Od samego początku czułem, iż młodszy brat mojej żony, Tomasz, nie jest osobą, z którą łatwo mi się dogadać. Teraz moje przeczucia się potwierdziły i trudno mi wytłumaczyć żonie, iż jej brat dawno już przestał być dzieckiem i powinien wziąć odpowiedzialność za swoje czyny. Tomasz ma już 26 lat, najwyższy czas, by dojrzał i zaczął być samodzielny.
Tragedia dotknęła ich rodzinę, gdy moja żona straciła ojca w wieku 14 lat, a Tomasz miał wtedy zaledwie 11. Trzy lata później ich mama zginęła w wypadku samochodowym, przez co moja żona została zmuszona do opiekowania się młodszym bratem. Przerwała studia, by zostać główną osobą utrzymującą rodzinę i wykazała się wtedy niezwykłą siłą oraz odpowiedzialnością, jak na tak młodą osobę. Jednak Tomasz wydaje się być przekonany, iż zawsze może liczyć na wsparcie siostry i nie musi sam się starać, by poradzić sobie z problemami.
Gdy pierwszy raz poznałem Tomasza, od razu zauważyłem, jak bardzo jego zachowanie mnie drażni. Wydawał mi się arogancki i niewdzięczny korzystał z pomocy rodziny, ale sam nie odwzajemniał się wsparciem. Jego ciągła obecność w naszym życiu i brak chęci do pracy coraz bardziej mnie irytowały. Mimo iż ma już 26 lat, Tomasz wcale nie myśli o znalezieniu stałej pracy ciągle ją zmienia, przez co sytuacja tylko się pogarsza.
Moja żona stale go tłumaczy, zapewniając mnie, iż Tomasz szuka aktywnie zatrudnienia i wszystko niedługo się poukłada. Ja jednak widzę wyraźnie, iż nie podejmuje on żadnych szczerych prób poprawy swojej sytuacji. Cała ta sprawa wywiera na nas ogromną presję, bo uwaga mojej żony jest rozdzielona pomiędzy jej brata i naszego syna, którym przecież także musimy się zajmować i zapewnić mu wszystko, czego potrzebuje.
Nie chcę, by ta sytuacja doprowadziła do końca naszego małżeństwa, ale ciężar ciągłych kłopotów i nieodpowiedzialności Tomasza coraz bardziej odbija się na naszej rodzinie. Mam nadzieję, iż żona w końcu zauważy, jak silnie to na nas wpływa, i znajdzie sposób, by rozwiązać tę sytuację, tak byśmy mogli mieć spokojną i lepszą przyszłość dla siebie i naszego syna.













