ULLI LUST: – Tak. Zdecydowałam się na to, żeby nie oddawać swojej pracy algorytmom. To był radykalny ruch, zwłaszcza iż przez wiele lat każdy mógł oglądać moje rysunki i czytać fragmenty komiksów, jednak teraz potrzebowałam resetu. Może powinnam zrobić nowy projekt, ale uznałam, iż ukazało się już wystarczająco dużo moich książek, nie potrzebuję promocji aż tak bardzo, więc mogę trochę odpuścić internet. A i tak wystarczy przecież poszukać, żeby znaleźć w sieci moje prace.
Gest radykalny, ale wymowny. Choć prawdopodobnie skazany na klęskę, bo dawno wszyscy sprzedaliśmy się algorytmom.
Niestety tak, jednak wydaje mi się, iż takie działania są potrzebne. Gdy Donald Trump wygrał po raz drugi wybory prezydenckie i zobaczyłam w telewizji stojące za nim marionetki z Doliny Krzemowej, chciałam porzucić media społecznościowe, ale gwałtownie przekonałam się, iż bardzo trudno dziś działać choćby bez Instagrama. Bo to nie tylko uzależniający serwis, ale także sposób na utrzymanie kontaktu z fanami, wydawcami, dziennikarzami.
W czasach, gdy modele AI karmią się twórczością kradzioną artystom, pani nowa książka „Kobieta jako człowiek. U zarania dziejów” przypomina m.in., jak istotną rolę odgrywa sztuka tworzona przez ludzi. Dzięki artefaktom sprzed kilkunastu tysięcy lat jesteśmy w stanie choćby częściowo odtwarzać nie tylko warunki, w jakich żyło się w epoce lodowcowej, ale również relacje i stosunki społeczne.
Sama historia badań sztuki prehistorycznej jest fascynującą dziedziną.









