Różne źródła historyczne podają, iż pierwszą i jedyną miłością Dantego Alighieriego była Beatrycze, choć spotkał ją w życiu zaledwie kilka razy. Piękność w karmazynowej sukni na tyle zawróciła mu w głowie, iż to właśnie nią uczynił przewodniczką po niebiańskiej krainie w "Boskiej komedii". O swojej żonie, Gemmie, nigdy nie napisał ani słowa. W "Ręką Dantego", adaptacji metafikcyjnej powieści Nicka Toschesa z 2002 roku, Julian Schnabel stara się napisać ich historię małżeńską na nowo. W dwuipółgodzinnym metrażu reżyser tworzy paralele między współczesnością a średniowieczem, miesza estetyki i gatunki, łączy kino gangsterskie z (a)historycznym thrillerem pokroju "Kodu da Vinci". Wszystko po to, by powiedzieć, iż nie wierzy w boską interwencję, a to, co najważniejsze, niewidoczne jest dla oczu. Krótko mówiąc: Schnabel zrobił swoje własne "Megalopolis" i całkowicie stracił przy tym głowę.
Czego warto uczyć się dziś od jednego z najsłynniejszych poetów wszech czasów? Może tego, iż piękno bywa daremne, a człowiek zaczyna żyć, dopiero wtedy, gdy akceptuje, iż jest panem swojego losu? W "Ręką Dantego" trudno ocenić, co jest relacją historyczną, co imaginacją pisarza, a co żartem reżysera. Najpierw widzimy Dantego (Oscar Isaac) pośrodku morskiego bezkresu, wspinającego się po schodach Wyspy Potępionych. Później Nicka Toschesa (również Oscar Isaac) w 1998 roku, który cytując Faulknera mówi, iż prędzej pozwoliłby stajennemu przelecieć własną żonę niż dać komuś do zredagowania swój tekst. Trzecim mężczyzną z kompleksem Boga w tej historii jest Louie Brunellesches (Gerard Butler) – cyniczny tarantinowski gangster, który ma w zwyczaju poniżać swoje ofiary przed odstrzałem, a po wykonaniu brudnej roboty kraść im bieliznę na pamiątkę.
Co więc średniowieczny artysta ma wspólnego z ekstrawertycznym nowelistą i nowojorskim bandziorem z XXI wieku? Zacznijmy od tego, iż Nick Tosches z filmu to Nick Tosches z książki, którego prawdziwy Nick Tosches uczynił bohaterem szalonej autofikcji. W filmie Amerykanina pisarz staje się bohaterem pewnej przestępczej intrygi, a jej fabularnym MacGuffinem pierwszy, manualnie napisany przez Dantego manuskrypt "Boskiej komedii". Na zlecenie mafijnego bossa Joe Blacka (John Malkovich) Nick i Louie podróżują do Rawenny, by zdobyć, a później zweryfikować cenny artefakt. W scenariuszu napisanym przez Schnabela i Louise Kugelberg łatwiutko się pogubić – dlatego całe szczęście, iż twórcy malują XIII wiek w nasyconych barwach, a współczesność w głębokiej czerni i bieli. W trakcie szalonej i trzymającej w napięciu przygody nietrudno zorientować się, iż Tosches to żywa reinkarnacja samego Dantego: twórca mający obsesję na punkcie tworzenia, mężczyzna unikający miłości i poeta szukający poezji tam, gdzie nie do końca powinien.
"Ręką Dantego" angażuje jako krwawy akcyjniak, intryguje jako quasi biografia włoskiego artysty – ale tylko do momentu, gdy kolejne ekscentryczne pomysły castingowe i scenariuszowe reżysera-malarza nie zaczynają przykrywać tych wcześniejszych. Im dalej w las, tym więcej drzew, a także dłużyzn, pourywanych wątków i nowych postaci. Duchowa podróż Dantego nieoczekiwanie urywa się, a wątek kryminalny zamienia się w kampową farsę, którą trudno brać na poważnie. Schnabel obsesyjnie skupia się na szczegółach: włoskim klimacie zaklętym w impresyjnych kadrach, monumentalnych lokacjach i dobranych z uważnością aktorach. A tych jest tutaj zaskakująco dużo: Martin Scorsese gra posiwiałego mistrza Dantego; Jason Momoa pojawia się jako karykatura włoskiego zbira; Al Pacino wciela się w łebskiego wuja z garścią złotych porad; Sabrina Impacciatore udaje romantyczną bibliotekarkę, Benjamin Clementine personifikuje diabła, a Gal Gadot reprezentuje dwie najważniejsze kobiece bohaterki: Giuliettę – asystentkę Nicka oraz Gemmę, żonę Dantego.
Natłok hollywoodzkich osobistości, o dziwo, przynosi filmowi sporo humoru oraz intertekstualnej zabawy, choć seans na Netfliksie może tego w pełni nie oddawać. Wierzcie lub nie, ale wspólne wyśmiewanie się z błyskotliwego cameo Scorsesego czy bezlitośnie tandetnej gry aktorskiej Gadot w wypchanej po brzegi sali kinowej na festiwalu w Wenecji nie może równać się z domowym odbiorem tego jakże eklektycznego dzieła. Nienajkrótszy metraż "Ręką Dantego" to bowiem jeden z wielu testów, które widz musi przejść, by odczytać w pełni intencje filmowca. A te, nie są wcale takie jasne. Z jednej strony Schnabel zastanawia się nad utowarowieniem sztuki i ostrzących sobie na nią zęby umoczonych kapitalistach. Z drugiej, piętnuje figurę artysty za jego obsesyjne poszukiwania piękna.
Dante tak bardzo idealizował zmarłą za młodu Beatrycze, iż zapomniał przy tym o własnej żonie, która przecież niemało dla niego wycierpiała. Nick był tak zafiksowany na punkcie "Boskiej komedii", iż nieomal stracił z oczu Giuliettę, prawdziwą miłość jego życia. Schnabel miał tak wielkie ambicje, iż jego bogata wyobraźnia przyćmiła mu pamięć o widzach i granicach ich cierpliwości. Najnowszemu filmowi autora "Van Gogh. U bram wieczności" i "Basquiat – Taniec ze śmiercią" trudno odmówić jednak rozmachu i wrażliwości rodem z arthouse’owego widowiska. W hollywoodzkich obrazach mało kto ma dziś czas i pieniądze na poszukiwanie sensu życia poprzez sztukę, poezję czy filozofię. Warto docenić więc starania Amerykanina, który mitologizuje Dantego i pracę artysty, choć wie, iż jego dzieło również podlega bezlitosnym prawom rynku. "Ręką Dantego" przypomina opus magnum innych wielkich reżyserów: "Bardo" Iñárritu czy "Megalopolis" Coppoli i może dlatego istnieje szansa, iż będziemy wspominać ten film jeszcze długo po wszystkich Dantech, Toschesach i Schnabelach razem wziętych.
Czego warto uczyć się dziś od jednego z najsłynniejszych poetów wszech czasów? Może tego, iż piękno bywa daremne, a człowiek zaczyna żyć, dopiero wtedy, gdy akceptuje, iż jest panem swojego losu? W "Ręką Dantego" trudno ocenić, co jest relacją historyczną, co imaginacją pisarza, a co żartem reżysera. Najpierw widzimy Dantego (Oscar Isaac) pośrodku morskiego bezkresu, wspinającego się po schodach Wyspy Potępionych. Później Nicka Toschesa (również Oscar Isaac) w 1998 roku, który cytując Faulknera mówi, iż prędzej pozwoliłby stajennemu przelecieć własną żonę niż dać komuś do zredagowania swój tekst. Trzecim mężczyzną z kompleksem Boga w tej historii jest Louie Brunellesches (Gerard Butler) – cyniczny tarantinowski gangster, który ma w zwyczaju poniżać swoje ofiary przed odstrzałem, a po wykonaniu brudnej roboty kraść im bieliznę na pamiątkę.
Co więc średniowieczny artysta ma wspólnego z ekstrawertycznym nowelistą i nowojorskim bandziorem z XXI wieku? Zacznijmy od tego, iż Nick Tosches z filmu to Nick Tosches z książki, którego prawdziwy Nick Tosches uczynił bohaterem szalonej autofikcji. W filmie Amerykanina pisarz staje się bohaterem pewnej przestępczej intrygi, a jej fabularnym MacGuffinem pierwszy, manualnie napisany przez Dantego manuskrypt "Boskiej komedii". Na zlecenie mafijnego bossa Joe Blacka (John Malkovich) Nick i Louie podróżują do Rawenny, by zdobyć, a później zweryfikować cenny artefakt. W scenariuszu napisanym przez Schnabela i Louise Kugelberg łatwiutko się pogubić – dlatego całe szczęście, iż twórcy malują XIII wiek w nasyconych barwach, a współczesność w głębokiej czerni i bieli. W trakcie szalonej i trzymającej w napięciu przygody nietrudno zorientować się, iż Tosches to żywa reinkarnacja samego Dantego: twórca mający obsesję na punkcie tworzenia, mężczyzna unikający miłości i poeta szukający poezji tam, gdzie nie do końca powinien.
"Ręką Dantego" angażuje jako krwawy akcyjniak, intryguje jako quasi biografia włoskiego artysty – ale tylko do momentu, gdy kolejne ekscentryczne pomysły castingowe i scenariuszowe reżysera-malarza nie zaczynają przykrywać tych wcześniejszych. Im dalej w las, tym więcej drzew, a także dłużyzn, pourywanych wątków i nowych postaci. Duchowa podróż Dantego nieoczekiwanie urywa się, a wątek kryminalny zamienia się w kampową farsę, którą trudno brać na poważnie. Schnabel obsesyjnie skupia się na szczegółach: włoskim klimacie zaklętym w impresyjnych kadrach, monumentalnych lokacjach i dobranych z uważnością aktorach. A tych jest tutaj zaskakująco dużo: Martin Scorsese gra posiwiałego mistrza Dantego; Jason Momoa pojawia się jako karykatura włoskiego zbira; Al Pacino wciela się w łebskiego wuja z garścią złotych porad; Sabrina Impacciatore udaje romantyczną bibliotekarkę, Benjamin Clementine personifikuje diabła, a Gal Gadot reprezentuje dwie najważniejsze kobiece bohaterki: Giuliettę – asystentkę Nicka oraz Gemmę, żonę Dantego.
Natłok hollywoodzkich osobistości, o dziwo, przynosi filmowi sporo humoru oraz intertekstualnej zabawy, choć seans na Netfliksie może tego w pełni nie oddawać. Wierzcie lub nie, ale wspólne wyśmiewanie się z błyskotliwego cameo Scorsesego czy bezlitośnie tandetnej gry aktorskiej Gadot w wypchanej po brzegi sali kinowej na festiwalu w Wenecji nie może równać się z domowym odbiorem tego jakże eklektycznego dzieła. Nienajkrótszy metraż "Ręką Dantego" to bowiem jeden z wielu testów, które widz musi przejść, by odczytać w pełni intencje filmowca. A te, nie są wcale takie jasne. Z jednej strony Schnabel zastanawia się nad utowarowieniem sztuki i ostrzących sobie na nią zęby umoczonych kapitalistach. Z drugiej, piętnuje figurę artysty za jego obsesyjne poszukiwania piękna.
Dante tak bardzo idealizował zmarłą za młodu Beatrycze, iż zapomniał przy tym o własnej żonie, która przecież niemało dla niego wycierpiała. Nick był tak zafiksowany na punkcie "Boskiej komedii", iż nieomal stracił z oczu Giuliettę, prawdziwą miłość jego życia. Schnabel miał tak wielkie ambicje, iż jego bogata wyobraźnia przyćmiła mu pamięć o widzach i granicach ich cierpliwości. Najnowszemu filmowi autora "Van Gogh. U bram wieczności" i "Basquiat – Taniec ze śmiercią" trudno odmówić jednak rozmachu i wrażliwości rodem z arthouse’owego widowiska. W hollywoodzkich obrazach mało kto ma dziś czas i pieniądze na poszukiwanie sensu życia poprzez sztukę, poezję czy filozofię. Warto docenić więc starania Amerykanina, który mitologizuje Dantego i pracę artysty, choć wie, iż jego dzieło również podlega bezlitosnym prawom rynku. "Ręką Dantego" przypomina opus magnum innych wielkich reżyserów: "Bardo" Iñárritu czy "Megalopolis" Coppoli i może dlatego istnieje szansa, iż będziemy wspominać ten film jeszcze długo po wszystkich Dantech, Toschesach i Schnabelach razem wziętych.









![Samobój w dogrywce uratował Argentynę! Tak padła decydująca bramka [WIDEO]](https://i.wpimg.pl/1280x/sf-administracja.wpcdn.pl/storage2/featured_original/6a48682bd0c252_86810807.jpeg)






