Katastrofa w duecie – recenzja filmu. Przyjaźń przekracza granice

popkulturowcy.pl 4 godzin temu

Kariera Ryana Reynoldsa od lat jest dość powtarzalna. Pojawia się on w filmach o podobnym, komediowym profilu, a odgrywane przez niego postacie są niemalże identyczne z nim samym. Czy najnowsza produkcja Apple TV+ jest kolejnym takim przypadkiem? A może okazała się mieć więcej charakteru?

Katastrofa w duecie skupia się na postaci Troya Kelly’ego, pilota marynarki wojennej, w którego wciela się Ryan Reynolds. Z uwagi na wcześniejsze osiągnięcia amerykański rząd wybiera go do tajnej organizacji szpiegowskiej. Jako iż mamy tu do czynienia z ciągle trwającą Zimną Wojną, mężczyzna wyrusza na teren ZSRR.

Akcja nie kończy się jednak tak jak zakładano. W wyniku niekorzystnego biegu wydarzeń Troy zostaje sam za liniami wroga. Jego jedyną nadzieją na ratunek jest Nikolai Ustinov, grany przez Kennetha Branagha. Okazuje się on sprzymierzeńcem USA oraz byłym agentem KGB. Bohaterowie rozpoczynają wyścig z czasem, którego celem jest przedostanie się na teren Stanów Zjednoczonych.

Fot. kadr z filmu

Film stanowi najnowszy owoc współpracy duetu reżyserów Jonathana Goldsteina i Johna Francisa Daley’a. Panowie są najbardziej rozpoznawalni za sprawą ostatniej kinowej ekranizacji Dungeons & Dragons. Choć adaptacja nie osiągnęła zbyt zadowalających wyników w box office, była naprawdę przyjemnym reprezentantem kina fantasy. Podobnie jak tam, Goldstein i Daley nadają historii Katastrofy w duecie sporo lekkości i dystansu. Poświęcają też dużo czasu swoim bohaterom.

O głównym bohaterze nie ma choćby sensu się rozpisywać. Jak można było się spodziewać, Reynolds po raz kolejny gra samego siebie. Troy Kelly to pewny siebie i wygadany cwaniaczek, który każdą stresującą sytuację rozładowuje żartem. Na szczęście, w tym wypadku znaczna większość z nich okazuje się skuteczna. jeżeli widzieliście jakiegokolwiek Deadpoola albo inny akcyjniak z tym aktorem, doskonale wiecie, czego się spodziewać.

Fot. kadr z filmu

Po zupełnie przeciwnej stronie spektrum stoi Kenneth Branagh w roli Nikolaia. Choć obsadzenie brytyjskiego aktora w roli Rosjanina wydaje mi się nieco dziwne, aktor całkiem nieźle poradził sobie z tą rolą. Jego akcent, choć niezbyt naturalny, nie brzmiał tak absurdalnie jak w Tenet. Abstrahując od samego castingu, postać ta stanowi skuteczne oparcie dla Troya. Ustinov z natury jest raczej cichy i opanowany. Mówi mniej niż bohater Reynoldsa, natomiast kiedy dwójka spędza czas razem, Nikolai stopniowo bardziej się otwiera. Ich charaktery mocno się różnią, dlatego zestawienie ich daje znakomity rezultat.

Nie można nie wspomnieć o polskim akcencie produkcji. To też powód, dla którego wielu, w tym ja, w ogóle się nią zainteresowało. Mowa tutaj o Marcinie Dorocińskim w roli Alexandra Volkova. choćby jeżeli odsuniemy nasz patriotyzm na bok, ciężko się nie zgodzić, iż aktor kradnie sceny, w których się pojawia. Główny antagonista, którego gra, jest bardzo kreskówkowy, natomiast idealnie współgra to z tonem nadanym przez twórców. Traktuje siebie i swój naród niezmiernie poważnie, a w ostatnim akcie filmu niemalże zamienia się w T-1000. Choć nie dostał tylu scen, ile mógł, w pełni wykorzystał swój czas ekranowy.

Fot. kadr z filmu

Katastrofa w duecie fabularnie nie jest zbyt rozbudowana. Choć mamy tutaj solidne sekwencje akcji i slapstickowy humor, produkcja stoi przede wszystkim na barkach dwójki głównych aktorów. Pojawia się tu jednak interesująca dyskusja na temat USA i ZSRR. Wraz z przebiegiem fabuły widzimy, jak amerykański sen, w który wierzą protagoniści, okazuje się zwykłą fikcją. Pomimo chwalenia się swoimi górnolotnymi wartościami, kraj ten skupia się przede wszystkim na ekspansji w każdym aspekcie, nie zwracając szczególnej uwagi na swoich obywateli, których życie może w rezultacie poświęcić.

Związek Radziecki, choć w czasach Zimnej Wojny przedstawiano go jako czyste zło, okazuje się mieć więcej wspólnego ze Stanami, niż bohaterowie początkowo myśleli. Choć skala jest inna, oba państwa zmagają się z korupcją na najwyższych szczeblach władzy. W obu przeciętny obywatel ma związane ręce i nie jest realnie w stanie przejąć pełnej kontroli nad swoim życiem. Niestety twórcy nie rozwijają tej dyskusji, pomimo jej dużego potencjału. Moim zdaniem to duża strata. Mogliby nadać filmowi większą wartość, a tak dostajemy zwykły akcyjniak, którego przekaz mógłby realnie skłonić do nowych przemyśleń tylko najmłodszych widzów.

Fot. kadr z filmu

Katastrofa w duecie to przyjemne kino z sympatycznymi bohaterami, natomiast nie wyróżnia się niczym specjalnym. Bawiłem się podczas seansu dobrze, jednak ciężko mi wymienić cokolwiek szczególnie zapadającego w pamięć. Filmem zainteresowałem się przez angaż Dorocińskiego i za ten element warto faktycznie dać słowa uznania. Reszta to po prostu kolejny film z Ryanem Reynoldsem. Dla tych, którzy mają za dużo czasu lub ciekawi ich, jak poradził sobie polski aktor, może być to warta uwagi pozycja. W przeciwnym wypadku możecie ją pominąć bez większej straty.


Fot. główna: materiały prasowe

Idź do oryginalnego materiału