Gdyby współczesny reżyser przedstawił współczesnemu producentowi jako swoje dzieło szósty odcinek „Płaczu przepiórki”, prawdopodobnie wywołałby u niego atak apopleksji, a w najlepszym wypadku długi rozstrój nerwowy. Tak, jak zrobił to Igor Dobroliubow, dzisiaj się już nie kręci. A jednak dwie rozbudowane sceny dialogów, które zajmują połowę filmu, mają swoje uzasadnienie fabularne.