciałbym zostać instruktorem strzelectwa westernowego i przekazywać swoją wiedzę kolejnym osobom zainteresowanym tą dziedziną. Marzę także o tym, aby miasteczko przez cały czas rozwijało młodych ludzi, uczyło współpracy i dawało możliwość prawdziwej rywalizacji w realnym świecie, a nie wyłącznie w rzeczywistości komputerowej. Dużym utrudnieniem dla miasteczka jest brak następcy, kontynuatora pasji założycieli. Dużym wyzwaniem jest dziś brak następców, którzy w przyszłości mogliby kontynuować działalność miasteczka i pasję jego założycieli. Przyszłość tego miejsca stoi więc pod znakiem zapytania.
Obecnie organizujemy imprezy, eventy, wydarzenia tematyczne i okolicznościowe, wycieczki szkolne i przedszkolne oraz spotkania naszej kowbojskiej społeczności. Miasteczko o powierzchni ponad hektara dysponuje bogatym zapleczem westernowym — posiada hotel, zwierzyniec, klub, strzelnicę, strefę kinową, sanitariaty oraz sklepik.
Ja sam jestem animatorem i przewodnikiem po Dzikim Zachodzie.
Beata Spychała
Sheriff opowiada o flagach Północy i Południa fot. Beata Spychała
Sheriff Cordell kręci lassem fot. Beata Spychała
Sheriff pokazuje prowadzoną od 2016 r. kronikę fot. Beata Spychała
Cordell oprowadza po kowbojskim miasteczku fot. Beata Spychała
Sheriff Cordell celuje z rewolweru fot. Beata Spychała
Sheriff Cordell smaga biczem fot. Beata Spychała














