Pamiątki po ruchach rewolucyjnych lądują sobie miękko na mieszczańskich półkach i nikt nie ma o to żadnych pretensji. Po co wznawiać dzisiaj klasyczną rozprawkę słynnego francuskiego pisarza, filmowca, członka artystowskiej międzynarodówki sytuacjonistycznej? Najkrótsza odpowiedź brzmiałaby pewnie: bo można. Wydane pierwotnie w przededniu rewolty maja 1968 roku Społeczeństwo spektaklu narobiło w swoim czasie trochę intelektualnego dymu. Dziełko to dobrze wyrażało bowiem poczucie pokoleniowego i historycznego przesilenia, jakie dało się odczuć w niektórych segmentach zachodnich społeczeństw w związku z nowym cyklem kapitalistycznej akumulacji. W swoim barwnym, aforystycznym eseju Debord wysunął epokową tezę: „Spektakl to kapitał, który osiągnął taki stopień akumulacji, iż stał się obrazem”. Pomyśl o tym przez chwilę. Opisując ewolucję kapitalizmu i nową formę spektakularnej władzy, jaką po wojnie roztoczył on nad planetą, ekscentryczny Francuz naraz wpisał się w długą Marksistowską tradycję krytyczną i stał się jej ponowoczesnym prekursorem. A przynajmniej jednym z takich prekursorów.
Wznowienie Społeczeństwa spektaklu po 60 latach od pierwszego wydania skłania tymczasem do refleksji: co w 2026 roku zostaje z tej przenikliwej myśli? Czy książka ta wciąż podsuwa nam interesujące tropy do myślenia o współczesności? A może jest tylko fikuśnym, dziaderskim dokumentem czasów minionych, z którego kilka dla nas wynika? Z pewnością warto sięgnąć do tej poczciwej lektury – rozważania rozpisane na niedługie paragrafy będą wdzięczyć się w komunikacji miejskiej albo dowolnej poczekalni.
Guy Debord, Społeczeństwo spektaklu oraz Rozważania o społeczeństwie spektaklu
tłumaczenie: Mateusz Kwaterko
PIW, Warszawa 2026
Książkę kupisz w Bęc Księgarni w Warszawie i na www.sklep.beczmiana.pl




