Kichy ze stali, opaska na oko i do abordażu!

filmweb.pl 2 miesięcy temu
Zdjęcie: plakat


SpongeBob Kanciastoporty wraca w nowej pirackiej przygodzie! Tym razem będzie próbował udowodnić wszystkim wokół (a najbardziej samemu sobie), iż jest już Dużym Chłopem (TM), co pozwoli mu bez strachu skorzystać z najniebezpieczniejszej kolejki górskiej w całym Bikini Dolnym. By mieć ostateczną pewność, iż jest gotów, będzie potrzebował certyfikatu, który potwierdzi, iż posiada kichy ze stali (TM). W tym celu – uwiedziony opowieścią Pana Kraba, który rzekomo niegdyś był postrachem mórz i oceanów – wyrusza na niebezpieczną wyprawę, sprzymierzając się z duchem, Latającym Holendrem. Nie wie, iż podstępny pirat spróbuje wykorzystać jego naiwność i dziecięcy zapał do własnych celów.

  • Paramount Pictures
  • Viacom International Inc.

"SpongeBob: Klątwa pirata" to już czwarty pełnometrażowy film kinowy o gąbce morskiej w kanciastych spodenkach, która zadebiutowała jako bohater serialu animowanego pod koniec lat 90. XX wieku i gwałtownie zaskarbiła sobie ogromną popularność młodej publiczności. Szalona przygoda czerpie garściami ze slapsticku, a także rozpoznawalnych gatunkowych tropów. Absurdalny humor – zarówno w budowie postaci, jak i świata przedstawionego – pozwala twórcom na puszczenie wodzy fantazji, a osadzenie akcji wokół legendy Latającego Holendra na kilka udanych mrugnięć okiem do miłośników pirackich klimatów. Źródłem komedii i motorem napędowym akcji są oczywiście charaktery postaci (mogące bawić zarówno widzów, którzy nie zaglądali wcześniej do Bikini Dolnego, jak i tych, którzy czują się tam jak w domu) i… brak jakichkolwiek zasad, którymi rządzi się świat przedstawiony. Samoświadomość idzie w parze z artystyczną wolnością, a galopada gagów oraz ich różnorodność ożywia seans i wyciska ostatnie soki z dość prostej fabuły. Kreatywne ogranie znanych pirackich motywów (mapa z wielkim X, pradawna klątwa, syreny kuszące marynarzy na zgubę), a także energia włożona w światotwórstwo i dopieszczone wizualia, pozwalają przymknąć oko na przewidywane rozwiązania fabularne.

  • Paramount Pictures
  • Viacom International Inc.

Jednocześnie w tej całej karuzeli atrakcji nie gubi się sedno podróży SpongeBoba – próba odnalezienia w sobie męstwa, waleczności i kich ze stali (TM), w czym pomoże wykonanie śmiertelnie trudnych zadań. Uwiedziona romantyczną wizją i gnana marzeniem o dokonaniu wielkich czynów (albo po prostu o przejażdżce kolejką górską) gąbka morska po drodze odkryje, iż tak naprawdę nie każdy musi zaciągać z piracka (arrr!), mieć hak zamiast dłoni, a to wcale nie wzrost czyni Wielkim Chłopem (TM). To prosta, ale potrzebna lekcja, która przypomina, iż czasami ambicje nas przerastają i nie potrafimy dostrzec wartości, w tym, co już mamy, a co niekiedy bywa cenniejsze, niż to, do czego dążymy.

Po gorszym "SpongeBob Film: Na ratunek" i dwóch kiepsko przyjętych spin-offach o postaciach pobocznych, które zrealizował Netflix ("Ocalić Bikini Dolne: Sandy w akcji" i "Plankton: Film"), przygody żółtej morskiej gąbki wracają na adekwatne tory. Co ciekawe, również ten film pierwotnie był planowany jako opowieść nie o SpongeBobie, ale o Panu Krabie, która miała trafić bezpośrednio na streaming. W preprodukcji zdecydowano jednak przepisać fabułę, by koncentrowała się na głównym bohaterze, i zrealizować film, który trafi do kin. To pociągnęło za sobą decyzję o zaangażowaniu Marka Hamilla – aktor zastąpił w roli Latającego Holendra znanego z serialu Briana Doyle-Murraya. Użyczył postaci nie tylko swojego głosu, ale również twarzy w sekwencjach łączących animację i występy żywych aktorów (choć przez charakteryzację, zawierającą m.in. sztuczny nos, trudno go rozpoznać). To nic nowego dla serii, albowiem wcześniej pojawili się w niej między innymi Antonio Banderas (jako inny pirat, Burgerobrody), David Hasselhoff (wyjęty jakby z planu "Słonecznego patrolu", tutaj w roli ludzkiej motorówki) czy Keanu Reeves (najjaśniejszy – dosłownie – element "SpongeBob Film: Na ratunek").

  • Paramount Pictures
  • Viacom International Inc.

"SpongeBob: Klątwa pirata" wygląda bardzo dobrze (o ile zaakceptuje się specjalnie podkręconą kiczowatość scen, w których animacja łączona jest z występami żywych aktorów), niejednokrotnie potrafi zaskoczyć humorem (wizualnym, sytuacyjnym, charakterologicznym, metatekstualnym) i przede wszystkim ani przez chwilę nie wstydzi się swoich korzeni. Warto na wstępie zaakceptować przerysowaną konwencję – wśród gagów dzieciaki znajdą ładne przesłanie o akceptacji własnej wartości, a dorosły widz może przypomni sobie, za co niegdyś kochaliśmy różne postrzelone animacje, które w dzisiejszych czasach ustępują miejsca nierzadko dojrzalszym i ambitniejszym w założeniach projektom.
Idź do oryginalnego materiału