Posklejać wehikuł.
W tym roku mija dziesięć lat od ukazania pierwszego albumu projektu Jolly Mare „Mechanics” będącego alter ego Fabrizio Martina – włoskiego multiinstrumentalisty i producenta. Właśnie nadciąga nowy materiał Mare’ego, który powstał we współpracy z Piero Umilianim. Zuchwały to pomysł, żeby właśnie tak zatytułować. Dlaczego? Jak wiemy legendarny kompozytor muzyki filmowej i jednocześnie muzyk odszedł z tego świata w 2001 roku. To wręcz ikoniczna postać i można o Umilianim pisać raczej książki niż rzucać kilka zdań. Nowoczesność jego muzyki pozwala wciąż artystom z całego świata odkrywać prawdziwe perełki w bogatym repertuarze ścieżek dźwiękowych i sonorystycznych. Agenci reklamowi sięgali po jego tematy do reklam. Z kolei High Lamas, Cinematic Orchestra, Bentley Rhythm Aces, Pizzicato Five, Gak Sato, Kid Loco czy DJ Spooky – żeby wymienić tylko kilku – remiksowali, samplowali i reinterpretowali jego tematy w klubach na całym świecie.
Jolly MareSkąd pomysł, żeby podpisać wydawnictwo jako Jolly Mare & Piero Umiliani? Mare jako oddany wielbiciel świata dźwiękowej biblioteki i twórczości Maestro, po tym jak miał zaszczyt poznać rodzinę Umilianich, uzyskał dostęp do legendarnego studia Sound Workshop w Rzymie wraz z jego sprzętem i instrumentami, które niegdyś należały do Umilianiego. Ten rok jest dodatkowo bardzo szczególny jak spojrzymy w kalendarz, 17 lipca przypadnie 100. rocznica urodzin włoskiego kompozytora. Rodzina poruszona tym faktem dała Martinowi możliwość pracy z wieloma oryginalnymi wielościeżkowymi nagraniami Umilianiego.
To, co słyszymy na „La luce dell’alba” powstało bez udziału komputerów, zaawansowanych technologii, sztucznej inteligencji czy algorytmów. Jolly Mare nie stworzył sam tych kompozycji, ale z udziałem zaprzyjaźnionych muzyków, a wśród nich Alberto Bazzoli (organy Hammonda, novatron, syntezatory, elektryczne piano, młotki), Francesco Veglia (gitara elektryczna i klasyczna, oud), Francesco Bianconi (wokal), Bob Angelini (gitara hawjska), Niccolò Fornabaio (perkusja) i Duo Striago (gitara klasyczna, wiolonczela). Lider obsługuje syntezatory, perkusję elektroniczną, gitarę basową, 12-strunową gitarę akustyczną, cumbus saz, perkusję akustyczną, instrumenty perkusyjne i śpiewa.
Płyta absolutnie porywa w swój wyjątkowy świat od pierwszego utworu „Dentro La Notte, La Luce dell’Alba”, który powstał na podstawie nagrania „Core” pochodzącego z albumu Umilianiego „Polinesia” (1975). Ocierają się tu o skojarzenia z 16 Horsepower, ale takiego zanurzonego w ejtisowej poświacie syntezatorów. Momentami też czuć jakąś nić powiązania z Bertrandem Cantatem i jego przedsięwzięciem Détroit. Popowa energia i śpiew Bianconiego w „Il Senso” sprawiają, iż brzmi to jak zagubiony przebój. Magia leje się tu prężnym strumieniem, czego kolejnym przykładem jest „Altrove”, gdzie partie perkusji legendarnego Gegè Munariego łączą się już z gitarą nagraną ponad pięćdziesiąt lat później.
Wykorzystano tu mnóstwo różnych instrumentów, w tym bardzo różne syntezatory, a także klavinet, marimbę, Korga MS20 czy piano Fender Rhodesa, który mięsiście wybrzmiał w krótkim fragmencie „Montagne di Sabbia”. Nie mogło zabraknąć westernowego galopu w synergii z rytmem samby, co dostajemy w „Samba Sioux”. Gdybym nie znał całej otoczki i zamknął oczy to bym powiedział, iż to jakaś kompozycja brytyjskiej grupy Babe Ruth, twórców słynnego „First Base” z 1972 roku. Cosmic dub, new age? „Orizzonti Lontani” właśnie meandruje w tych rejonach. Lewitowanie poza czasem i przestrzenią, co tylko zbliża odczuciami do ogromnego dorobku Andrzeja Korzyńskiego.
Chyba najbardziej eksperymentalnym momentem na tym albumie okazał się rozpędzony, repetytywny, szalony „Sogni di Sogni”. Na swój sposób nową kompozycją Umilianiego jest „Foresta nera” z użyciem jego syntezatora ARP 2600, który był nietknięty przez dziesięciolecia. Pulsujący beat (stopa) nabija tempo dla solowych partii gitary klasycznej, różnej maści instrumentów klawiszowych, psychodelicznej gitary elektrycznej czy dzwonom rurowym. Mogłoby to trwać jakiś kwadrans, ale niestety się urywa. Filmowy, oniryczny „Imbrunire” tka przepiękne promienie ciepła, intymności i romantyzmu. interesujące co by powiedział na to Jim O’Rourke? W zamykającym „La Voce Del Vento” usłyszałem dalekie/bliskie echo chociażby Aksak Maboul czy równie kultowego zespołu Tuxedomoon. To tylko potwierdza, gdzie biło/bije źródło.
„La luce dell’alba” jest doskonałym przykładem robienia swego i posiadania oryginalnej wizji, co jest już klejnotem samym w sobie. Jolly Mare uchwycił to w idei shake’a, potrząsam nim wraz ze świetnymi instrumentalistami, wszyscy razem go miksują aż buzuje przeszłość, odżywają wspomnienia a jednocześnie stając się paliwem dla retro ekspedycji po orbitach oddalonych daleko od tego, co tu i teraz. Usłyszenie tego materiału na żywo byłoby nie lada przeżyciem. Forma koncertowa byłaby świetną katapultą do wystrzelenia tych kompozycji w objęcia jeszcze głębszego, momentami hippisowskiego transu, lecącemu swobodnie ku psychodelicznemu rozrywaniu rzeczywistości.
42 Records | czerwiec 2026
Strona 42 Records: https://www.42records.it/
Facebook: https://www.facebook.com/42rec?fref=ts














