Katatonic Silentio – Paradise Mountain

nowamuzyka.pl 10 godzin temu

Arkadyjska wizja.

Jednym z najciekawszych setów didżejskich w berlińskim Tresorze podczas ubiegłorocznej edycji festiwalu Atonal był ten, który firmowała włoska producentka Mariachiara Troianiello jako Katatonic Silentio. Jej specjalnością są bowiem amorficzne miksy, zestawiające ze sobą przestrzenny ambient z basowymi pulsacjami podszytymi dubem i energetycznym techno. Artystka nie jest zwykłą didżejką – jako badaczka dźwięku, podchodzi do muzyki w sposób wręcz antropologiczny. Jej pseudonim idealnie oddaje dualizm tej twórczości: „Katatonic” sugeruje bezruch i głębię, podczas gdy „Silentio” odnosi się do przestrzeni między dźwiękami, która w jej kompozycjach jest równie ważna co same bity.

Podobnie dzieje się zresztą w autorskich nagraniach Włoszki. Zadebiutowała stosunkowo niedawno – bo w 2020 roku za sprawą albumu „Prisoner Of The Self”, który wydała niewielka wytwórnia Bristol NormCore. Materiał ten wyznaczył jednak już dokładnie obszar jej muzycznych zainteresowań. Połączenie połamanej rytmiki z ilustracyjną elektroniką ulokowało ją w gronie odnowicieli estetyki IDM. I taką też zawartość przyniosła jej płyta „Les Chemins De L’inconnu”, nagrana dwa lata później dla Illian Tape. I to właśnie krążek dla tej modnej tłoczni sprawił, iż dokonaniami producentki zachwycił się świat nowoczesnej elektroniki.

Bardziej uspokojoną wersję twórczości Katatonic Silentio przynosi teraz album „Paradise Mountain”. Mamy tu oczywiście wspominany IDM – to otwierający zestaw bajkowy „Primordial Blossom”, który wypełniony jest świetlistymi dźwiękami oldskulowych syntezatorów oraz następujący tuż po nim „Secret Garden”, osadzony na chrzęszczących i sprężystych bitach. „Archipelago” zaskakuje w tym kontekście zwrotem w stronę niespiesznego dub-techno, w którym glitchowe efekty sąsiadują z perlistym arpeggio.

„The Only Way Out” to ukłon Włoszki w stronę breakowych podkładów, zgrabnie podrasowany acidowym loopem. Wątek ten kontynuuje „Is Through (Eden Version)”, lokując się w formule nieoczywistego IDM-u, wypełnionego przetworzoną plątaniną ludzkich głosów. Kiedy rytm cichnie, otrzymujemy „Is Through (Land Of Nod Version)” – zaszumiony ambient, osadzony na dubowym pulsie. Tropy te prowadzą do finałowego „El Baile de Ícaros”, w którym rozwibrowana elektronika spotyka się z tribalowymi perkusjonaliami i etniczną wokalizą na modłę klasycznych dokonań Rapoon.

„Paradise Mountain” już swym tytułem ewokuje rajskie wizje i oniryczny klimat. Muzyka włoskiej producentki nie zawodzi tych oczekiwań – gładko przechodząc od ambientu i IDM-u do dub-techno i breakbeatu tworzy sugestywny soundtrack do arkadyjskich wyobrażeń. Swoje robią tu dźwięki terenowe wplecione w poszczególne nagrania – choćby głośny i wyraźny śpiew ptaków w „El Baile de Ícaros”. Można do tej muzyki tańczyć, można też słuchać jej leżąc wygodnie z zamkniętymi oczami. Taki jest właśnie styl Katatonic Silentio – tutaj w swej najbardziej rozmarzonej wersji, ale dzięki temu idealnie pasujący do katalogu wydającej tę płytę brukselskiej wytwórni Maloca.

Maloca 2026

www.malocarecords.com

www.facebook.com/malocaofficial

www.katatonicsounds.xyz

Idź do oryginalnego materiału