
Pierwszy kalendarz adwentowy kupiłam w markecie. Czekoladki za tekturowymi okienkami, dwadzieścia cztery sztuki. Antek otworzył siedem pierwszego dnia, Zosia się rozpłakała, iż on ma więcej, i na tym skończyła się nasza świąteczna tradycja. Drugi był materiałowy, z kieszonkami. Ładny, tylko po tygodniu wisiał krzywo, a kieszonki trzeba było prać. Od trzech lat robimy kalendarz z pudełek. Składam go w jeden wieczór pod koniec listopada, dzieci go nie rozbiją, a w styczniu wszystko chowam do szafy na następny rok. Najwięcej roboty było za pierwszym razem, teraz głównie uzupełniam zawartość. Ile pudełek i jakiej wielkości Dwadzieścia cztery, ale nie muszą być jednakowe. U nas dwadzieścia trzy są małe, mniej więcej na dłoń dziecka, a na Wigilię jest jedno większe. Dzieci od razu widzą, iż jeden dzień będzie wyjątkowy, i od pierwszego grudnia odliczają właśnie do niego. Małe pudełka można kupić, ale my składamy je z kartek. To stary japoński sposób składania pudełek, zwany masu. Z kwadratowej kartki 15 na 15 centymetrów wychodzi pudełko o boku około pięciu centymetrów i wysokości mniej więcej dwóch i pół. Wieczko składa się tak samo, tylko z kartki większej o pół centymetra, żeby nachodziło na spód. Instrukcji obrazkowych jest w sieci mnóstwo. Pierwsze pudełko zajęło mi kwadrans, dziesiąte dwie minuty. Z



![Opowieść o życiu i emocjach Krzysztofa Krawczyka w tarnowskim teatrze [zdjęcia]](https://tarnow.ikc.pl/wp-content/uploads/2026/10/BJK-premiera-fot.-Artur-Gawle-0001.jpg)








