Relacje Hollywood ze sztuczną inteligencją wyglądały podobnie: najpierw dystans i ostrożna neutralność, dziś akceptacja, a w wielu przypadkach ochocza kooperacja studiów i twórców z dostawcami systemów sztucznej inteligencji.
Niewinne początki
Jeszcze dwa lata temu dość poważnie dyskutowano o tym, iż użycie AI przez Brady’ego Corbetta przy pracy nad „Brutalistą” może zaszkodzić oscarowym szansom filmu. A chodziło o rzecz z dzisiejszego punktu widzenia niewinną – dzięki korzystającemu ze sztucznej inteligencji oprogramowaniu ukraińskiej firmy Respeecher wypowiadane przez grającego główną rolę Adriena Brody’ego kwestie w języku węgierskim miały brzmieć bardziej naturalnie. Jak bardzo może to być istotne, wie każdy widz w Polsce, który wsłuchiwał się w koślawą ekranową polszczyznę Meryl Streep czy Michaela Fassbendera.
Do szerszego dyskursu nie przebiła się wówczas znacznie bardziej niepokojąca informacja: iż część architektonicznych projektów w filmie Corbetta została najpierw wygenerowana w programie Midjourney, korzystającym z generatywnej sztucznej inteligencji. Zrozumiałe oburzenie wywoływała za to aplikacja, która mogła zamienić dowolne zdjęcie w grafikę inspirowaną dziełami studia Ghibli lub Pixara.




