Wakacyjny klub płytowy.
HVL – Formation, HVL
Niełatwo w tych czasach produkować IDM. Przez ostatnie trzy dekady gatunek ten eksplorował tak wiele dźwiękowych zakamarków, iż w tej chwili trudno czymkolwiek zadowolić wybrednego słuchacza. Syzyfowego zadania podjął się Gigi Jikia – legenda gruzińskiej sceny elektronicznej i wieloletni rezydent klubu Bassiani w Tbilisi. IDM Gruzina ma mocne podstawy w dub techno – utwory są narracyjne i oddychające. prawdopodobnie świetnie sprawdzą się na dużych, festiwalowych soundsystemach. Mnie jednak do gustu bardziej przypadły melancholijno-nostalgiczne fragmenty albumu, przepełnione syntezatorowymi plamami oraz improwizowanymi, porozrzucanymi rytmami.
Yeong Die – Uncapturable, ESP Institute
Południowokoreańska rzeźbiarka dźwięków ulepiła tym razem album pełen swoich „infantylizujących” inspiracji: wczesny Aphex, PC Music, a choćby neo-soul. Całość ukazała się nakładem kultowego ESP Institute. Co ważne, artystyczny pazur nie ginie tu w natłoku ambitnych prób uchwycenia własnego brzmienia.
Hoavi – Architectonics, Peak Oil
Gamelanowa struktura kolotomiczna (brzmi poważnie, ale zostańcie ze mną) to nic innego jak zazębiające się ze sobą struktury polirytmiczne. Kirill Vasin dzięki gongów, dzwonków i metalofonów „psychoakustycznie” odwzorował IDM-owe połamańce, przeplatając je czasami analogowym szumem. Płyta brzmi genialnie. Oczekuję na nośnik fizyczny.
Chanel Beads – Your Day Will Come, Jagjaguwar
Tym razem w kategorii „ulubiona płyta artysty, którego obserwujesz na Instagramie” wygrywa Shane Lavers z Brooklynu wraz ze swoimi współpracownikami. Drugi album w dorobku kolektywu (nazwany tak samo jak pierwszy) przynosi otrzeźwiający indie psycho-pop. Coś na modłę Mk.gee, tylko z odrobinę mniejszą ilością plastiku.
Static Cleaner Lost Reward – Breathing Under Honey, Low Company Records
Ostatni wypust oficyny Low Company Records należy do Tarquina Maneka – jego permutujący, podwodny dub-pop (cytując Bandcampa) sporo namieszał na rynku. To płyta, na której dzieje się tak wiele, iż nie sposób okiełznać jej jakimikolwiek ramami gatunkowymi. Wydana w 2023 roku, doczekała się niedawno reedycji na winylu dzięki dystrybucji Rush Hour. Obłęd.
Emer, Ugnè Uma – yoy and me, Stroom
Nie wiem, czy to zasługa nieocenionej wytwórni Stroom, czy połączenia talentów dwóch artystek rozpiętych między Brukselą a Berlinem, ale dostajemy tak wspaniale wyprodukowany neo-soul, iż Erykah Badu pewnie nie śpi po nocach słuchając tego shitu. Plus polski akcent w projekcie okładki dłuta Basi Strzeżek – fantasmagorie zakochanego świniopasa ze szkandelą.
Arca – XXXXX, XL Recordings
Wenezuelska artystka powraca – tym razem bez natłoku sławnych gości – z projektem wpisującym się w jej mikstejpową zajawkę z początków działalności. Od wydania pięcioczęściowej serii „Kick” odnoszę nieodparte wrażenie, iż Alejandra Ghersi kontynuuje dzieło artystyczne SOPHIE. Z tą subtelną różnicą, iż Szkotka była architektką budującą futurystyczny park rozrywki z tworzyw sztucznych (sprężysty, kinetyczno-molekularny hyper-pop), podczas gdy Wenezuelka rzeźbi w lepkich, zmutowanych biologicznie substancjach wzbudzających na zmianę zachwyt i obrzydzenie. Stąd prawdopodobnie mocno gigerowska okładka. Mimo iż to dosyć silna pozycja w dyskografii artystki, dźwiękowo bywało już lepiej. Łapcie ją na warszawskiej części Unsound, bo warto.
Iseo – Turn on the Sunlight, Music from Memory
Ciepły, mocno new-age’owy wypust Jessego Petersona dla holenderskiej wytwórni Music from Memory. Gitara, flety i cytra w służbie odwzorowania jedności z naturą. Całość ma organiczny, wyczuwalnie „wilgotny” i medytacyjny klimat, silnie inspirowany przyrodą hawajskiej wyspy Maui. Taki Placid Angles Johna Beltrana, tylko w wersji bez bitu.
Baptist Luis – Impresiile, self-released
Dronowo-ambientowa opowieść o kulturowym „nieprzystawaniu”. Czasem przepleciona mało przykuwającym uwagę bitem, który służy raczej za tło motoryczne. Artysta skrócił album z 26 utworów do zaledwie 12. Szkoda.
Funki Porcini – 1980-84, Funki Porcini
Archiwalne wydawnictwo maestro Bradella, do którego wypuszczenia namówili go przyjaciele. Swego rodzaju perła w koronie jednego z pionierów brzmień okołotriphopowych. Piły tarczowe na sznurkach, instrumenty-samoróbki i taśmowe pętle – to tylko niektóre z wymysłów mistrza. jeżeli chodzi o klimat, żałuję, iż nigdy nie skumali się z Davidem Lynchem – łączyła ich miłość do szlugów i dark jazzu. Bradell ma w sobie wrażliwość Badalamentiego, tyle iż ze specyficznym „twistem”. Wypada dodać, iż projekt 9 Lazy 9 również powrócił z albumem w tym roku.
Overmono – Pure Devotion, XL Recordings
Bracia Russel znowu w formie. Ich kolejny album wydany dla legendarnej oficyny XL Recordings to powrót do zakamuflowanej wiksy spod znaku takich mistrzów basowych brzmień ze stemplem „UK” jak Joy Orbison. Miejska legenda głosi, iż aby uzyskać pożądane przez siebie brzmienie – chłopaki upiekli talerz perkusyjny w piekarniku, wyprodukowali aż 84 wersje utworu „Lockup” (który zawiera sampel z post- punkowej grupy Fast Relief), a także czmychnęli na Islandię aby podłubać troszkę w „izolacji”. Może nie do końca moja bajka, ale całkiem przyjemna.
Ocoeur – Green grass, clearer water, n5MD
Kultowa, amerykańska wytwórnia n5MD postawiła na szalenie kontemplacyjną muzykę łączącą w sobie elementu: ambientu, modern classical i IDM-u. Franck Zaragogy od lat uważany jest za jedną z najważniejszych postaci oficyny, a mottem przyświecającym jego ulotnej twórczości jest fraza: „Emotional experiments in sound”. Trzeba przyznać, iż (jak zawsze) mu się udało.

















