Justyna uważa, iż to przez nią córka zmarnowała życie. "Zaniedbałam ją, kiedy byłam jej potrzebna"

kobietaxl.pl 3 godzin temu

Śmierć taty pocięła córce skrzydła

- Jeszcze gdy Maja była w liceum, przestałam się o nią martwić – opowiada Justyna. – Miałam wtedy na głowie ciężko chorego męża Jerzego i dwunastoletniego syna, który sprawiał kłopoty. Jerzy nabawił się przewlekłej choroby nerek. Przez lata ciężko pracował, siedzący tryb życia i słabość do słodyczy, plus niechęć do aktywnego trybu życia, zrobiły swoje. Najpierw było nadciśnienie, a potem cukrzyca. U niego to rodzinne. W końcu nerki wysiadły i musieliśmy jeździć na dializy.

Jerzy wymagał coraz większej opieki lekarskiej, żona jak mogła walczyła o jego powrót do zdrowia, a potem już o jak najdłuższe życie. Codzienność całej rodziny koncentrowała się wokół chorego ojca i męża. To był czas, gdy Justyna nie bardzo martwiła się o córkę. Maja była zawsze spokojnym, poukładanym dzieckiem, nie sprawiała kłopotów. Nie było w niej przebojowości. Nie lubiła ryzyka, była nieśmiała.

- Córka była bardzo związana z ojcem – przyznaje kobieta. – Gdy zachorował, dostała się do liceum i już wtedy zamartwiała się o niego. Stała się pesymistyczna, we wszystko wątpiła, w siebie też. Miała trądzik, myślała, iż jest brzydka. A to jest taka śliczna dziewczyna. Zawiodłam jako matka. Nie zajęłam się nią, gdy stawała się kobietą. Nie pokazałam, jak się gustownie ubrać, jak poprawić urodę delikatnym makijażem, dopasować twarzową fryzurę. Zostawiłam ją samą, bo nie sprawiała problemów.

Czytaj także https://www.onet.pl/styl-zycia/kobietaxl/poswiecilam-sie-dla-rodziny-nie-bylo-warto/5yecjb0,30bc1058

Justyna jest przekonana, iż pewnie dlatego Maja nie odważyła się iść na medycynę. W klasie maturalnej, zamiast intensywnej nauki, córka czuwała przy ojcu, robiła wszystko by czuł się jak najlepiej. Wybrała farmację. Miała więcej czasu dla umierającego taty, przyjeżdżała do domu, kiedy tylko mogła. Wiedziała, iż ojciec powoli odchodzi.

Ojciec Mai zmarł, gdy była na ostatnim roku studiów. Ogromnie przeżyła jego stratę. Jerzy zawsze dbał o rodzinę, dawał wszystkim poczucie bezpieczeństwa. Potem, gdy jego stan się pogarszał, mógł dać żonie i dzieciom jedynie miłość. Syn nie radził sobie z tą sytuacją, uciekał w używki, nie chciał się uczyć. Śmierć ojca, choć diagnoza była fatalna, była jednak szokiem. Rodzina nie mogła się pozbierać przez wiele miesięcy. Syn, już pełnoletni, wyjechał z domu za granicę, do pracy i już tam został. Matka miała depresję, Maja obroniła tytuł magistra i wróciła do domu. Dostała pracę w aptece. Tam dziewczyna poznała Mariusza, kupował leki na przeziębienie. Był nowy w mieście, przyjechał tu, bo zdobył stanowisko menadżera w ważnej firmie. Czuł się samotny, szukał znajomości, chciał poznać miasto. Potem wracał do apteki Mai pod byle pretekstem. W końcu zaprosił dziewczynę na kawę zostali parą.

- Zakochała się – mówi Justyna. – Nigdy wcześniej nie była w takim poważnym związku. Myślała, iż złapała pana Boga za nogi.

Za dobry, by był prawdziwy

Mariusz dużo wyjeżdżał w interesach, znał w kraju wielu ludzi na wysokich stanowiskach.

- Był starszy od Mai – opowiada Justyna. – Dziwiło mnie, iż nie miał dotąd żony ani dzieci. To przystojny mężczyzna. Już wtedy powinno mnie tknąć, iż coś w nim jest nie tak. Córka była szczęśliwa, zaczęła się modnie stroić, malować, straciła dla niego głowę. Cały czas powtarzała, co Mariusz uważa, albo co powiedział, stał się wyrocznią. Teraz wiem, iż chyba szukała w nim drugiego ojca. Po kilku miesiącach znajomości wzięli ślub. Mariusz tak zdecydował, Mariusz zorganizował wesele i Mariusz podjął decyzję, iż zamieszkają w domu pod miastem.

Maja się zgodziła, wtedy podpisała także intercyzę. Mąż zawile tłumaczył, iż musi mieć pewność, iż jest z nim z miłości. Dom, który kupił i tak jest jej, przecież była jego żoną. Wierzyła we wszystko, co mówił. Była szczęśliwa, nagle miała piękny dom z ogrodem niedaleko lasu. Całe życie mieszkała w osiedlowym bloku.

- Jak teraz o tym myślę, to choćby ślub był dziwny – przyznaje Justyna. – Mariusz był ateistą, chciał tylko ślub cywilny, ale nie było rodziny, tylko kilku znajomych z partnerkami. No i mój zięć na wstępie oświadczył, iż nie będzie mnie nazywał mamą, bo to śmieszne. W sumie to przyznałam mu rację. gwałtownie okazało się, iż nie chce by córka zbyt często mnie odwiedzała i nie życzył sobie moich wizyt w jego domu. Dopiero po jakimś czasie Maja przyznała, iż podpisała intercyzę, nie mieli wspólnoty majątkowej. To mnie trochę niepokoiło, bo córka zaszła w jedną ciążę, potem drugą i przestała pracować. Zajmowała się tylko synkami i prowadzeniem domu. Praktycznie była na łasce męża. Ale nie chciała o tym rozmawiać, zaczęła ograniczać kontakty. Denerwowała się gdy podpytywałam o ich jej sytuację finansową i przyszłość.

Justynie było przykro, iż córka ogranicza jej kontakt z wnukami. Wielokrotnie zapraszała Maję do domu, na obiad, na wspólny spacer. Proponowała, by córka przywiozła i zostawiła u niej wnuki, a sama miała te dwie godziny dla siebie. Mogłaby pójść do fryzjera, kosmetyczki albo na kawę z przyjaciółkami. Okazało się, iż Mariusz nie tolerował także koleżanek żony, więc zerwała z nimi kontakty.

Czytaj także https://www.onet.pl/styl-zycia/kobietaxl/pomylilam-samotnosc-z-miloscia-pisze-to-ku-przestrodze/n6etwmb,30bc1058

- Rozmawiałyśmy przez telefon i wyczuwałam, iż Maja jest coraz bardziej zestresowana – relacjonuje Justyna. – To już nie była moja szczęśliwa córka. Oczywiście zaprzeczała, iż coś jest nie tak. Pewnego razu zachorowała, ledwie mogła mówić, a co dopiero opiekować się dwoma kilkulatkami. Ugotowałam rosół, zrobiłam zakupy, bez zaproszenia wsiadłam w samochód i przyjechałam do córki. Gdy weszłam, dom lśnił czystością, a ona, rozpalona gorączką była przestraszona, szorowała wannę w łazience. Nie rozumiałam, co się dzieje. Wtedy wrócił zięć, wszedł gdy szykowałam dla wszystkich posiłek. Córka była przerażona. Zaczęła się tłumaczyć z mojej obecności. On się zimno uśmiechał, zjadł rosół i po prostu wyszedł z domu trzaskając drzwiami. Córka prosiła abym na drugi dzień nie wracała, da sobie radę. Zapytałam czy ją bije, a ona się popłakała.

Kochał siebie i kontrolę

Justyna nie opuściła córki. Skontaktowała się z instytucjami pomagającymi ofiarom przemocy. Uruchomiła wsparcie.

- Przede wszystkim kupiłam córce samochód – mówi. – Używany i mały ale jej. Zięć zabronił używania jego aut, chyba, iż miał kaprys. Zawsze musiał znać cel jazdy i czas powrotu. To samo było z wydatkami, musiała rozliczać się z każdej złotówki. Stworzył dla niej specjalne konto, które kontrolował. Nie wolno jej było pracować zawodowo. Miała zajmować się jego domem, co podkreślał za każdy razem, dbać o jego dzieci i o jego potrzeby. Nie mogła pytać o pracę, ani o to, gdzie jedzie lub co robi. To nie były jej sprawy. No i za każdym razem wmawiał córce, iż bez niego jest nikim. Wyśmiewał jej zawód. Ona zaczęła w to wierzyć.

W końcu doszło do konfrontacji Justyny z zięciem, podczas jej wizyty w domu córki. Mariusz zaczął grozić żonie i teściowej. Chciał, aby Maja całkowicie zerwała kontakt z matką. Użył wtedy wobec żony przemocy, szarpał, zabrał kluczyki od auta, które dostała od matki. Justyna wezwała policję.

Maja w końcu odważyła się podać sprawę o rozwód.

- Miała dokąd wrócić – przyznaje Justyna. - W moim trzypokojowym mieszkaniu było miejsce dla wnuków i dla córki. Maja na nowo mogła iść do pracy, bo ja pomagałam przy dzieciach. Z przyjemnością, bo to kochani chłopcy.

Ale rozwód nie przebiegał gładko. Mariusz miał pieniądze oraz szerokie kontakty. Specjalnie wszystko utrudniał, by jak najboleśniej dotknąć żonę. Nie chciał zgodzić się na oddanie dzieci.

- Nie dlatego, iż go obchodziły – mówi Justyna. – W ogóle się nimi nie zajmował. Synowie byli potrzebni, by miał poczucie bycia „prawdziwym mężczyzną”. Wybudował dom, posadził drzewo i miał syna, a choćby dwóch. Nie chciał płacić alimentów, żeby Maja nic nie dostała. Uważał, iż alimenty to nagroda dla kobiety, a nie pieniądze na utrzymanie dziecka. Córka była tak zaszczuta, iż choćby się nie broniła, tylko płakała. Bałam się, iż się podda i wróci do tego przemocowca, żeby nie stracić synów.

Justyna znalazła wyspecjalizowanego, w podobnych przypadkach prawnika. Pomógł jej też fakt, iż zięć obawiał się złej opinii w pracy. To mogło mu zaszkodzić. Mężczyzna wywalczył opiekę naprzemienną. Żadnych alimentów. Rozwód zapadł, gdy chłopcy chodzili już do szkoły podstawowej.

- Córka odżyła – twierdzi Justyna. – Pracuje, ma w końcu własne pieniądze, swoje życie, znajomych. Mieszkamy razem i dobrze nam. Chłopcy są wspaniali, grzeczni, dobrze się uczą. Ale gdy przychodzi tydzień u taty, nie chcą tam jeździć, płaczą, próbują udawać, iż są chorzy. Proszą mamę, by ich nie oddawała do ojca, to dla nich kara. Córka jest załamana, nie może nic zrobić.

Justyna jest rozgoryczona zachowaniem byłego zięcia. Z tego co opowiadają jej wnuki, w domu ojca każdy z nich ma swój pokój. Tam ma przebywać, chyba iż ojciec go zawoła. Nie wolno im być razem. Byliby zbyt głośni. Chłopcy mają swoje komputery, zestawy gier. Tym mają się zajmować i nie przeszkadzać ojcu. Ten też zamyka się w swoim gabinecie, albo ogląda mecze w ogromnym telewizorze w salonie.

- Nie gotuje dzieciom żadnych pożywnych posiłków – mówi oburzona babcia. – Zamawia pizzę, albo jakiś catering do odgrzania w mikrofalówce. Czasami jadą na frytki i hamburgera. Jak twierdzi były zięć, jego synowie są wychowywani na twardych mężczyzn. Mają się nie mazgaić i sami o siebie dbać. Rzeczywiście on o nich nie dba. Chłopaki wracają do nas w tych samych majtkach, w których wychodzili z domu.

Justyna namawia córkę, by wystąpiła do sądu o to, aby dzieci były tylko przy niej i miały ustalone spotkania z ojcem.

- Teraz tak się promuje opiekę naprzemienna, ale to zły pomysł – mówi. - Dzieci co tydzień zmieniają dom, to przecież nie jest normalne. A wielu ojców to występuje o ten rodzaj opieki, żeby na złość zrobić matkom, a wcale nie chcą się zajmować dziećmi. Bo ci odpowiedzialni ojcowie to doskonale wiedzą, iż dla dziecka jest lepiej jak ma jeden dom.

Najbardziej jednak Justynę boli, iż to wszystko przez nią.

- Zaniedbałam córkę, kiedy mnie najbardziej potrzebowała – mówi. - Bo nie sprawiała problemów. Liczył się tylko mój chory mąż.

Idź do oryginalnego materiału