Zdjęcie: Stephen Simpson/Zuma Press / Forum
Internet zmienił sposób, w jaki przeżywamy i postrzegamy żałobę. Nie tylko po bliskich, ale też po znanych i lubianych.
W grudniu 2021 r. na ekrany kin wszedł film „Matrix Zmartwychwstania” w reżyserii Lany Wachowski, nieoczekiwany powrót do zamkniętej trylogii, którą wraz z siostrą Lilly nakręciła na przełomie mileniów. Zmagając się żałobą po stracie rodziców, Lana postanowiła wskrzesić swoich bohaterów, Neo i Trinity. Parę hakerów, którzy poświęcili swoje życie w walce ze zniewalającą ludzkość sztuczną inteligencją. Powstał film, który nie tylko zmierzył się z dziedzictwem kultowej pierwszej części, ale także pokazywał prawdę o współczesnym internecie jako wielkiej maszynie napędzanej ludzkimi emocjami. Cóż, cyfrowa nieśmiertelność (POLITYKA 14/24), jakiej doświadczyli bohaterowie, jest wciąż pieśnią przyszłości, ale media społecznościowe od dawna są przestrzenią do przeżywania cyfrowej żałoby. Swojej i pożyczonej.
Smutek Twittera
W kwietniu 2005 r. Polska żegnała Jana Pawła II przed telewizorami. Odejście Karola Wojtyły było niemalże transmitowane na żywo. Także żałoba zmieniła się w medialny spektakl. Pogrzeb pokazywany przez cztery główne stacje oglądało 21 mln telewidzów. Totalność odgórnie narzuconego – przez państwo i media – rytuału zmuszała do uczestnictwa w nim także osoby, które tego nie chciały. „Przez pierwsze tygodnie kwietnia nikomu z głównych mediów i żadnemu politykowi nie przyszło do głowy, iż są ludzie wzruszający ramionami na tego czy innego papieża (i iż nie są to nihiliści, sataniści i upodlone wyrzutki, tylko porządni, szanujący bliźniego mieszczanie)” – pisał Paweł Bravo, proponując hasło „Nie płakałem po papieżu” dla akcji „Tiszert dla Wolności”.