Komiks o psychiatrze #1-#3 (scenariuszi i rysunki: Bartek B., wydawnictwo Kokodak, 2025-2026)

deathtothezins.blogspot.com 3 dni temu

Przychodzi waryjat do psychiatry, a psychiatra też warjat.

Komiks o psychiatrze to nowa seria Bartka, który kilka lat temu dał się zauważyć Boboczym rycerzem. Młody artysta dalej lubuje się w groteskowym, surrealistycznym humorze, jednak w nowej serii sięga po tematy, które ukazują go jako artystę bacznie przyglądającego się współczesnej codzienności. Co prawda owe spostrzeżenia przedstawia w bardzo krzywym, często pure-nonsensowym zwierciadle - niemniej dobór scenek rodzajowych, pomysły na fabułę oraz sposoby zagospodarowania kadrów świadczą o sporej wrażliwości na rozmaite problemy cywilizacyjne drugiej dekady XXI wieku.

Chyba każdy kojarzy stare, dobre Looney Tunes and Merrie Melodies. W tych kreskówkach wyciąganie królików z kapelusza było na porządku dziennym. A także używanie szerokiego zakresu narzędzi do wywołania slapstickowych żartów. Bartek równie często sięga po podobne motywy. Bohaterem komiksu jest dr Poniedzielski, który jest ekscentrycznym dziwakiem i który swoim pacjentom aplikuje podobnie niecodzienne procedury. Dość powiedzieć, iż jednym z jego przyrządów jest... kałasznikow. Co może wywołać naturalne pytanie, kto jest większym wariatem - pacjent czy lekarz. Ale też pacjenci dra Poniedzielskiego potrafią być również mocno charakterni.

Trzy opublikowane tomy to zbiór krótszych bądź dłuższych epizodów. Skonstruowanych wg wzoru: przychodzi pacjent do lekarza i opowiada o swoim problemie. Większość odcinków dzieje się w gabinecie lekarskim; czasami Bartek akcję przenosi na zewnątrz. Czy ów schemat może nużyć? W wydaniu Bartka - nie. Wyobraźnia autora w konstruowaniu monty-pythonowo-zwariowano-melodiowych historyjek wydaje się być nieograniczona. Owszem, nie wszystkie puenty wybrzmiewają dojrzale - niektóre są infantylne, sporadycznie (dla mnie) niezrozumiałe, ale gros z nich skrzy się od świetnych pomysłów, gdyż autor robi wszystko by uniknąć fabularnych powtórzeń. Łącznie to ponad 220 stron udzielonych porad medycznych, w których pokój psychiatry staje się areną groteskowych postaci postawionych w jeszcze bardziej surrealistycznych sytuacjach.

Ale seria walczy o uwagę czytelnika nie tylko abstrakcyjnymi scenkami, ale także warstwą graficzną. Styl Bartka (technicznie rzecz ujmując) jest prosty. Postacie przypominają ołówki, facjaty mocno kojarzą się z bohaterami starej animacji Sąsiedzi, a kamera w większości przypadków umiejscowiona jest w jednym miejscu. Czytelnik wówczas widzi pacjenta przy drzwiach z lewej strony, a lekarza przy biurku z prawej strony kadru. Coś jest w tych prostych, rachitycznych rysunkach magnetyzującego. Nad całością unosi się podobny weird factor co w przypadku światów tworzonych przez Śmiechosława. Niby prymitywizm, a jednak rezonujący z pamięcią genetyczną - jest coś w tych przestrzeniach znajomego, swojskiego, zrozumiałego. Jednak to co najbardziej zwraca uwagę to wystroje gabinetu. Studiowanie jakie w danym dniu są dywany, które obrazy zostały powieszone na ścianie oraz co potrafi przebiec po drewnianych deskach jest zabawą i historią samą w sobie. Wyobraźnia Bartka jako projektanta wnętrz jest chyba większa niż storytellera.

Mało ograny pomysł oraz nietuzinkowe wykonanie powodują, iż Komiks o psychiatrze jest serią, którą albo od pierwszy stron się polubi, albo odbije ze względu na wszechobecny slapstickowy humor. Ale jeżeli Bartek B. będzie dalej chciał dłubać w komiksowie to polecam już teraz zaopatrzyć się w własne egzemplarze - ten chłopak może namieszać w przyszłości i zacząć konkurować z takimi tuzami abstrakcyjnego cartoonu jak Piotr Nowacki. Rzekłem!


Idź do oryginalnego materiału