Kowalscy w separacji. Liderzy The Smiths zagrają tego lata w Polsce. Dlaczego osobno? | Kowalscy w separacji

polityka.pl 4 godzin temu
Zdjęcie: Sergione Infuso/Corbis / Getty Images


Piosenki The Smiths biorą na sztandary kolejne pokolenia. Byłby to idealny moment na reaktywację. Ale Johnny’ego Marra i Morrisseya, dawnych liderów grupy, więcej dziś dzieli, niż łączy, więc wystąpią w Polsce osobno. Polscy fani marzący o wznowieniu działalności The Smiths dostaną tego lata sporą nagrodę pocieszenia. 9 lipca w warszawskiej Progresji koncert zagra Morrissey, wokalista zespołu, a dokładnie miesiąc później jedną z gwiazd katowickiego Off Festivalu będzie Johnny Marr, gitarzysta i muzyczny lider Kowalskich, jak chętnie tłumaczono w Polsce nazwę legendarnej formacji z Manchesteru.

Wspólny występ oryginalnego składu jest fizycznie niemożliwy – w 2023 r. zmarł basista Andy Rourke, a perkusista Mike Joyce po latach batalii sądowych o sprawiedliwy podział tantiem otrzymał od Morrisseya zaległe honoraria wraz z życzeniami „wszystkiego, co najgorsze, na całą resztę życia”. Mimo to dla wielu fanów The Smiths to przede wszystkim autorski twór Morrisseya i Marra.

Ich spotkanie w maju 1982 r., które dało początek grupie, weszło do kanonu wielkich mitów muzyki pop – oto nastoletni wirtuoz gitary puka do drzwi znanego głównie ze słyszenia amatorskiego wokalisty i autora tekstów, a przy tym pogrążonego w depresji samotnika, by zaproponować mu sformowanie zespołu, który odmieni brytyjską muzykę gitarową. Wieczorek zapoznawczy spędzili jednak głównie na słuchaniu płyt z muzyką kobiecych zespołów z lat 60. „Tak nas widziałem – coś pomiędzy The Rolling Stones a grupami dziewczęcymi” – mówił po latach Marr.

Sam Morrissey zdawał się przygotowywać na ten moment przez całe życie, gromadząc nie tylko szkolne traumy i miłosne rozczarowania, które stały się podstawą wielu tekstów późniejszych przebojów, ale też uciekając od trudnej rzeczywistości w świat popkultury – od XIX-wiecznych poetów, poprzez filmy z Jamesem Deanem, aż po telewizyjne opery mydlane lat 60. Znalazło to swoje miejsce w nostalgicznej estetyce grupy, tak innej od wszystkiego, co kojarzyło się wówczas ze stereotypowo męską muzyką gitarową.

„Po raz pierwszy w moim życiu przyszłość stała się ważniejsza niż przeszłość” – wspominał ten moment w swojej autobiografii. „Perkusja uderza z siłą bomb, wybuchają akordy, bas wzywa na wojnę, a nad tym wszystkim ja, wolny jak ptak, maluję wokalem płótno tak, jak mi się tylko podoba. To dar od Boga”.

Kowalscy mieli być jak rodzina, ale wytrzymali ze sobą zaledwie pięć lat. Na przeszkodzie stanęły konflikty personalne, spory o pieniądze i wizję dalszej działalności grupy, która nie doczekała się choćby stałego menedżera – większość obowiązków związanych z zarządzaniem zespołem spadała na jej 20-letniego gitarzystę, a przy tym głównego kompozytora.

Legenda, która przerosła własną muzykę

The Smiths pozostawili po sobie legendę, która z czasem przerosła muzyczny dorobek. Stali się archetypem zespołu niezależnego – zaangażowanego politycznie, wydającego w małej wytwórni Rough Trade (czego gwałtownie pożałowali), a mimo to odnoszącego sukcesy dzięki silnej społeczności fanów i doskonałej muzyce. Teksty Morrisseya do dziś stanowią elementarz dla osób zaczynających się konfrontować z problemami dorosłości – poczuciem zagubienia, miłosnymi rozczarowaniami czy brakiem perspektyw („Szukałem pracy i w końcu ją znalazłem/ Boże, jaki jestem nieszczęśliwy” – kto choć raz nie chciałby się pod tym podpisać?).

Ta uniwersalność piosenek The Smiths sprawiła, iż na sztandary biorą je kolejne pokolenia słuchaczy i muzyków. W latach 90. do twórczości Marra i Morrisseya wprost nawiązywali liderzy zespołów britpopowych – wokalista Blur Damon Albarn nazywał The Smiths „najlepszym zespołem na świecie”, a muzycy Suede, poszukujący perkusisty „lubiącego The Smiths”, nie kryli zdziwienia, gdy na anons odpowiedział… były bębniarz grupy Mike Joyce.

W kolejnej dekadzie grupa Morrisseya i Marra stała się ulubionym zespołem nowej fali gitarowego indie rocka – nie tylko w Wielkiej Brytanii. „Rozejrzyj się dookoła, tu nie zmienia się nic/ Te melodie, które słyszysz, to piosenki The Smiths/ To jest Londyn i Manchester, miejsca, w których chciałbym żyć” – śpiewał łódzki zespół Cool Kids of Death. Dzisiaj fanów The Smiths spotkamy choćby na TikToku. Wiralem stał się fragment komedii „500 dni miłości”, w której spotkanie w windzie dwojga słuchaczy zespołu staje się początkiem romantycznej epopei – oczywiście skomplikowanej, jak na prawdziwych fanów The Smiths przystało.

W moim odczuciu The Smiths byli u nas zawsze zespołem spoza głównego alternatywnego kanonu, kapel jak Depeche Mode, The Cure czy Joy Division. Kiedy jednak zacząłem grać ich numery na imprezach, reakcje zawsze były entuzjastyczne. Okazało się, iż młodzież świetnie zna te teksty i chce się bawić do takiej muzyki – mówi Sebastian Pakulski, znany jako DJ Nebaz, współtwórca imprez poświęconych muzyce The Smiths, które od 2017 r. odbywały się w kultowym warszawskim Pogłosie. – Cały klub był zarzucony kwiatami, które były nieodłącznym elementem koncertów The Smiths. To było jak spotkanie rodzinne, czuło się, iż ludzie darzą ten zespół autentyczną miłością.

Cykl imprez zatrzymała najpierw pandemia, a później zamknięcie klubu, ale nie były to jedyne problemy, z jakimi mierzyli się organizatorzy. – Początkowo nazwaliśmy ten cykl The Smiths and Morrissey Party, ale z czasem usunęliśmy nazwisko Morrisseya – po którejś z kolejnych kontrowersyjnych wypowiedzi, od których się odcinaliśmy.

Skandale i kontrowersje

Rzeczywiście, skandale ciągną się za Morrisseyem od początku kariery – już premierze pierwszych utworów The Smiths towarzyszyło wzburzenie tabloidów, doszukujących się w tekstach ukrytych wątków pedofilskich. Bardziej sensowne powody do protestów mogli mieć zwolennicy Margaret Thatcher, którą lider grupy dosłownie wysyłał na szafot, czy rodziny królewskiej, której nie szczędził kąśliwych uwag (najsłynniejsza płyta grupy nosi zresztą tytuł „Queen is dead” – królowa nie żyje).

Wyraziste deklaracje polityczne lidera pomagały w budowaniu lewicowego wizerunku grupy – radykalnie wegetariańskiej (Morrissey zakazywał jedzenia mięsa choćby technicznym), otwartej na mniejszości seksualne czy osoby z niepełnosprawnością. Już wówczas konfuzję mogły jednak budzić wypowiedzi krytykujące czarnych wykonawców, z którymi grupa ścigała się na listach przebojów. Ich echa znalazły się w słynnym wezwaniu z piosenki „Panic”: „Spalić dyskotekę! Powiesić DJ-a! Piosenki, które tam grają, nie mówią nic o moim życiu!”.

Gdy na początku lat 90. Morrissey nawiązał w solowym utworze „National Front Disco” do faszystowskiego ugrupowania Front Narodowy, fani mogli bronić go przewrotnością tekstu – choć dziś w komentarzach pod piosenką na YouTube znajdują się głównie ksenofobiczne wpisy. Złudzenia prysły, gdy w 2019 r. wokalista wystąpił w telewizyjnym show Jimmy’ego Fallona z przypinką antyislamskiej partii For Britain, komplementował też lidera kampanii na rzecz brexitu Nigela Farage’a jako „dobrego kandydata na premiera”.

Podzielone na dwa

W tej sytuacji wielu fanów The Smiths kontynuatora wrażliwości grupy upatruje w Johnnym Marrze. „Ideologicznie nie mamy ze sobą nic wspólnego” – mówił gitarzysta, przyznając, iż kwestie światopoglądowe są jednym z głównych powodów, dla których konsekwentnie odmawia intratnych ofert reaktywacji grupy. W przeciwieństwie do Morrisseya, po rozpadzie The Smiths wolał się trzymać w cieniu, użyczając swojego brzmienia zespołom The Pretenders, Modest Mouse czy The Cribs, jak i pracując z marką Fender nad autorskim modelem gitary. Koncert w Katowicach będzie jego pierwszym solowym występem w Polsce. W repertuarach Marra i Morrisseya znajdują się rzecz jasna również utwory The Smiths, w tym ich największy przebój „There Is a Light That Never Goes Out” – jest gdzieś światło, które nigdy nie gaśnie. Czasem tylko dzieli się na dwa.

***

W pracy nad tekstem korzystałem m.in. z książki „Piosenki o twoim życiu” Macieja Koprowicza, pierwszej polskiej biografii The Smiths, której autor (jak i niżej podpisany) reprezentuje milenialską frakcję fanów grupy.

Idź do oryginalnego materiału