"Każdy kolejny rok" to nowy letni romans. Sprawdzamy, czy warto oglądać – recenzja serialu

serialowa.pl 2 godzin temu

„Każdy kolejny rok” to nowa wakacyjna opowieść o nastolatkach, a potem młodych dorosłych nakręcona na podstawie bestsellerowej powieści. Czy ta miłosna historia w letnim klimacie czymś się wyróżnia na tle podobnych?

Nie ma nic złego w konwencjach, kiedy właśnie na nie ma się ochotę. Może te romansowe nie są moimi ulubionymi (zdecydowanie wolę kryminalne), ale nikomu jeszcze nie zaszkodził wakacyjny romans o pięknych i młodych ludziach w malowniczych sceneriach, prawda? Co więcej, to, iż mieliśmy już choćby „Tego lata stałam się piękna” czy „Byliśmy łgarzami„, a szał na „Off Campus” jeszcze się nie zdążył skończyć, nie znaczy automatycznie, iż sentymentalne historie, trochę w stylu młodzieżowej telewizji lat 00. wymieszanej z Hallmarkiem, nie mają przez cały czas powstawać. Kolejne lato, kolejny niezobowiązujący romans albo i dwa? Teoretycznie, czemu nie. Zwłaszcza romans stworzony przez Amy B. Harris („Pamiętniki Carrie”) i Leilę Gerstein („Doktor Hart”), doświadczone przecież w takich historiach. Niestety, szkic konwencji trzeba jeszcze wypełnić. Musiałby to być romans może i niezobowiązujący, ale chociaż porządny.

Każdy kolejny rok – o czym jest serial?

„Każdy kolejny rok” („Evey Year After”) na podstawie rozsławionej na TikToku powieści Carley Fortune „Każde kolejne lato” ma adekwatnie teoretycznie wszystko, by być taką solidną realizacją znajomych konwencji. Persephone „Percy” Fraser (Sadie Soverall, „Przeznaczenie: Saga Winx”) na wieść o śmierci Sue Florek (Elisha Cuthbert z „Happy Endings”), która była dla niej jak druga matka, wraca do urokliwego Barry’s Bay, gdzie jako nastolatka spędzała wakacje w synami Sue, Charliem (Michael Bradway, „Chicago Fire”, w młodszej wersji Carson MacCormac, „Moje życie z Walterami”) i Samem (Matt Cornett, „High School Musical: Serial”). Ten drugi gwałtownie stał się wielką miłością Percy, ale wszystko legło w gruzach.

„Każdy kolejny rok” (Fot. Prime Video)

Po dekadzie bohaterka, szukająca zapomnienia w przypadkowych romansach na jedną noc, nie w pełni realizująca się w pisaniu obszernych nekrologów (bo miała wszak być kolejnym Stephenem Kingiem!), będzie musiała spojrzeć w oczy dawnemu ukochanemu i zmierzyć się z konsekwencjami swoich złych decyzji i długo utrzymywanych sekretów.

Jeśli brzmi to dość typowo, to słusznie, bo fabularnie „Każdy kolejny rok” realizuje wszelkie założenia gatunku. Będzie choćby kłótnia o to, kto ma spać na podłodze. Sekrety też okażą się przewidywalne, zwroty akcji niezbyt „zwrotne”. Ale to wpisane w letnie romanse. Problem z tym serialem jest raczej taki, iż nie potrafi w te znane tropy wlać odrobiny życia. Romans (ale też przecież kryminał/fantastyczny quest/slasher) może być najbardziej konwencjonalny pod słońcem, jeżeli tylko sprawi, iż kibicuje się jego bohaterom.

Każdy kolejny rok – wielka miłość z problemami

Tymczasem w tym wypadku kibicuje im się chyba głównie w retrospekcjach, ale i to tylko do pewnego momentu. Współczesne przygotowania do pogrzebu Sue i miłosne perypetie Percy, Sama i innych postaci (jeżeli komuś przygotowania do pogrzebu wydają się średnią scenerią romansowania, to ma rację, ale o Sue wszyscy przypominają sobie tu tylko wtedy, kiedy trzeba popchnąć akcję, a niestosowność tego wszystkiego wspominana bywa rzadko) przeplatają się bowiem ze wspomnieniami letnich pobytów w Barry’s Bay od 2011 do 2016 roku, a choćby jedną sylwestrową imprezą. Często przeplatają się choćby w ramach jednego montażu, który – zupełnie niesubtelnie – ma nam coś udowodnić.

„Każdy kolejny rok” (Fot. Prime Video)

Najczęściej ma nam udowodnić, iż Percy i Sama łączy wielkie uczucie. Tyle iż słodkie dzieciaki (jako młodsze wersje postaci dobrze radzą sobie Juliette Hawk z „Watsona” i Blue Clark z „Czarnego ptaka”), z pasją oglądające wspólnie horrory i wspierające się w życiowych trudnościach, dorastają i stają się dość okropnymi nastolatkami i wcale nielepszymi dorosłymi. adekwatnie po wstępnym uznaniu, iż jako opowieść o dorastaniu „Każdy kolejny rok” jest całkiem sympatyczny (oraz po przyznaniu, iż różni się od nastoletnich seriali sprzed lat choćby otwartością w kwestii pierwszego okresu czy zabezpieczania się przed ciążą), przekonałam się niestety, iż to deklarowane wielkie i piękne uczucie ma sporo paskudnych elementów. A szkoda, bo był potencjał na ładną opowieść o tym, jak przyjaźń może się przerodzić w zdrową miłość.

Po zmianie obsady w retrospekcjach na tę starszą (zresztą chyba zbyt wcześnie, bo mimo pod względem aparycji trafnego castingu ci starsi nie wyglądają na piętnaście lat – i nie mogą wyglądać, bo aktorzy są sporo po dwudziestce) śledzimy głównie jakieś nieprzyjemne gierki, na dodatek z instrumentalnym użyciem innych, niezasługujących na to ludzi, ciągłe zerwania i powroty, dużo całowania, ale fatalną komunikację… A po dekadzie wcale nie jest lepiej i różne sekrety, które na to wpływają, to tylko część problemów. Ci ludzie po prostu ze sobą nie rozmawiają o ważnych rzeczach, tylko dużo na siebie tęsknie patrzą.

Każdy kolejny rok – główna para a drugi plan

Skoro irytowała mnie główna niezdecydowana, niedojrzała niezależnie od wieku para, to może coś ratował drugi plan? Częściowo tak, bo przyjaciółki Percy – aktualna, Chantal (Aurora Perrineau, „Kaos”), i ta z przeszłości, Delilah (Abigail Cowen, „Chilling Adventures of Sabrina”, a w młodszej wersji Hazel Bartlett-Sias, „The Good Doctor”) – mają swoje wątki, z dużym udziałem Charliego i Jordiego (Jospeh Chiu, „Miniaturowa żona”), przyjaciela Sama. Tu jednak też gwałtownie się znudziłam, bo serial jakby nie mógł się zdecydować, jakie układy romantyczne lepiej się sprawdzą, więc wszystko nieco się rozmyło choćby tam, gdzie zapowiadało się obiecująco.

„Każdy kolejny rok” (Fot. Prime Video)

Ośmioodcinkowy 1. sezon „Każdego kolejnego roku” – jako iż istnieje powiązana z tą częścią inna powieść Fortune, „Tamto złote lato”, a finał zapowiada ciąg dalszy, zakładam, iż to nie będzie miniserial – widziałam przedpremierowo bez napisów. To ważne, bo zawsze w takiej sytuacji podchodzę do sensu z obawą, iż coś mi umknie w niuansach dialogów. Otóż ten romans idealnie sprawdzi się jako ćwiczenie językowe ze słuchu u osób niepewnych swojej angielszczyzny: tu nie ma niuansów w dialogach. A gdyby coś jednak umknęło, na pewno zostanie powtórzone wiele razy, bo to równocześnie serial, w którym bohaterowie opowiadają sobie obszernie rzeczy, o których wiedzą, a w fabule mimo tylu planów czasowych nie sposób się pogubić, bo wszystko jest podane wprost. Po parę razy. I jakby ktoś nie zrozumiał, Percy chętnie przypomni: „Całe może życie pełne jest żalu z powodu decyzji, które podjęłam” oraz, oczywiście: „Sam był miłością mojego życia”.

Każdy kolejny rok – czy warto oglądać romans Prime Video?

Dodajmy do tego budowanie scenariusza na zbiegach okoliczności i tym, iż zawsze ktoś wchodzi do pokoju w złym momencie, wypełnianie mielizn fabularnych montażami scenek z muzyką, bohaterów będących głównie swoją funkcją w ramach romansów, bez innej warstwy. Trochę wyróżnia się tu Delilah, ale to zasługa dobrej aktorki próbującej trochę ożywić postać, bo reszta niestety wypada sztywno, jednowymiarowo.

Męska część obsady to w ogóle raczej dobrze wygląda, niż dobrze gra, i ucieszyłam się, iż przynajmniej w retrospekcjach Delilah zauważa, iż w Berry’s Bay jest absurdalnie wielu przystojnych chłopców – co wpisało się w moje skojarzenie wzbudzone już wcześniej przez „Każdy kolejny rok”, mianowicie piosenkę z serialu z zupełnie innej ligi, „Crazy Ex-Girlfriend”: „Fit Hot Guys Have Problems Too„. I jeszcze te pudła z logo Amazona. Mnóstwo pudeł.

„Każdy kolejny rok” (Fot. Prime Video)

Naprawdę nie planowałam oglądać tego serialu ze złośliwym podejściem. Dobrze nastawiona „It’s Not Like That„, czyli też czymś spoza mojej bańki, choćby jeżeli bardziej familijnym niż romansowym, liczyłam na jakąś rozrywkę niekażącą mi przy oglądaniu dużo myśleć, ale uczuciowo angażującą. „Każdy kolejny rok” to jednak serial wyłącznie do puszczenia w tle i szybkiego zapomnienia, jeżeli już ktoś się uprze, żeby go puścić. Może ta historia okazałaby się chociaż trochę ciekawsza jako skondensowany film telewizyjny? Ale i tu nie mam pewności. Gdy w romansie nie działa romans, a reszta jest bez ikry, to serialu nie uratują ładne jeziorne krajobrazy, dyskusje o polskich pierogach ani piękne oczka głównego amanta.

Każdy kolejny rok dostępny jest na Prime Video

Idź do oryginalnego materiału