Kino borderline

filmweb.pl 3 tygodni temu
Zdjęcie: plakat


"Po trupach do celu" – Lowen Ashleigh (Dakota Johnson) ma nadzieję, iż kiedyś to motto spełni się w jej przypadku. Póki co o jej trupach mało kto słyszał. Jest bowiem autorką kryminałów, z których żaden nie znalazł się na szczycie list bestsellerów. Ale w końcu może się to zmienić. Lowen Ashleigh właśnie została zaproszona na istotną rozmowę do wydawnictwa.

Niestety, nie taką, o jakiej marzyła. Dzień rozczarowań zaczyna się od mocnego uderzenia. Dosłownie. W jadącego rowerzystę uderza z impetem samochód. Rowerzysta umiera, a jego krew ląduje na Lowen, kiedy właśnie spieszy się na spotkanie z wydawcą. Na szczęście pomaga jej przystojny nieznajomy, użyczając własnej koszuli. Lowen zdąża na umówione spotkanie, na którym przeżywa serię zaskoczeń. Najpierw okazuje się, iż rycerz w wykrochmalonej koszuli (Josh Hartnett), który pomógł jej chwilę wcześniej, bierze udział w spotkaniu. Co gorsza, jest żonaty, a jego partnerką jest najpoczytniejsza autorka kryminałów Verity Crawford (Anne Hathaway). Kolejny cios zadaje wydawnictwo, które rzeczywiście ma dla Lowen propozycję – ale nie jest to przełom, o którym marzyła. Otóż kobieta ma pomóc Verity w napisaniu kolejnego bestsellera. Pisarka przeżyła wypadek samochodowy i nie jest w stanie samodzielnie dotrzymać terminów. Lowen otrzyma oczywiście sowite wynagrodzenie, ale nikt się nie dowie, iż pomogła napisać bestseller.

Dakota Johnson
  • Amazon Content Services LLC
  • Alisha Wetherill

Bohaterka po krótkim wahaniu przyjmuje propozycję, bo przecież jest bez grosza przy duszy, i w celu przygotowania się do pracy przeprowadza się do domu przystojnego Jeremy'ego Crawforda. Na miejscu odkrywa kolejne kłamstwa i zaczyna czytać fascynujący i przerażający mroczny manuskrypt Verity zatytułowany "Autobiografia". Do tego w domu dzieją się dziwne rzeczy – a w każdym razie tak się wydaje Lowden. Zaś wisienką na torcie jest jej własne zachowanie, podyktowane mrocznymi namiętnościami i popędami.

Na pierwszy rzut oka "Verity. Coraz większy mrok", czyli ekranizacja książki nowej ulubienicy Hollywood, Colleen Hoover (autorki pierwowzoru "It Ends with Us"), może wydawać się opowieścią o freudowskim Id i tym, co skrywa się za maską cywilizowanego człowieka: pożądaniu, zazdrości, pragnieniu przemocy, dominacji, zniszczenia. To historia kłamstw, które pozwalają nam funkcjonować oraz niewygodnych, czasem choćby niebezpiecznych prawd, które nie są w stanie wiecznie trwać w ukryciu. Każda scena filmu wydaje się podporządkowana tej symbolice. Problem w tym, iż uwierzyć w to można wyłącznie wtedy, kiedy nie będziemy się mu zbyt dobrze przyglądać.

Anne Hathaway, Josh Hartnett
  • Amazon Content Services LLC
  • Alisha Wetherill

Johnson, Hathaway i Hartnett grają proste, oczywiste, archetypiczne postacie. I na pierwszy rzut oka sprawnie odnajdują się w narracyjnym labiryncie. Johnson bez większego problemu emanuje naiwnością podszytą egoizmem. Hathaway nieźle bawi się odgrywając manipulatorkę i dekadencką niszczycielkę. Zaś Hartnett jest wręcz wzorcowym ucieleśnieniem każdego męskiego bohatera z powieści Hoover, których dotąd ożywiono w Hollywood. Jednak nie trzeba choćby szczególnie uważnie oglądać filmu, by zauważyć, iż w ich kreacjach nie ma ani finezji, ani głębi. Ich gra jest wyrazista, precyzyjna, ale powierzchowna, pozbawiona choćby nuty autorskiej introspekcji. Ładnie wygląda na ekranie, ale jednocześnie jawi się jako coś sztucznego, fasadowego.

Taka gra aktorska nie jest jednak winą gwiazd filmu. A w każdym razie nie tylko. Aktorzy postępują zgodnie z tym, jak pracuje reżyser. Dla Michaela Showaltera filmowe "Verity. Coraz większy mrok" to nie tylko okazja do zekranizowania dużego bestsellera, co również możliwość zabawy najpopularniejszymi gatunkowymi kliszami. Filmowiec cytuje je, parafrazuje, szuka w nich inspiracji do portretowania postaci. W jego filmie znajdziecie nawiązania do "Psychozy", "Misery", "Utalentowanego pan Ripleya" oraz erotycznych thrillerów lat 90. Wszystkie oczywiste, wprost rzucające się w oczy, bez choćby nuty finezyjnej maestrii.

Dakota Johnson
  • Amazon Content Services LLC
  • Alisha Wetherill

Prowokuje to poważne wątpliwości. Czy "Verity" to starannie skonstruowana, wzorcowo wyreżyserowana zabawa z widzem i jego oczekiwaniami? A może efekt braku talentu i pusty wyraz warsztatowej biegłości? jeżeli uwierzycie, iż film skrywa głębię, jest szansa, iż z seansu wyjdziecie zachwyceni. W innym przypadku sugeruję traktować film jako tzw. ”guilty pleasure" – rozrywkę, do której warto zachować dystans. Są tu fajne momenty i interesujące pomysły. Są też i sceny, na których widok złapiecie się za głowę. "Verity. Coraz większy mrok" to opowieść o tym, iż nic nie jest takie, jakim się na pozór wydaje. Na swój sposób ma to sens, iż i film nie jest do końca taki, jakim się pozornie zdaje – lub jakim chcielibyśmy go widzieć.
Idź do oryginalnego materiału