Kołtun już nie wygląda jak kołtun. Jan Śpiewak o nowej twarzy polskich elit

gazetatrybunalska.info 1 dzień temu

9 lipca 2026 roku w internetowym „Raptularzu” e-teatru ukazał się esej Jana Śpiewaka „Ewolucja polskiego kołtuna. Od XIX-wiecznego zabobonu do elit III RP”. To tekst odważny, miejscami brutalny i z pewnością wywołujący sprzeciw u części osób, których nazwiska autor przywołuje.

Śpiewak – socjolog, publicysta i aktywista miejski, współzałożyciel stowarzyszenia Miasto Jest Nasze, były radny warszawskiego Śródmieścia i jeden z najbardziej znanych krytyków warszawskiej reprywatyzacji – bierze na warsztat pojęcie „kołtuna” i pokazuje, jak bardzo zmieniło ono swoje znaczenie.

Jego teza jest prosta, ale niewygodna: współczesny polski kołtun nie musi już wyglądać jak człowiek zacofany, niewykształcony i zamknięty na świat. Może być inteligentem. Może być artystą. Może być profesorem, przedsiębiorcą, celebrytą, politykiem czy medialnym autorytetem. Może mieć pieniądze, wykształcenie, znajomości i dostęp do najważniejszych salonów.

Według Śpiewaka istota kołtunerii leży gdzie indziej – w hipokryzji, podwójnych standardach i przekonaniu, iż zasady obowiązują przede wszystkim innych.

Autor zaczyna od historii samego słowa. Kołtun przez wieki oznaczał zlepione, brudne i niemyte włosy, którym przypisywano niemal magiczne adekwatności. Dopiero w XIX wieku pojęcie zostało wyrwane z medyczno-zabobonnego kontekstu i zaczęło funkcjonować jako określenie społecznego zacofania.

W literaturze kołtun stał się figurą krytyki nowego mieszczaństwa. Najpełniejszą artystyczną diagnozę stworzyła Gabriela Zapolska w „Moralności pani Dulskiej”.

Dulska mówiła:

Na to mamy cztery ściany i sufit, aby brudy swoje prać w domu i aby nikt o nich nie wiedział.

Dla Śpiewaka właśnie ta zasada jest kluczem do zrozumienia kołtunerii. Człowiek może publicznie prezentować określony system wartości, a prywatnie postępować zupełnie inaczej. W zależności od sytuacji zmienia zasady tak, aby zawsze chroniły jego interes.

I właśnie tutaj autor przenosi tę figurę do III Rzeczypospolitej. Jego zdaniem pierwszym wielkim wcieleniem współczesnego kołtuna stała się liberalna inteligencja, która po 1989 roku uzyskała ogromny wpływ na kulturę, media i sposób opisywania rzeczywistości.

Śpiewak przypomina tekst Bronisława Wildsteina z 2011 roku „List otwarty do kołtuna III RP”, a następnie określenie „lemingi”, spopularyzowane przez Roberta Mazurka. W obu przypadkach chodziło o krytykę aspirującej klasy średniej, która miała być bezrefleksyjna, konsumpcyjna i konformistyczna.

Autor zauważa przy tym, iż pojęcie kołtunerii niemal zniknęło z języka publicznego.

Jego zdaniem stało się tak dlatego, iż zniknął także wstyd. Coraz więcej rzeczy można powiedzieć i zrobić publicznie bez obawy, iż kompromitacja będzie miała trwałe konsekwencje.

Śpiewak pokazuje ten mechanizm również poprzez polskie kino. Wskazuje „Salę samobójców. Hejter” Jana Komasy, gdzie rodzina Krasuckich reprezentuje zamożną, wielkomiejską inteligencję deklarującą tolerancję i europejskość, a jednocześnie patrzącą z klasową wyższością na ludzi znajdujących się niżej w hierarchii społecznej.

Przywołuje również Wojciecha Smarzowskiego i jego „Wesele” oraz „Kler”. W obu przypadkach twórca pokazuje ludzi, którzy publicznie odgrywają określone role społeczne, podczas gdy ich prywatne zachowanie pozostaje z tym obrazem w sprzeczności.

Śpiewak uważa, iż współczesna kołtuneria występuje dziś w dwóch głównych odmianach: liberalnej i prawicowej. I stawia tezę, która jest jednym z fundamentów całego eseju:

Obie te formacje, mimo pozornej i głośnej wojny kulturowej, wyrastają z tego samego gruntu.

Tym gruntem ma być bezkrytyczna akceptacja hierarchicznych zasad organizacji życia społecznego.

Jednym z najostrzejszych przykładów jest dla Śpiewaka Krystyna Janda.

Autor określa ją jako „podręcznikowe ucieleśnienie liberalnej kołtunerii”. Przypomina jej wypowiedzi dotyczące transformacji ustrojowej, w których – według jego interpretacji – sukces własny przedstawiany jest jako rezultat indywidualnej zaradności, przy jednoczesnym pomijaniu sytuacji ludzi, którzy w wyniku transformacji stracili pracę i źródła utrzymania.

Śpiewak zwraca uwagę na szczególnie istotny dla jego argumentacji fakt: Janda prowadzi prywatne teatry, które korzystały z publicznych pieniędzy, a jednocześnie w swoich wypowiedziach krytycznie odnosiła się do części społeczeństwa korzystającej z państwowych świadczeń.

Przywołuje również jej wypowiedź po zwycięstwie Prawa i Sprawiedliwości, kiedy wyborców tej partii określała jako ludzi zmanipulowanych albo takich, którzy chcieli się zemścić.

Jeszcze ostrzej autor opisuje grafikę udostępnioną przez Jandę w 2019 roku, dotyczącą programu 500+. Według Śpiewaka zestawiała ona koszt jednego głosu oddanego na PiS z ceną płatnego seksu, sugerując, iż część wyborców sprzedała swoje poparcie za świadczenie.

Śpiewak zestawia to z faktem, iż teatry Jandy były jednocześnie beneficjentami publicznego finansowania. Najmocniejszy fragment dotyczący aktorki pochodzi jednak z okresu pandemii.

Przełom 2020 i 2021 roku był czasem, gdy pierwsze dawki szczepionek przeciw COVID-19 były bardzo ograniczone, a szczepienia rozpoczęto od pracowników medycznych znajdujących się na pierwszej linii walki z epidemią.

Wtedy na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym poza kolejnością zaszczepiono grupę znanych osób. Wśród nich znalazła się Krystyna Janda. Śpiewak wymienia obok niej Leszka Millera, Edwarda Miszczaka i Zbigniewa Grycana.

Nie ogranicza się jednak do samego faktu zaszczepienia osób spoza pierwszej grupy. Dla autora znacznie ważniejsza jest późniejsza reakcja części środowiska publicznego. Śpiewak przypomina, iż zamiast jednoznacznego przyznania, iż doszło do złamania obowiązujących zasad, pojawiła się narracja o rzekomej akcji promocyjnej szczepień. Sama Janda określała się wówczas jako „królik doświadczalny”.

Autor wymienia również osoby, które wystąpiły w obronie celebrytów. Redaktor naczelny „Newsweeka” Tomasz Lis określił krytykę jako „prowokację”. Reporter Mariusz Szczygieł mówił o „bolszewizmie w czystej postaci”. Reżyser Andrzej Saramonowicz porównywał krytyczne publikacje do hitlerowskich gadzinówek. Z kolei prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak stwierdził, iż naród powinien dbać o swoje elity i zadeklarował, iż sam zaszczepiłby artystów w pierwszej kolejności.

Dla Śpiewaka właśnie ta reakcja jest ważniejsza od samego incydentu. Jego zdaniem ujawniła ona przekonanie części elit, iż ich znaczenie społeczne daje im szczególny status. Podsumowuje to słowami:

Afera po raz kolejny udowodniła, iż polskie elity w głębi duszy traktują siebie jako wyjątkowe dobro narodowe, któremu z racji wysokiego statusu społecznego przysługują zupełnie inne prawa oraz bezkarność.

To jeden z najbardziej kontrowersyjnych fragmentów eseju. Śpiewak nie przedstawia afery szczepionkowej jako jednorazowego wybryku kilku znanych osób. Widzi w niej ilustrację szerszej mentalności: przekonania, iż ludzie należący do określonej warstwy społecznej powinni być traktowani inaczej niż reszta obywateli.

Podobny mechanizm dostrzega w dyskusji o programie 500+. Przypomina krytykę świadczenia ze strony części liberalnych elit. Wymienia ekonomistę Piotra Kuczyńskiego, profesor etyki Magdalenę Środę, polityka PSL Janusza Piechocińskiego oraz aktora Jerzego Stuhra.

Środa ostrzegała przed przepijaniem pieniędzy i patologiami związanymi z pobieraniem świadczeń. Piechociński mówił, iż wyborcy dali się kupić za równowartość 266 puszek piwa. Stuhr pisał natomiast o „pijanym Polaku” jako symbolu Polski korzystającej z 500+.

Śpiewak przypomina te wypowiedzi i zestawia je z późniejszym skazaniem Stuhra za prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu. To kolejny przykład, który ma pokazać mechanizm moralizowania innych przy jednoczesnym ignorowaniu własnych zachowań.

Autor przenosi tę samą logikę na świat gospodarki.

Wskazuje Sławomira Dudka, który jako główny ekonomista Pracodawców RP w czasie pandemii apelował o szeroką pomoc dla przedsiębiorstw, a później krytykował świadczenia kierowane do emerytów.

Autor przedstawia to jako przykład podwójnego standardu: państwowe pieniądze dla biznesu są przedstawiane jako konieczna pomoc gospodarcza, natomiast pieniądze dla słabszych grup społecznych jako „rozdawnictwo”.

Następny rozdział dotyczy rynku pracy. Tu pada kolejne mocne zdanie:

Polska kołtuneria biznesowa wciąż podświadomie oczekuje od pracownika postawy pokornego pańszczyźnianego chłopa.

Śpiewak wymienia Janusza Palikota, Grażynę Kulczyk, Omenę Mensah, Rafała Brzoskę oraz profesora Marcina Matczaka. Przytacza ich wypowiedzi dotyczące dyspozycyjności pracowników, pracy po godzinach i oczekiwania, iż życie zawodowe powinno mieć pierwszeństwo przed prywatnym.

Szczególnie mocno autor rozprawia się z Palikotem, który przez lata budował obraz przedsiębiorcy, intelektualisty i mecenasa sztuki. Śpiewak zestawia ten wizerunek z zarzutami dotyczącymi jego działalności gospodarczej i sytuacją byłych pracowników oraz kontrahentów.

Później ostrze eseju kieruje się w stronę prawicy. Wskazuje Przemysława Czarnka jako przykład prawicowego kołtuna. Przywołuje jego krytykę odnawialnych źródeł energii, a następnie sprawę instalacji fotowoltaicznej znajdującej się na dachu domu polityka i sfinansowanej z unijnego programu.

W ocenie Śpiewaka jest to modelowy przykład rozdźwięku pomiędzy publiczną deklaracją a prywatnym korzystaniem z rozwiązania, które deklaratywnie jest przez daną osobę odrzucane.

Podobną podwójność autor dostrzega w kwestiach obyczajowych. Pisze o politykach prawicy, którzy publicznie bronią tradycyjnej rodziny i moralności, a prywatnie przechodzą przez rozwody, romanse czy inne sytuacje pozostające w sprzeczności z ich publicznym przekazem.

W tym kontekście przywołuje Jacka Kurskiego, jego wcześniejsze małżeństwo, kościelną procedurę stwierdzenia nieważności małżeństwa oraz późniejszy ślub w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach.

Śpiewak nie zostawia również lewicy. Pisze o Robercie Biedroniu i Krzysztofie Śmiszku, zestawiając ich deklaracje, iż „mieszkanie jest prawem, nie towarem”, z posiadaniem przez nich wielu nieruchomości.

Przywołuje również Joannę Scheuring-Wielgus i sprawę oddania przez nią dwóch psów do schroniska, a następnie zorganizowania konferencji dotyczącej ochrony zwierząt przed fajerwerkami właśnie przed bramą tego schroniska.

W ten sposób autor zamyka polityczne koło. Kołtun może być liberalny, prawicowy albo lewicowy. Może mieć różne poglądy i różne symbole, ale według Śpiewaka łączy go podobny stosunek do własnych przywilejów.

W końcowej części eseju autor wychodzi już poza konkretne nazwiska. Twierdzi, iż po 1989 roku nastąpiła zmiana społecznego paradygmatu. Moralność zaczęła ustępować miejsca chłodnej kalkulacji zysków i strat. Śpiewak przywołuje słynną formułę z filmu „Wall Street”: „Chciwość jest dobra”. W jego ocenie współczesny system gospodarczy premiuje nie tyle przyzwoitość, ile skuteczność. o ile ktoś osiąga sukces finansowy, sposób jego osiągnięcia zaczyna schodzić na dalszy plan.

To prowadzi autora do zasadniczej konkluzji. Tradycyjny kołtun potrzebował maski. Musiał ukrywać własne brudy, bo zależało mu na reputacji. Współczesny kołtun coraz częściej nie potrzebuje już tej maski. Śpiewak pisze:

Nie ma już wstydu. Nie można się skompromitować. Skandal jest drogą do szybkiego pomnożenia kapitału: społecznego i finansowego.

A następnie formułuje jeszcze ostrzejszą diagnozę:

W neoliberalizmie tradycyjny kołtun ustępuje miejsca postaci psychopaty-narcyza, który nigdy nie czuje wstydu, nigdy nie przeprasza i karmi się publiczną atencją.

Jego nowym kodeksem mają być trzy zasady Roya Cohna, wieloletniego patrona kariery Donalda Trumpa:

Zawsze atakuj, wszystkiemu zaprzeczaj i bez względu na fakty ogłaszaj zwycięstwo.

Śpiewak kończy pytaniem, czy współczesna kultura będzie jeszcze w stanie stworzyć postać równie bezlitosnej krytyki społecznej jak Dulska czy klasyczny filister. Na razie – jego zdaniem – pozostajemy wobec nowego typu kołtunerii bezbronni.

I pada ostatnie zdanie:

Rachunek za brak choćby pozorów moralności w życiu publicznym będzie wyjątkowo słony.

Esej Jana Śpiewaka jest tekstem publicystycznym, a nie socjologicznym opracowaniem wolnym od ocen. Autor świadomie używa mocnego języka, dobiera przykłady i nazwiska tak, aby zbudować możliwie ostrą diagnozę. Ale właśnie dlatego warto go przeczytać. Bo jego najważniejsza teza nie dotyczy wcale tego, czy ktoś jest liberalny, prawicowy czy lewicowy.

Dotyczy przekonania, iż wykształcenie, pieniądze, popularność, artystyczny dorobek, polityczne wpływy czy przynależność do kulturalnych elit nie są same w sobie dowodem moralnej wyższości.

Kołtun może zmienić ubranie i wszystkie przedmioty z otoczenia na lepsze, droższe. Nie musi jednak zmienić sposobu myślenia.

W interpretacji Śpiewaka właśnie to jest najważniejsze: współczesny polski kołtun może wyglądać jak człowiek sukcesu, mówić językiem kultury i nowoczesności, a mimo to zachowywać tę samą zasadę, którą Zapolska zamknęła w słowach o czterech ścianach i suficie.

Tyle iż dzisiaj tych czterech ścian często już nie potrzebuje.

→ M. Baryła

22.08.2026

• zdjęcie tytułowe: aktorka i reżyserka Krystyna Janda, bohaterka tekstu Jana Śpiewaka, foto: Mariusz Baryła / Gazeta Trybunalska

Idź do oryginalnego materiału