Planując zakup nowego telefonu, laptopa czy telewizora Smart TV na początku 2026 roku, wielu konsumentów może przecierać oczy ze zdumienia, patrząc na zaktualizowane cenniki. Od 1 stycznia wchodzą w życie znowelizowane przepisy dotyczące tzw. opłaty reprograficznej, potocznie nazywanej „podatkiem od telefona”. Po latach burzliwych debat, protestów producentów sprzętu i apeli środowisk twórczych, lista urządzeń objętych obowiązkową daniną na rzecz artystów została znacząco rozszerzona. Ile dokładnie doliczą nam sklepy do ceny flagowego modelu telefona? Czy streaming muzyki i filmów nie powinien zwalniać nas z tego obowiązku? Sprawdzamy, jak nowa opłata wpłynie na Twój portfel i dlaczego płacimy za „kopiowanie”, którego większość z nas już dawno nie robi.

Fot. Warszawa w Pigułce
Polska przez lata była jednym z ostatnich państw w Unii Europejskiej, w którym lista urządzeń objętych opłatą reprograficzną przypominała skansen. Przepisy pamiętające czasy magnetofonów kasetowych i odtwarzaczy wideo nie obejmowały nowoczesnych technologii, które zdominowały nasze życie. Artyści, reprezentowani przez Organizacje Zbiorowego Zarządzania (OZZ), takie jak ZAiKS, od dawna argumentowali, iż tracą miliony złotych z tytułu tzw. dozwolonego użytku prywatnego. W 2026 roku ich postulaty stały się prawem.
Mechanizm jest z pozoru prosty: producenci i importerzy sprzętu elektronicznego, który umożliwia kopiowanie i odtwarzanie utworów (muzyki, filmów, obrazów), muszą odprowadzić procent od ceny hurtowej urządzenia na rzecz twórców kultury. Teoretycznie opłata obciąża biznes, ale w praktyce ekonomia jest nieubłagana – koszt ten, powiększony o podatek VAT i marżę, został w całości przerzucony na klienta końcowego. Dziś, wchodząc do elektromarketu, widzimy już efekty tych zmian.
Czym jest opłata reprograficzna w 2026 roku?
Opłata reprograficzna nie jest podatkiem w ścisłym znaczeniu tego słowa (nie trafia do budżetu państwa, ale do organizacji zarządzających prawami autorskimi), ale dla konsumenta różnica ta jest czysto semantyczna – i tak musi zapłacić więcej. Jej idea wywodzi się z założenia, iż każdy z nas ma prawo legalnie skopiować kupioną płytę czy film na własny użytek (np. zgrać CD na telefon). Ponieważ twórca traci na tym potencjalny zarobek (bo nie kupiliśmy drugiej kopii), należy mu się zryczałtowana rekompensata doliczona do ceny urządzenia, które to kopiowanie umożliwia.
W 2026 roku definicja „czystego nośnika” została dostosowana do cyfrowej rzeczywistości. Opłatą objęto urządzenia posiadające wbudowaną pamięć masową lub sloty na karty pamięci, które pozwalają na przechowywanie treści multimedialnych. Na „czarnej liście” znalazły się więc nie tylko telefony i tablety, ale także laptopy, nowoczesne telewizory z funkcją nagrywania, dekodery, a choćby niektóre smartwatche z dużą pamięcią na muzykę.
Ile to kosztuje? Matematyka podwyżek
Wysokość opłaty została ustalona w drodze rozporządzenia Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego i waha się – w zależności od kategorii urządzenia – od 1% do choćby 4% ceny hurtowej sprzętu. Może się wydawać, iż to niewiele. „Co to jest 3 procent?” – zapyta sceptyk. Jednak przy cenach nowoczesnej elektroniki, kwoty te robią się znaczące.
Przeanalizujmy to na przykładzie flagowego telefona, który w cenie hurtowej netto kosztuje 4000 zł (na półce sklepowej znacznie więcej).
- Jeśli opłata wynosi 3%, importer musi dopłacić 120 zł.
- Do tych 120 zł doliczany jest podatek VAT (23%), co daje prawie 150 zł.
- Sklep dolicza swoją marżę od wyższej podstawy.
Finalnie, cena na półce może wzrosnąć o 180-200 złotych na jednym urządzeniu. W przypadku drogich laptopów czy telewizorów OLED, podwyżka może sięgnąć choćby kilkuset złotych. W segmencie budżetowym (telefony za 1000 zł) wzrost będzie mniej odczuwalny (rzędu 40-50 zł), ale dla osób liczących każdą złotówkę, wciąż bolesny.
Absurd ery streamingu. Płacimy podwójnie?
Wprowadzenie nowej opłaty reprograficznej w 2026 roku budzi ogromne kontrowersje społeczne, głównie ze względu na zmianę modelu konsumpcji kultury. Przeciwnicy opłaty (w tym izby gospodarcze reprezentujące producentów elektroniki) podnoszą argument, iż kopiowanie plików „na własny użytek” to relikt przeszłości.
Większość Polaków korzysta dziś z serwisów streamingowych takich jak Spotify, YouTube Music, Netflix czy Disney+. Płacimy za te usługi comiesięczny abonament. W ramach tego abonamentu twórcy otrzymują wynagrodzenie (choć o jego wysokości też realizowane są dyskusje). Skoro więc nie zgrywamy już plików MP3 na telefon i nie kopiujemy filmów na dysk laptopa, dlaczego mamy płacić „odszkodowanie” za czynność, której nie wykonujemy?
Zwolennicy opłaty (środowiska artystyczne) odpowiadają, iż telefony i tablety to „centra kultury”, a prawo do dozwolonego użytku wciąż istnieje (np. funkcja offline w serwisach streamingowych, która technicznie jest zapisaniem pliku w pamięci). Dodatkowo wskazują, iż opłata reprograficzna to często jedyne zabezpieczenie socjalne dla mniej popularnych artystów, naukowców czy dziennikarzy, których dzieła są kopiowane w sposób niekontrolowany.
Elektronika w Polsce jedną z najdroższych w Europie?
Skutkiem ubocznym wprowadzenia nowych stawek jest ryzyko wzrostu cen elektroniki w Polsce powyżej średniej unijnej. Polska i tak ma jeden z najwyższych podatków VAT na elektronikę (23%). Dodanie do tego opłaty reprograficznej w pełnym wymiarze sprawia, iż ten sam iPhone czy Samsung może być tańszy w Niemczech, Czechach czy na Słowacji, gdzie stawki te są niższe lub inaczej naliczane.
Eksperci rynku e-commerce przewidują w 2026 roku rozkwit tzw. turystyki zakupowej oraz wzrost popularności zagranicznych platform sprzedażowych (np. Amazon.de), o ile te nie zostaną zmuszone do doliczania polskiej opłaty przy wysyłce do naszego kraju (co jest prawnie skomplikowane, ale możliwe do wyegzekwowania). Rodzimi sprzedawcy, tacy jak Media Expert, RTV Euro AGD czy x-kom, mogą znaleźć się w trudnej sytuacji konkurencyjnej, zmuszeni do prezentowania wyższych cen.
Czy używany sprzęt też drożeje?
Dobrą wiadomością jest to, iż opłata reprograficzna dotyczy pierwszego wprowadzenia urządzenia do obrotu na terenie Polski. Oznacza to, iż dotyka ona sprzętu nowego, prosto od producenta lub importera.
Rynek wtórny (komisy, lombardy, Vinted, OLX, Allegro Lokalnie) jest zwolniony z tego obowiązku. Używany telefon nie zostanie obłożony dodatkową opłatą przy odsprzedaży. Paradoksalnie, nowe przepisy mogą więc napędzić rynek second-hand i refurbished (sprzętu odnowionego). Klienci, widząc wysokie ceny „nówek” w salonach, chętniej sięgną po roczne czy dwuletnie modele z drugiej ręki, które nie są obciążone nową daniną (lub została ona opłacona dawno temu, według starych, niższych stawek, jeżeli w ogóle obowiązywały).
Papier ksero też w górę?
Warto pamiętać, iż opłata reprograficzna dotyczy nie tylko elektroniki, ale też – zgodnie ze swoją pierwotną nazwą – reprografii, czyli kserokopiarek i papieru. W 2026 roku zaktualizowano również stawki dla urządzeń wielofunkcyjnych (drukarka ze skanerem) oraz ryzy papieru kserograficznego. Biura i studenci drukujący notatki również odczują zmianę, choć w skali jednostkowej ryzy papieru będzie to wzrost rzędu kilkunastu groszy.
Co to oznacza dla Ciebie? – Zakupy w 2026 roku
Nowa rzeczywistość cenowa wymaga od konsumenta sprytu i świadomości. Oto jak możesz zminimalizować wpływ „podatku od telefona” na swój budżet:
- Szukaj „leżaków magazynowych”: Opłata obowiązuje od momentu wprowadzenia do obrotu po 1 stycznia 2026 roku (lub daty wejścia ustawy). Towar, który leży w magazynie sklepu od zeszłego roku, został sprowadzony na starych zasadach. Przez pierwsze tygodnie stycznia można więc „upolować” elektronikę w starych cenach, dopóki zapasy się nie wyczerpią. Sprawdzaj daty dostaw i pytaj sprzedawców.
- Rozważ sprzęt poleasingowy i odnowiony: W 2026 roku zakup laptopa czy telefonu z certyfikatem „refurbished” to nie tylko ekologia, ale czysta oszczędność podatkowa. Omijasz opłatę reprograficzną, zyskując sprzęt z gwarancją, tańszy często o 30-40%.
- Porównuj ceny z zagranicą: Zanim klikniesz „kup teraz” w polskim sklepie, sprawdź cenę tego samego modelu na niemieckim czy francuskim Amazonie (uwzględniając koszt wysyłki i różnicę w VAT). Może się okazać, iż brak polskiej opłaty reprograficznej czyni import opłacalnym, zwłaszcza przy drogim sprzęcie. Pamiętaj jednak o kwestiach gwarancyjnych.
- Abonament zamiast własności? Coraz popularniejsze stają się usługi wynajmu elektroniki (subskrypcja na telefon czy laptopa). Firmy oferujące takie usługi (Rent-a-Tech) często optymalizują koszty zakupu, co może sprawić, iż miesięczna rata za użytkowanie będzie atrakcyjniejsza niż zakup sprzętu na własność za gotówkę z doliczonym haraczem.
Wprowadzenie rozszerzonej opłaty reprograficznej w 2026 roku to triumf lobby artystycznego i kosztowna lekcja dla konsumentów. Choć cel – wspieranie kultury – jest szczytny, metoda (opodatkowanie sprzętu w erze streamingu) budzi uzasadnione wątpliwości. Niezależnie od opinii, przy kasie wszyscy jesteśmy równi – i wszyscy zapłacimy więcej.















