W czwartkowy wieczór 24 września Falcon zdecydowanie nie wyglądał jak miejsce, w którym można spokojnie usiąść i tylko posłuchać muzyki. Zanim jeszcze na scenie zagościli Lady Em, klub zdążył się rozbujać – muzyczną rozgrzewkę zapewnił DJ Senhor Efebo, którego funkowe i soulowe rytmy wprowadziły odpowiedni klimat.
Lady Em to spotkanie trzech bardzo różnych osobowości: Emose Uhunmwangho, wokalistki i aktorki związanej z wrocławskim Teatrem Capitol, oraz braci Rafała i Jacka Bryndalów. Koncert rozpoczął Rafał – od wiersza, po którym dopiero pojawiła się muzyka i „Na zawsze”. Lady Em od początku pokazało zresztą, iż słowo będzie tutaj równie ważne jak rytm. Pomiędzy kolejnymi utworami Rafał opowiadał o tym, jak ta historia adekwatnie się zaczęła. Sam pomysł na zespół narodził się dość spontanicznie. Najpierw był tekst piosenki, który napisał, później muzyka skomponowana przez Jacka, a Emose dała temu sceniczne życie. Z czasem dołączyli kolejni muzycy. I tak z pojedynczego pomysłu zaczął powstawać zespół, który dziś ma już własne brzmienie i przygotowuje się do wydania płyty.
„Bejbe”, bardziej nastrojowe „Nie chcę”, a potem kolejne utwory coraz wyraźniej rozkręcały koncert. Zespół rzeczywiście okazał się mieszanką pokoleń. Obok doświadczonych muzyków na scenie pojawili się też młodsi artyści. Był bas, klawisze, gitara, perkusja i saksofon, a tego wieczoru po raz pierwszy skład uzupełniła trąbka, która bardzo dobrze wpisała się w już i tak bogate brzmienie zespołu. Każdego z muzyków Rafał przedstawiał po swojemu, prowadząc własną opowieść i żonglując słowem i poczuciem humoru. Przy „Jak się bawić” Falcon dostał już dokładnie to, co obiecywała zapowiedź koncertu. Rytm zrobił swoje, a publiczności coraz trudniej było utrzymać nogi w miejscu. Sam tekst zresztą niesie prosty komunikat: nie odkładać życia na później, bo czas jest szybszy od nas. Jest w tych piosenkach sporo lekkości, ale pod powierzchnią zabawy pojawia się coś bardziej serio – przekonanie, iż warto korzystać z tego, co mamy teraz.
Nie mogło też zabraknąć piosenki „James Brown”, która jest nie tylko ukłonem w stronę jednego z najważniejszych artystów w historii funku, ale też jednym z utworów najlepiej pokazujących charakter muzyki Lady Em. Rafał opowiadał, iż właśnie twórczość Jamesa Browna połączyła ich na tyle mocno, iż musiała powstać o nim piosenka. Późniejsze „Tylko do mnie wróć”, „Końcówka mocy” i „Być kochaną” przyniosły kolejne odsłony tej mieszanki muzyki i słowa. Jestem skromnym tekściarzem – powiedział Rafał, po czym zamiast muzycznego numeru pojawił się następny wiersz. Chwilę później dołączył jeszcze do tańczącej Emose.
Na zakończenie muzycy sięgnęli jeszcze po kawałek, który dla części publiczności mógł być podróżą o ponad trzy dekady wstecz. „Jako mąż i nie mąż” Atrakcyjnego Kazimierza z Jackiem Bryndalem za mikrofonem przeniosło nas do 1992 roku.
Po bisie z „James Brown” koncert mógłby się adekwatnie skończyć. Ale tym razem organizatorzy przygotowali jeszcze coś, co dobrze domykało cały wieczór – rozmowę z Rafałem i Jackiem Bryndalami oraz Emose. Była więc okazja, żeby zajrzeć za kulisy, posłuchać o współpracy i o tym, jak adekwatnie z połączenia tekstów, muzyki i scenicznej energii Emose powstaje Lady Em. Bo Lady Em to nie tylko funk. To spotkanie różnych doświadczeń, pokoleń i osobowości. Jest w tym spotkaniu muzyka, która każe się ruszać, są teksty, które czasem bawią, a czasem zatrzymują na chwilę, i jest Emose – charyzmatyczna i orzykuwająca uwagę.
Falcon tego wieczoru się rozbujał, a pod tanecznym rytmem było też trochę wiary w to, iż nie wszystko trzeba traktować śmiertelnie poważnie. Że można cieszyć się chwilą, dać się porwać muzyce i jednocześnie pamiętać, iż czas nie zamierza na nas czekać.
Relacja Ania














