We wrześniu na półki polskich księgarni trafiła książka Zabawa w chowanego Sørena Sveistrupa. Kontynuacja Kasztanowego ludzika okazała się rewelacyjnym kryminałem, świetnie poprowadzonym i wielowymiarowym. Netflix bardzo gwałtownie wziął się za drugi sezon serialu opartym na twórczości duńskiego autora. Dużo tu zaskoczeń – zwłaszcza dla osób, które czytały powieść.
Zabawę w chowanego pochłonęłam błyskawicznie. Søren Sveistrup należy do moich ulubionych pisarzy i scenarzystów, a powieść całkowicie spełniła moje wszystkie oczekiwania. Pierwszy sezon serialu Kasztanowy Ludzik z 2021 roku był dość wierny pierwowzorowi i, co tu dużo kryć, robotę robił przede wszystkim ponuro-ciepły klimat skandynawskiej jesieni. Mimo uproszczeń scenariuszowych produkcja wyszła całkiem nieźle, więc jak tylko dowiedziałam się o drugim sezonie, zaczęłam ze zniecierpliwieniem przebierać nogami. Tym bardziej, iż aktorzy wcielający się w głównych bohaterów: Danica Ćurčić jako Naia Thulin i Mikkel Boe Følsgaard w roli Marka Hessa już w 2021 roku naprawdę mi pasowali do postaci, które wykreowałam w swojej głowie podczas lektury.
Drugi sezon Kasztanowego Ludzika skupia się na śledztwie, kilka lat po wydarzeniach z pierwszej części. Tym razem Naia i Hess muszą stawić czoła stalkerowi, który nie tylko prześladuje swoje ofiary dzięki dziecinnej wyliczanki, ale finalnie morduje je. I już tutaj można się zderzyć z pierwszym zgrzytem. Serial nie wyjaśnia dlaczego Naia pracuje teraz w wydziale cyber bezpieczeństwa NC3. Jednak dużo bardziej nurtujące jest pominięcie Nylandera, którego w ogóle nie zobaczymy w tej odsłonie. W książce miał on ogromne znaczenie i dzięki niemu ścieżki Nai i Hessa ponownie się przecięły. Bardzo spłycona została również ich relacja, która dość mocno się skomplikowała po tym jak mężczyzna nagle wyjechał, pozostawiając swoją partnerkę samą, bez żadnego słowa pożegnania.
Właśnie dlatego serialowa dynamika relacji głównych bohaterów całkowicie mi nie gra. W książce długo się docierali, trudno im było rozmawiać o uczuciach i o tym, co się między nimi wydarzyło, a do współpracy zmusił ich przełożony. W produkcji Kasztanowy Ludzik wszystko zostało uproszczone, a Naia i Hess w błyskawicznym tempie wpadają sobie w objęcia. Podobnie po macoszemu został potraktowany wątek brata Hessa, stając się tu zaledwie fabularnym pretekstem do powrotu mężczyny do Danii i niczym więcej. A szkoda, bo to również mógłby być interesujący wątek o trudnej i specyficznej relacji między rodzeństwem.
Kadr z 2. sezonu serialu Kasztanowy LudzikO ile pierwsze odcinki drugiego sezonu Kasztanowego Ludzika ogląda się z zainteresowaniem, tak napięcie stopniowo opada z każdym kolejnym. Ponadto twórcy zdecydowali się na bardzo odważny zabieg, w którym całkowicie odeszli od książki. Jednak nie tylko dla czytelników będzie to problematyczna sytuacja. Zmiana fabularna jest znacząca i nie da się ukryć, iż wpływa na odbiór całej produkcji. Przede wszystkim jednak oddziałowuje na dynamikę, która drastycznie spada. Kasztanowy Ludzik przestaje być Kasztanowym Ludzikiem i jest to okropnie rozczarowujące. Początkowo myślałam, iż to sprawna zmyłka twórców, ale kiedy utwierdziłam się w przekonaniu, iż tak nie jest – poczułam się po ludzku zawiedziona.
Serialowi zabrakło społecznego wydźwięku, który wyraźnie zarysował się w pierwszym sezonie i jest obecny w powieściach. Twórcy skupili się na zaskakującym plot twiście, niby dzieje się dużo, a jednak powiewa w tym wszystkim nudą. Robi się momentami zbyt ckliwie, brak też rozwinięcia motywów mordercy. Ledwo dotknięty jest wątek z wydarzeniami z przeszłości, które okazują się znaczące dla aktualnego śledztwa. Hess i Naia cały czas pędzą, a widz ziewa i jednym okiem patrzy na serial, a drugim scrolluje social media. Ewidentnie coś tu poszło nie tak jak powinno.
Kadr z 2. sezonu serialu Kasztanowy LudzikByć może zupełnie inaczej odbiorą ten serial osoby, które nie czytały książki. Nie mniej odważny plot twist w połowie sezonu będzie zaskoczeniem także dla nich. Ja się zawiodłam przeokropnie i szkoda mi, iż Kasztanowy Ludzik z klimatycznego serialu stał się kolejnym fabrycznym produktem marki Netflix.
Fot. główna: kadr z serialu Kasztanowy Ludzik




