Wokalista Jo Amore i perkusista David Amore wrócili do francuskiego Nightmare i już nie mogę się doczekać, co przygotują dla fanów, którzy tęsknili za starym, dobrym obliczem tej formacji. Nowy album zaplanowano na 2027 rok. Póki co pozostaje delektować się najnowszym wydawnictwem Kingcrown, w którym udzielają się bracia Amore. Już 4 września zespół wyda album "Moonfall", który ukaże się nakładem Rockshots Records. Będzie to czwarty studyjny krążek tej formacji. Tym razem zespół naprawdę pozytywnie mnie zaskoczył.
Dla mnie Kingcrown to przede wszystkim fenomenalny debiut. Później bywało różnie, ale grupa niezmiennie udowadniała, iż świetnie odnajduje się w mieszance heavy i power metalu z wyraźnymi wpływami hard rocka. Kingcrown tworzą doświadczeni muzycy. Jo Amore to klasa sama w sobie i jeden z moich ulubionych wokalistów – prawdziwy czarodziej i mistrz swojego fachu. Sekcja rytmiczna dba o odpowiednią dynamikę i budowanie klimatu, ale Kingcrown to nie tylko bracia Amore. Jestem pod ogromnym wrażeniem formy gitarzystów, którzy stanęli na wysokości zadania i stworzyli materiał pełen pasji, energii oraz świeżych pomysłów. Nie trzymają się kurczowo jednego schematu, dzięki czemu potrafią niejednokrotnie zaskoczyć słuchacza. Duet Legger/Saliba doskonale się uzupełnia i słychać, jak wielką miłością darzy klasyczny heavy metal. Nowy album błyszczy i zbliża się poziomem do debiutu, a być może choćby go przewyższa. Na pochwałę zasługują również intrygująca okładka oraz soczyste, pełne mocy brzmienie.
Co znajdziemy na płycie? Dziesięć zróżnicowanych kompozycji, dzięki czemu każdy fan melodyjnego metalu odnajdzie tutaj coś dla siebie. Na dzień dobry wita nas melodyjny i niezwykle przebojowy "Moonfall", będący znakomitym połączeniem power i heavy metalu. Wszystko się tutaj zgadza – chwytliwy motyw gitarowy, świetny wokal oraz refren, który błyskawicznie wpada w ucho. To bardzo mocne otwarcie, a przecież najlepsze dopiero przed nami.
Świetną formę zespół potwierdza w nastrojowym "Nothing". To kompozycja pełna świeżości, epickiego rozmachu i pomysłowości. Mocny riff napędza zadziorny "We Are Kingcrown", który z pewnością przypadnie do gustu fanom Nightmare. Mroczny, drapieżny charakter utworu idealnie współgra z podniosłym i znakomicie napisanym refrenem. To kolejna perełka na tej płycie.
Następnie otrzymujemy powermetalową petardę w klimatach Gamma Ray – "A Thousand Years". Gitarzyści po raz kolejny udowadniają swój talent do tworzenia chwytliwych riffów i porywających solówek. To kwintesencja power metalu, a zarazem kolejny dowód na ogromny potencjał zespołu. Takich killerów właśnie potrzeba.
Równie dobrze wypada pełen energii i powermetalowego kopa "Rise of the Machines". Brawa należą się za podniosły klimat i pomysłowe aranżacje. Echa Primal Fear można natomiast usłyszeć w prostszym i nieco bardziej stonowanym "All United". To jeden z nieco słabszych momentów albumu, ale wciąż dostarcza sporo satysfakcji.
Kolejnym mocnym punktem jest monumentalny i bardziej mroczny "Lost Horizon". To prawdziwa uczta dla fanów gatunku. Zespół znakomicie bawi się konwencją, a inspiracje Nightmare są wyraźnie słyszalne, co bardzo mnie cieszy.
Przebojowy "Oblivion Resilience" brzmi niczym połączenie Powerwolf i Primal Fear. To kolejny koncertowy pewniak i prawdziwa kopalnia chwytliwych melodii. Nieco słabiej wypada utrzymany w hardrockowej stylistyce "Back to the 80's", jednak przez cały czas jest to bardzo dobry utwór. Odstaje od reszty materiału, ale w żaden sposób nie psuje całości.
Na zakończenie otrzymujemy monumentalny "Beyond the Stars". To kompozycja pełna patosu, epickiego rozmachu i emocji. Słychać w niej wpływy Nightmare, ale jednocześnie zespół zachowuje własną tożsamość i stawia na świeże rozwiązania oraz podniosły refren. Kingcrown powala jakością wykonania i kompozytorskim kunsztem. Tego słucha się jednym tchem.
Czterdzieści trzy minuty mijają błyskawicznie. Tym razem Kingcrown wspiął się na wyżyny swoich możliwości i przygotował prawdziwą perełkę dla miłośników heavy i power metalu. To album przebojowy, dojrzały i niezwykle różnorodny. Znajdziemy tutaj zarówno szybkie, energetyczne strzały, jak i hardrockowe hymny czy monumentalne, epickie kompozycje. Każdy odnajdzie na tej płycie coś dla siebie. Pomysłowość muzyków, ich talent oraz instrumentalny kunszt zasługują na najwyższe uznanie. Kingcrown brzmi pewnie, dojrzale i przekonująco. To jedna z największych i zarazem najprzyjemniejszych niespodzianek 2026 roku. Po takim albumie mój apetyt na nowe dzieło Nightmare stał się jeszcze większy. "Moonfall" to płyta, którą można brać w ciemno.
Ocena: 9,5/10















