Odejście Andy’ego LaRocque’a z zespołu King Diamond było decyzją, która dojrzewała przez dłuższy czas. King Diamond zdradził, co doprowadziło do rozstania z wieloletnim gitarzystą i zapewnił, iż ich przyjaźń nie ucierpiała.
Andy LaRocque przez dekady był jednym z najważniejszych muzyków związanych z zespołem King Diamond. Jak wyjaśnił sam lider grupy, jego odejście nie było efektem jednego konfliktu czy konkretnego wydarzenia. Decyzja dojrzewała stopniowo, a ostatecznie została podjęta w ciągu dwóch dni.
Nadal jesteśmy przyjaciółmi i to nigdy się nie zmieni. Myślę, iż stopniowo zaczęliśmy po prostu podążać w różnych kierunkach. W pewnym momencie doszliśmy do wniosku, iż coś musi się zmienić. Życzę jemu i jego żonie wszystkiego najlepszego.
– powiedział King Diamond.
Muzyk stanowczo zaznaczył również, iż odejście LaRocque’a nie miało związku z jego działalnością w innym zespole. Według Kinga problemem były przede wszystkim różnice dotyczące dalszego funkcjonowania grupy, a zwłaszcza intensywności koncertowania.
Miałem ostatnio wrażenie, iż kiedy Andy usłyszał o nowych planach koncertowych i naszych dalszych planach, jego reakcja była raczej w stylu: „O mój Boże, żartujesz?”. Myślę, iż nie lubi koncertowania tak bardzo, jak my obecnie.
– wyjaśnił.
King Diamond przyznał, iż podobna sytuacja miała już miejsce w przeszłości. Mikkey Dee, Chris Estes czy Herb Simonsen mieli odchodzić między innymi z powodu trudności związanych z długimi trasami i życiem rodzinnym. Zespół zamierza jednak kontynuować intensywne koncertowanie, ponieważ według lidera jest to w tej chwili niezwykle istotna część działalności grupy.
Odejście LaRocque’a nie oznacza więc konfliktu między muzykami. King Diamond przedstawia je raczej jako naturalny efekt rozchodzenia się ich zawodowych dróg i różnego podejścia do dalszego koncertowania.















