Kochanka mojego męża Mila siedziała w samochodzie i patrzyła na ekran nawigacji. Wszystko się zgadz…

twojacena.pl 10 godzin temu

Słuchaj, muszę ci opowiedzieć, co się u mnie ostatnio wydarzyło czuję się, jakbym grała główną rolę w jakimś absurdalnym filmie. Siedziałam w swoim aucie, zaparkowanym gdzieś na Pradze, gapisz się w ten głupi ekran nawigacji i myślę: No, Anka, jesteś już na miejscu. Teraz tylko zebrać się w sobie i zrobić to, co zaplanowałaś. Wyciągnęłam głęboki wdech, wyłączyłam silnik i wysiadłam, lekko trzęsącą się ręką zamykając drzwi. Poszłam kawałek, może z pięćdziesiąt metrów, zatrzymałam się pod szyldem kawiarni Raj Kawowy. Pomyślałam sobie: O, ironia losu, co za nawiasem mówiąc nazwa raj!.

Właściwie najchętniej wsiadłabym z powrotem do auta i uciekła gdzie pieprz rośnie. Ale wiedziałam nie po to tu jechałam przez pół Warszawy, żeby się teraz wycofać. Przyszłam tu z konkretnym zamiarem. Otworzyłam więc drzwi kawiarni i weszłam do środka, od razu czując dziwną mieszankę zapachu kawy i nerwów buzujących mi w żyłach. Zaraz miałam zobaczyć JĄ tę inną, kochankę swojego męża. Zdradę i ruinę mojego gniazda.

Co adekwatnie o niej wiedziałam? Nic szczególnego. Tylko tyle, iż mój mąż, Tomek, nazywa ją Kociakiem (typowe, nie?) i iż pracuje tu jako kelnerka. Usiadłam przy stoliku przy oknie i czekałam, aż podejdzie, by się mnie zapytać o zamówienie. I nagle zobaczyłam to ona! Poznałam ją od razu ze zdjęcia. Idzie w moją stronę, a kilka sekund zamieniło się dla mnie w całą wieczność, pełną kotłujących się myśli.

Dzień dobry! przywitała się kelnerka, a ja odruchowo zerknęłam na jej plakietkę. Kasia. No tak, wielka filozofia, nazwać ją Kociakiem, mając Kasię. A ona, nie mając pojęcia, jaki mam stosunek do niej, spytała uprzejmie:
Przynieść pani kartę? Jak będzie pani gotowa, to proszę dać znać!

Uśmiechnęłam się do niej jak mogłam najserdeczniej, ale w duchu czułam, jakbym patrzyła przez mikroskop na wirusa. Jak ja się tutaj znalazłam, twarzą w twarz z kochanką męża? Powiem ci, to dłuższa historia

Od dziesięciu lat byłam żoną Tomka. Szczęśliwą? Tak mi się kiedyś wydawało! Córka, Zuzia, lat osiem, jest jego oczkiem w głowie. Rozpuszcza ją, kupuje lalki na kilogramy, a ja tylko przewracam oczami. Czasem mam wrażenie, iż Zuza bardziej go kocha niż mnie, ale cóż dla dziewczynki więź z ojcem to podstawa.

Staram się zawsze z nim rozmawiać, jeżeli coś jest nie tak, więc raczej nie mieliśmy wielkich awantur czy dramatów. Żyjemy sobie jak przeciętna polska rodzina: mieszkanie na kredyt, skoda w leasingu, mały domek letniskowy w okolicach Serocka. Niby sielsko-anielsko.

Aż tu nagle BUM! Romans. Wyszło na jaw totalnym przypadkiem. Kilka dni temu Tomek był pod prysznicem, zadzwonił jego telefon. Woła do mnie:
Anka, odbierz, pewnie tata, miał zadzwonić!

Ja nigdy wcześniej nie odbierałam jego telefonów, ale skoro sam poprosił, to poszłam. I nagle patrzę a tam dzwoni nie Tata, tylko Kociak. Wyswietla się zdjęcie: młoda dziewczyna przytulona do mojego męża! Myślisz, iż cię zemdli! Stałam jak wryta, nie wiedząc czy odebrać, czy rzucić telefon o ścianę. Po chwili połączenie się rozłączyło.

I wtedy jeszcze przyszła wiadomość. Zerkam a tam: Tomciu, w przyszłym tygodniu mam 2/2 od poniedziałku. Wpadnij do Raja Kawowego pod koniec zmiany, chcę cię poczęstować kawą. Tęsknię. Potem jeszcze serduszka i buźki. Automat miałam wrażenie, iż sam odskoczył mi od ręki!

Sztywniejąc ze złości, wyszłam niby do apteki przynajmniej tak powiedziałam Tomkowi, iż mnie boli głowa i muszę po coś wyskoczyć. Prawda jest taka, iż usiadłam na ławce obok bloku i próbowałam ogarnąć, co zrobić dalej. Przebiegłam w myślach całą naszą rodzinę, ale nie mogłam znaleźć miejsca, w którym coś się posypało. Ale wiedziałam jedno: nie zamierzam udawać, iż nic się nie stało. Ale z drugiej strony nie chcę też robić w domu histerii. Pierwszy odruch podejść i zapytać o Kociaka wprost, ale musiałabym tłumaczyć, czemu zaglądałam mu do telefonu.

I wtedy przypomniałam sobie, iż przecież wiem, gdzie ta Kasia pracuje. Wiem nawet, jak wygląda! Może pojadę, zobaczę ją na żywo, może pogadam?

Przez kilka następnych dni byłam wrakiem nie spałam, nie jadłam, grałam matkę i żonę roku, ale Zuzia i Tomek wyczuwali, iż coś jest nie tak. Córka tuliła się, Tomek patrzył podejrzliwie. W końcu powiedziałam sobie: dość. Jadę. Muszę ją zobaczyć, bo oszaleję.

***
Poproszę latte i coś słodkiego. Co polecasz? rzuciłam do Kasi.
Polecam miodownik, jest naprawdę fajny odpowiedziała.

Kiedy przyniosła zamówienie, prawie nie tknęłam ciasta. Kawa taka sobie, miodownik normalny jak to miodownik. I cisza. Prawie nie było ludzi. Tak czekałam i wiedziałam, iż zaraz podejdzie.

Nie smakuje pani deser? Może przynieść coś innego?
Nie, nie, to nie o deser chodzi. Po prostu brak mi dziś apetytu. Za dużo myśli w głowie.
Rozumiem. Przepraszam, nie chcę przeszkadzać
Kasia, nie przeszkadzasz. Właśnie się zastanawiam, co z tym wszystkim zrobić. Zjeść deser czy pozwać męża o rozwód? Co byś zrobiła na moim miejscu? spojrzałam jej prosto w oczy.

Widziałam, iż się przestraszyła musiałam brzmieć jak wariatka.
Nigdy nie musiałam o takich rzeczach decydować
A gdybyś musiała? Wyobraź sobie, iż dowiadujesz się, iż twój mąż cię zdradza

Milczała tylko, więc zmieniłam temat:
Pracujesz tu długo?
Od około roku.
Studiujesz?
Tak. Na Uniwersytecie Artystycznym. Wydział kreatywny.

Trochę ją przemaglowałam, ale nagle mnie naszło po co mi to? Zobaczyłam ją, pogadałam I co mam teraz, rzucić jej się do gardła albo oblać kawą? Czy od tego mi ulży? Wcale! Zmęczonym głosem poprosiłam o rachunek, a kiedy wróciła, już mnie nie było zostawiłam pieniądze i solidny napiwek na stole.

Kasia wyjrzała przez okno i chyba jej choćby mnie żal było.

***
W tej kawiarni jednak podjęłam decyzję. Zorganizuję naszą dziesiątą rocznicę ślubu tak, jak planowaliśmy. Zuza czeka na tę uroczystość już od dawna, przygotowała choćby plakat i liczy na tort. Tak być musi a po tym dniu porozmawiam z Tomkiem szczerze.

I przyszedł ten dzień. Idziemy całą trójką do naszej ulubionej knajpy w Śródmieściu. Dziesięć lat razem niby blaszane czy drewniane gody, ale dla mnie czułam, jakby ze szkła zaraz się rozpadnie, a ja udaję, iż jest okej, śmiałam się w myślach gorzko. Już kończyliśmy kolację, gdy Tomek puszcza oczko do Zuzy i mówi: No, przecież nie ma rocznicy bez tortu!.

Zuzia podskakuje:
Chcę największy kawałek!

No i kelner niesie tort. Spokojnie patrzę, a tu nagle niesie go ONA. Kasia. Tak, tej Kasi-Kociak, o której myślałam tyle nieprzyjemnych rzeczy. Sama osobiście. Tomek się do niej serdecznie uśmiecha i mówi mi:
Z okazji rocznicy, kochanie! Ten tort jest specjalnie dla Ciebie.

Potem jeszcze animator podchodzi i zabiera Zuzę do zabawy więc zostajemy sami.

Nie mogłam wydusić słowa. Wtedy Tomek stwierdza:
Wiedziałem, iż już się znacie z Kasią.

Kasia kiwnęła głową, a Tomek ciągnie dalej:
Wiesz, kochanie, chciałem, żeby nasze małżeństwo przeszło próbę. Skorzystałem z usług agencji specjalizującej się w takich przygodach. Czyli: scenariusz, aktorka, wszystko na pokaz. Żadnego romansu. Po prostu żart. Jesteś taka spokojna i opanowana, chciałem zobaczyć, czy czasem nie brakuje nam no wiesz, tej odrobiny pikanterii. No i, muszę przyznać, jestem pod wrażeniem, jak spokojnie się zachowywałaś!

A ja patrzyłam na niego i na Kasię, nie wierząc w to, co słyszę.

Kasia z kolei mówi:
Studiuję aktorstwo. W kawiarni dorabiam. W agencji statystuję. Pani się zachowała wyjątkowo dawała mi pani radę, a niektórzy rzucali we mnie ciastem albo wyzywali przy wszystkich. Pani dała napiwek

Nie mogłam uwierzyć, iż to wszystko był tylko żart. Moje emocje puściły. W końcu wzięłam tort i wymalowałam nim całą twarz Tomka.
Proszę, Tomek, oto twoja pikanteria i wisienka na torcie!

On wyciera twarz z kremu i nie wierzy własnym oczom.
Zwariowałaś?!

A ja, już spokojniejszym głosem:
Nie, kochanie, po prostu trochę ożywiłam nam związek! Wstałam i wyszłam.

On jeszcze pobiegł za mną, iż przecież mnie nie zdradził!
Zatrzymałam się, odwróciłam i mówię:
Lepiej byś zdradził!

Podeszłam do Zuzi, wzięłam ją za rękę i wyszłyśmy razem. Na dworze było już rześko, a ja nagle się roześmiałam. Zuza pyta:
Mama, co cię teraz tak rozbawiło?

Oj, córcia, przypomniał mi się kawał. Ale wiesz co, najpierw musimy pogadać serio. Przez jakiś czas będziemy mieszkać osobno od taty
Na zawsze?
Nie wiem, kochanie. Czas pokaże. Jesteś ze mną?
Tak, mamo.

No i tak szłyśmy w stronę zachodzącego słońca, obie trochę zmęczone, trochę wolne.

Idź do oryginalnego materiału