Karol Strasburger nie zostawił na pomyśle suchej nitki. "To paranoja"

zycie.news 1 godzina temu
Zdjęcie: Karol Strasburger/YouTube @Familiada TVP


Jak informuje serwis „Świat Gwiazd’, kolejne remake’i miały odświeżać klasykę, a coraz częściej wywołują irytację zamiast zachwytu. Tym razem głos zabrał Karol Strasburger – ikona kina lat 70., który bez dyplomacji skomentował modę na nowe wersje kultowych produkcji. Jego słowa jasno pokazują, iż granica między twórczym podejściem a artystycznym recyklingiem została już dawno przekroczona.

Karol Strasburger nie kryje oburzenia

Moda na nowe wersje kultowych historii rozkręciła się w polskim kinie na dobre, ale nie wszystkich ten trend zachwyca. Gdy ogłoszono, iż „Noce i dnie” doczekają się współczesnej, serialowej adaptacji przygotowywanej dla Netfliksa, Karol Strasburger – jeden z symboli legendarnej ekranizacji z lat 70. – nie krył swojego oburzenia.

Aktor, który na zawsze zapisał się w pamięci widzów jako Józef Toliboski, uznał, iż w tym przypadku granica została wyraźnie przekroczona. Dla Strasburgera „Noce i dnie” to nie tylko kolejny tytuł z kanonu lektur czy filmowych klasyków. To dzieło, które wciąż żyje własnym życiem i nie wymaga żadnych poprawek ani reinterpretacji. Jak podkreślił w rozmowie z Plejadą, nowa wersja jego zdaniem zwyczajnie nie ma racji bytu.

„Uważam jednak, iż to przedsięwzięcie jest niepotrzebne. Film „Noce i dnie” cały czas funkcjonuje w przestrzeni publicznej – jest regularnie powtarzany, żyje wśród widzów. […] Ten walc i nenufary stały się najsławniejszą sceną polskiego kina”– zaznaczył bez wahania.

Strasburger mówi o paranoi

W jego opinii problemem nie jest samo tworzenie nowych filmów, ale sięganie po sprawdzone, „zamknięte” historie tylko po to, by opowiedzieć je jeszcze raz w nieco innej oprawie. Strasburger użył mocnego porównania, które gwałtownie obiegło media. Aktor nie ma wątpliwości, iż współczesne kino i seriale mają wystarczająco dużo tematów, by tworzyć nowe historie bez odwoływania się do klasyki.
Największy sprzeciw Strasburgera budzi jednak idea tzw. „nowego spojrzenia” na znane postacie i wydarzenia. W jego ocenie taka reinterpretacja może prowadzić do wypaczenia sensu oryginału.

„A jeżeli ma to być jakieś „inne spojrzenie”, o którym mówią twórcy, no to już w ogóle paranoja. jeżeli robimy adaptację konkretnej książki i opowiadamy o konkretnym bohaterze, to nie można nagle odwrócić wszystkiego i zrobić historii zupełnie o kimś innym” – ocenił ostro.

Idź do oryginalnego materiału